Reklama
Rozwiń
Reklama

Strategia, która COŚ zmienia

Planowanie jest dobre. I wiedzą to takie potęgi, takie jak USA czy Chiny. Czas zacząć poważnie myśleć o państwie jak o przedsiębiorczym mechanizmie instytucjonalnym, uzupełnianym przez partnerstwo rynku kapitałowego i giełdy.

Publikacja: 29.11.2025 17:02

Strategia, która COŚ zmienia

Foto: Adobestock

Czy projekt Strategii Rozwoju Kraju do 2035 r. to ostatni efekt długoterminowego myślenia o kraju, jaki zostawi po sobie Polska 2050 Szymona Hołowni? Początki tej formacji na polskiej scenie politycznej były czymś rzadkim. Bo jak często mamy do czynienia z politykami, którzy patrzą dalej niż najbliższe wybory?

W Fundacji Instrat zdecydowanie kibicujemy przygotowywaniu średnio- i długoterminowych strategii przez rząd. Choć realia polityczne wskazują na niepewną przyszłość strategii, której inicjatorką jest ministra Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, to – na przekór klasykowi – chciałoby się zachęcać, aby iść tą drogą.

Jak rządy premiera Tuska nie radzą sobie ze strategiami

Projekt Strategii Rozwoju Kraju do 2035 r. budzi duże oczekiwania i apetyt. Ma wytyczać kluczowe cele na najbliższe lata, prowadzić do efektywnego wydatkowania unijnych funduszy i wyznaczać kierunki rozwoju kraju w wymiarze społecznym, gospodarczym i przestrzennym (m.in. poprzez rozwój małych i średnich miast, walkę z kryzysem demograficznym i pobudzenie innowacji).

Podobną próbę rząd Tuska podjął w 2012 r., wypuszczając w świat „Długookresową Strategię Rozwoju Kraju – Polska 2030”. Dwa lata prac grupy ekspertów pod auspicjami ówczesnego ministra administracji i cyfryzacji Michała Boniego zostały stracone, po tym, gdy w listopadzie 2013 r. ówczesny minister cyfryzacji został odwołany ze stanowiska. Prace nad wdrażaniem strategii nie były kontynuowane, a przegrane przez PO wybory w 2015 r. całkowicie przekreśliły jej sens.

Czytaj więcej

Michał Boni, mózg rządu Platformy
Reklama
Reklama

Historia może powtórzyć się i tym razem – zbliżające się wybory, to znany scenariusz. Ambitne dokumenty niestety łatwiej tworzyć niż wprowadzić w życie. Czy tym razem też okaże się, że przeinwestowaliśmy w planowanie?

Dobra diagnoza, ale pacjent wciąż umiera

Najsilniejszym punktem strategii jest diagnoza problemów toczących Polskę. Dokument przygotowywany pod nadzorem dr Jakuba Sawulskiego. Dla przejrzystości należy dodać, że to były główny ekonomista Instratu, więc tym bardziej – dla zachowania obiektywności – publicznie wskazujemy, co należy poprawić. Dokument szczegółowo identyfikuje kluczowe wyzwania, takie jak gwałtowny spadek liczby ludności (liczba osób w wieku produkcyjnym zmniejszy się o ok. 1,5 mln do 2035 r. oraz o ok. 6 mln do 2050 r.), potrzebę transformacji energetycznej oraz lukę w innowacyjności polskiej gospodarki.

Jednocześnie jednak razi brak realizmu we wdrażaniu postulatów. Niewystarczająca precyzja opisywanych zagadnień i wysokie ryzyko silosowości działań ministerialnych mogą spowodować, że dokument szybko stanie się tzw. „półkownikiem”, który z ministerialnych regałów będzie obserwował kolejne sprzeczne plany i założenia wdrażane w innych resortach.

Propozycja dorocznej weryfikacji realizacji strategii, bez jednoczesnego zaprezentowania metody szczegółowej weryfikacji wskaźników czy spójności z innymi dokumentami rządowymi (np. dosyć niszowym „Planem działań dla zrównoważonego rozwoju przemysłu stalowego w Polsce”) spowoduje, że dokument szybko zakończy swój żywot.

Pewnie największe wyzwanie, jakie stoi przed ministrą Pełczyńską-Nałęcz to jak zaprogramować działania urzędników i uodpornić rozpędzone procesy na polityczne wiatry? Może pomóc w tym stworzenie matrycy, która pozwoli systematycznie oceniać, czy istniejące lub nowo powstające dokumenty strategiczne są zbieżne z jej celami, rozwiązałoby ten problem i pozwoliłoby obronić pozycję Strategii przed zakusami politycznych oponentów. Plan Morawieckiego wytracił rozpęd, bo właśnie tego mu zabrakło.

Wydawanie pieniędzy czy realizacja celów?

Wdrożenie strategii w dużej mierze zależy od sprawności instytucji publicznych i efektywnego wydatkowania środków. Tutaj niestety doskonale widać dotychczasowe bolączki. Strategia trafnie diagnozuje zagrożenie w postaci rosnącego obciążenia systemów zabezpieczenia społecznego i zdrowotnego. Nie proponuje przy tym jakiejkolwiek realnej reformy systemu finansów publicznych, w szczególności systemu ubezpieczeń społecznych (ZUS) i zdrowotnych, która odpowiadałaby na tę diagnozę.

Reklama
Reklama

Strategia pomija również problem niewydolnego i wadliwie działającego systemu dofinansowań w Polsce, głównie unijnych. Obecny system nastawiony jest na wydatkowanie środków, a nie na realizację konkretnych, przemyślanych celów, które wynikają z polityk publicznych.

