Zgodnie z polskim prawem odzyskała nieruchomość, a wczorajszy wyrok eksmisyjny przypieczętował wcześniejszy sukces. Dwie polskie rodziny muszą się wyprowadzić.

[wyimek] [b][link=http://blog.rp.pl/blog/2009/11/20/tomasz-pietryga-czy-nalezy-bac-sie-agnes-trawny/]skomentuj na blogu[/link][/b][/wyimek]

Sprawę odnotował "Dziennik Gazeta Prawna", "Gazeta Wyborcza" i trochę szerzej opisały ją Żółte Strony "Rz", gdzie Marek Domagalski we wnikliwej analizie odpowiada czy należy bać się roszczeń tzw. późnych wysiedlonych.

Sprawa Trawny od kilku lat jest symbolem braku rozliczeń państwa z PRL-owskim porządkiem. Przez część polityków jest też wykorzystywana jako straszak niemieckimi roszczeniami, tożsamymi z tymi wysuwanymi przez Ericke Steinbach. Nic bardziej mylnego.

To dwie odrębne sprawy. Agnes Trawny wygrała zgodnie z polskim prawem, bez angażowania w to Trybunału w Strasburgu czy instytucji europejskich. Została potraktowana przez polskie sądy tak samo jak Polscy obywatele, którzy wysuwają roszczenia majątkowe.

Problem oczywiście istnieje. Należy jednak spojrzeć na niego trochę szerzej. Z szacunków uniwersyteckich wynika, że w latach 1956-1989 r. do Niemiec wyjechało ponad 600 tys. osób w zamian za zrzeczenie się obywatelstwa polskiego i majątku. Problem w tym, że PRL-owskie władze nieuregulowany stanu prawnego pozostawianych przez tych ludzi nieruchomości, jednocześnie zarządzając nimi jak swoją własnością ( tj. przekazując w różnej formie nowym właścicielom).

Grzechy zaniedbań wychodzą teraz, czego przykładem jest właśnie sprawa Agnes Trawny. Na całych Mazurach podobnych roszczeń jest ponad 100 i z czasem może być ich więcej, gdyż sprawa Trawny jest relacjonowana przez niemiecką prasę i może być sygnałem i zachętą dla innych.

Państwo nie może więc bagatelizować tej sprawy. W pierwszej kolejności powinno oszacować skalę potencjalnych roszczeń. Z drugiej strony - stworzyć mechanizmy socjalne dla ludzi, którzy przez wieloletnie zaniedbania administracyjne znaleźli się w tak dramatycznych sytuacji.