Co roku jesienią media w Polsce zalewają nagłówki o nadchodzących zmianach podatkowych. I jak co roku o tym czasie, podatnicy gorączkowo próbują przygotować się na to, co nowego czeka ich w podatkach z nastaniem stycznia. Niestety, w dyskusji tej brakuje podstawowego pytania: czy polski system podatkowy w ogóle działa tak, jak powinien?
To zrozumiałe, że przykładamy wagę do kolejnych zmian podatkowych. Jednocześnie jednak tracimy z pola widzenia kluczowe pytanie o to, czy polski system podatkowy w jakikolwiek sposób odpowiada na realne wyzwania stojące przed Polską, a zwłaszcza czy wspiera konkurencyjność naszej gospodarki.
W czasie, w którym tak wiele mówi się o planowanych na 2026 r. zmianach podatkowych, warto podjąć merytoryczną dyskusję o kształcie polskiego systemu podatkowego
System podatkowy, w którym funkcjonujemy, dotyka każdego z nas. Niezależnie od tego, czy jesteśmy pracownikami, przedsiębiorcami, właścicielami nieruchomości, konsumentami – z naszych prywatnych pieniędzy finansujemy szeroki wachlarz wydatków państwa. A wydatki publiczne nieustannie rosną: w tym roku przekraczają już 50 proc. PKB. Cały czas utrzymuje się też wysoki deficyt finansów publicznych, przez co rośnie zadłużenie państwa. Eurostat prognozuje, że w 2025 r. dług publiczny osiągnie poziom 58 proc. PKB, a według zaktualizowanej „Strategii zarządzania długiem sektora finansów publicznych w latach 2026–2029” Ministerstwa Finansów może on przekroczyć poziom 75 proc. PKB w 2029 r.
W obliczu wojny na Ukrainie i zmian geopolitycznych już teraz przeznaczamy blisko 5 proc. PKB na obronność, a planowany jest dalszy wzrost tych wydatków. Do tego dochodzą inne wyzwania, takie jak finansowanie ochrony zdrowia, niepokojące zmiany demograficzne czy transformacja w kierunku gospodarki niskoemisyjnej. Konieczne są, oczywiście, zmiany po stronie wydatkowej, ale potrzebne są też dochody podatkowe.