Przykładem były patologie związane z alokacją środków z Krajowego Planu Odbudowy dla branży HoReCa na jachty czy ekspresy do kawy, co potwierdziła była prezeska PARP Katarzyna Duber-Stachurska. Ten granat wybuchł kierownictwu Ministerstwa Funduszy i Polityki Regionalnej oraz PARP w rękach, bo instytucje pozbawiono zasobów, mózgu i właśnie rąk do realizacji projektów zgodnie z misją i w odpowiedzi na oczekiwania przedsiębiorców. Wyjście z takiego kryzysu nie kończy się dymisją urzędnika, ale mozolną naprawą lub powołaniem nowych instytucji.

To właśnie instytucje rozwoju takie jak PARP, NCBR, PFR i NFOŚiGW borykają się z wieloma problemami, które częściej przypominają kafkowski „Proces” niż szwajcarski zegarek. Świetnym przykładem jest polska spółka Creotech, której w 2024 r. PARP odmówił finansowania projektu radia satelitarnego wykorzystującego zaawansowane technologie szyfrowania postkwantowego. Czołowa polska spółka branży kosmicznej spotkała się ze ścianą dotacyjnych bolączek: uczciwy przedsiębiorca nie potrafił oszukiwać, jak firmy krzaki od unijnych dotacji i ich doradcy, więc okazał się bezsilny. Wniosek został przywrócony po roku zmagań, ale ta historia pokazuje, że procedury przypominające proces sądowy II instancji utrudniają realizację celów rozwojowych, a środki bywają zakładnikiem wyników wyborów.

Polacy, my chcemy gola!

Wysokie koszty inwestycji, niepewność sytuacji gospodarczej i polityczna krótkowzroczność sprawiają, że nawet stosunkowo dobra diagnoza i cele „Strategii Rozwoju Polski do 2035 r.” mogą nie pomóc, jeśli po raz kolejny wyrzucimy je do kosza.

Dokument tego typu powinien być podniesiony na wyższy poziom. Wyciągnięty z jednego ministerstwa i włączony w prace Komitetu Ekonomicznego Rady Ministrów, co włączyłoby tym samym wszystkie resorty gospodarcze i energetyczne do prac nad tym kluczowym projektem. Czy KERM prowadzony przez ministra Andrzeja Domańskiego dopuści taki konkurencyjny politycznie projekt?

Dalszą konsekwencją powielania działań bez wyciągania wniosków i spojrzenia z szerszej perspektywy na stan gospodarki jest pomijanie własnego potencjału technologicznego. Niższe nakłady inwestycyjne i słaba operacjonalizacja obszaru badań i rozwoju stanowią klucz do aktualnej pozycji Polski, w której wzmacniamy naszą zależność od innych krajów. Powyższe przykłady patologii instytucji finansujących i wydatkowania unijnych czy publicznych środków uwydatniają potrzebę reformy systemu instytucji rozwoju.

Reklama
Reklama

Reforma powinna zrealizować więc nie tylko marzenia o budowie silnych, polskich firm technologicznych, ale i wspierać polski przemysł w procesie transformacji. W skomplikowanym i wysoce konkurencyjnym środowisku powinna dawać nowe paliwo do rozwoju – bez politycznego umniejszania celom wypracowanym na poziomie unijnym. Zaklinanie rzeczywistości niesie bowiem ze sobą nie tylko konsekwencje wyborcze (najważniejsze dla polityków), ale też realne szkody społeczne, w których systemowa elastyczność daje największą przewagę.

Planowanie jest dobre i wiedzą to wielkie potęgi, takie jak USA czy Chiny. Czas zacząć poważnie myśleć o państwie jak o przedsiębiorczym mechanizmie instytucjonalnym, uzupełnianym przez partnerstwo rynku kapitałowego i giełdy, które budują suwerenność poprzez innowacje.

O autorze

Tomasz Czech

Lider projektów Zrównoważone Finanse w Fundacji Instrat

Opinie publikowane w „Rzeczpospolitej” są elementem debaty publicznej i niekoniecznie odzwierciedlają poglądy redakcji.

Czy projekt Strategii Rozwoju Kraju do 2035 r. to ostatni efekt długoterminowego myślenia o kraju, jaki zostawi po sobie Polska 2050 Szymona Hołowni? Początki tej formacji na polskiej scenie politycznej były czymś rzadkim. Bo jak często mamy do czynienia z politykami, którzy patrzą dalej niż najbliższe wybory?

W Fundacji Instrat zdecydowanie kibicujemy przygotowywaniu średnio- i długoterminowych strategii przez rząd. Choć realia polityczne wskazują na niepewną przyszłość strategii, której inicjatorką jest ministra Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz, to – na przekór klasykowi – chciałoby się zachęcać, aby iść tą drogą.

Pozostało jeszcze 92% artykułu
/
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Reklama
Opinie Ekonomiczne
Kiedy w końcu na emeryturę? Miejsce pracy decyduje za nas
Materiał Promocyjny
Startupy poszukiwane — dołącz do Platform startowych w Polsce Wschodniej i zyskaj nowe możliwości!
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Wyścig Rosji z czasem
Opinie Ekonomiczne
Złoto dla tych, którzy docenią silversów
Opinie Ekonomiczne
Jak zbudować energetykę rozproszoną w Polsce
Opinie Ekonomiczne
Prof. Koźmiński: Inżynierowie chaosu
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama