Korespondencja z Kataru

Występ Polaków w fazie grupowej mundialu podzielił kibiców na estetów domagających się jakości oraz pragmatyków przekonanych, że cel uświęca środki. Michniewicz złożył talenty czołowych piłkarzy na ołtarzu wyniku i apelował, aby nie odbierać zawodnikom radości z awansu, choć sam na boisku zaproponował im wyłącznie cierpienie.

Dopiero, kiedy grając z Francuzami, nie mieliśmy nic do stracenia, zobaczyliśmy drużynę odważną. Polacy utrzymywali się przy piłce, budowali akcje, mogli nawet prowadzić. Byliśmy godnym rywalem dla mistrzów świata, ale to oni mieli Kyliana Mbappe.

Czytaj więcej

Stefan Szczepłek o Czesławie Michniewiczu: Grabarz futbolu

Dwa obozy

Wreszcie nie musieliśmy się wstydzić reprezentacji przestraszonej, naderwaliśmy etykietkę najbardziej męczącego uczestnika mundialu. Powszechne zadowolenie z przebiegu meczu to jednak nie tyle efekt jakości, którą Polska pokazała na boisku, ale chyba przede wszystkim dowód, jak bardzo selekcjoner obniżył oczekiwania wobec drużyny - chyba także wśród zawodników. Wojciech Szczęsny i Grzegorz Krychowiak przekonywali, że Polaków nie stać nas na piłkę ofensywną. - Nie oczekujcie od nas pięknej gry - mówił ten drugi.

Plan wykonaliśmy, choć reprezentacja w trzech pierwszych meczach męczyła siebie, rywali i kibiców. Robert Lewandowski oraz Piotr Zieliński, cieszący się w klubach otoczeniem złożonym z talentów nieprzeciętnych, poświęcili swoje ambicje dla drużyny. Pierwszy tracił siły i marniał w fizycznych pojedynkach z obrońcami, a drugi przez większość mundialu spoglądał w niebo, żeby obserwować piłkę latającą mu nad głową po długich wybiciach Szczęsnego.

Czytaj więcej

Piotr Zieliński: Tak musimy grać, to nasza droga

Mundial pokazał jedność drużyny, która podporządkowała się planowi, lecz jednocześnie uwypuklił podziały w podejściu do gry. Słyszeliśmy nie tylko zadowolonego z wyniku Krychowiaka, ale także piłkarzy apelujących o grę aktywną, których reprezentował przede wszystkim kapitan drużyny.

– Kolejny mundial to jeszcze daleka droga. Radość z gry jest potrzebna i to będzie ważny element, nawet w niedalekiej przyszłości. Kiedy gramy bardzo defensywnie, to tej radości nie ma – oznajmił Lewandowski przed kamerą TVP, dając klarowne wotum nieufności wobec pomysłu, jaki na grę reprezentacji ma Michniewicz.

– Dysponujemy na tyle dobrymi zawodnikami, że powinniśmy używać ich umiejętności: moich, Roberta, Arka Milika. Grać cały czas właśnie tak, jak z Francuzami: po ziemi, stwarzając sytuacje. Cała drużyna funkcjonowała lepiej – dodaje Zieliński.

Radość z gry jest potrzebna i to będzie ważny element, nawet w niedalekiej przyszłości

Robert Lewandowski, kapitan reprezentacji Polski

– Myślę, że każdy z nas gra w klubie trochę wyżej, nie cofa się tak głęboko. Jest wówczas łatwiej, można wymusić na rywalu błąd, przejąć piłkę bliżej pola karnego. To jednak trener ustala taktykę – przyznaje Krystian Bielik. – Awansowaliśmy i zrealizowaliśmy cel. Nie ma gwarancji, że wyszlibyśmy z grupy, grając bardziej ofensywnie – twierdzi z kolei Krychowiak.

Zaciągnięty hamulec

Lewandowski opowiadał zagranicznym dziennikarzom, że czuje się na boisku jak pierwszy obrońca. Kapitan dusił się na boisku, był uwikłany w fizyczne pojedynki z obrońcami, zapracowany grą obronną. Dwa niewykorzystane rzuty karne – przy tym strzelanym Hugo Llorisowi mógł się jeszcze poprawić – nie były epizodami, tylko wpisywały się w obraz niemocy napastnika odciętego od tlenu.

Czytaj więcej

Kamil Glik po meczu z Francją: Słodko-gorzki smak mundialu

Kiedy on cierpiał, kwitł Kamil Glik. 34-latek udowodnił, że wciąż gra na reprezentacyjnym poziomie, choć niewykluczone, że bardziej nowoczesny styl – aktywny, z wysuniętą linią obrony, wymagający od defensora szybkości – obnażyłby jego braki. Inny weteran, 32-letni Krychowiak, sabotował nieliczne okazje do kontrataku, był dla polskich akcji hamulcem ręcznym.

Jego sytuacja – zagrał we wszystkich meczach w pierwszej jedenastce – obnaża ubogie zasoby polskiego futbolu. Krychowiak był na boisku, bo wciąż nie doczekał się następcy: Krystian Bielik w Katarze rozczarował, Jakub Moder wraca do zdrowia po kontuzji, a Szymon Żurkowski zobaczył mundial z ławki rezerwowych tak samo, jak od pół roku ogląda mecze ligowe Fiorentiny.

Dziedzictwem mundialu dla reprezentacji Polski jest doświadczenie zebrane przez młodych. Jakub Kiwior i Jakub Kamiński to już dziś mocne punkty drużyny, przyszłością reprezentacji są Nicola Zalewski czy Michał Skóraś. Dobrze w Katarze spisał się 27-letni Przemysław Frankowski, a na jednego z liderów wyrósł 30-letni Bartosz Bereszyński.

Oblężona twierdza

Zerwaliśmy wreszcie z ironiczną triadą: mecz otwarcia, mecz o wszystko, mecz o honor, ale niesmak pozostał, pytania także. Michniewicz w ciągu roku, prowadząc reprezentację w 13 meczach, nie rozwinął drużyny, a podczas mundialu sam zbudował oblężoną twierdzę. Dobrze czuł się w gronie rechoczących potakiwaczy, a kiedy jego niefortunne uwagi trafiały do opinii publicznej, oskarżał dziennikarzy o koloryzowanie rzeczywistości i brak rzetelności, choć trafiał kulą w płot. Reagował na niewygodne pytania alergicznie, ekskluzywnego wywiadu udzielił jedynie blogerowi-klakierowi.

Michniewicz po meczu z Francją na pytanie o swój kontrakt odparł, że świata to raczej nie interesuje. Nieopatrznie postawił tymi słowami diagnozę trafną. Wielu kibiców niezaangażowanych uczuciowo w grę Polaków mogło nawet po ich odpadnięciu odetchnąć z ulgą, bo Michniewicz zaproponował im najbardziej antypatyczną drużynę mundialu.

Czytaj więcej

Czesław Michniewicz: Moje sprawy nie interesują świata

Paulo Sousa, uciekając do Flamengo, postawił Cezarego Kuleszę w trudnej sytuacji. Prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej (PZPN) wybrał na selekcjonera człowieka, który na polskim rynku trenerskim dawał największą gwarancję realizacji celu. Dyskusja towarzyszyła etycznym kwalifikacjom Michniewicza, te trenerskie – w zakresie powierzonego zadania – kwestionowało niewielu.

Reprezentację przejął wyrachowany pragmatyk znany z umiejętności przygotowania zespołu do wyizolowanych wyzwań. Zrealizował wszystkie cele: awansował na mundial, utrzymał drużynę w elicie Ligi Narodów i jako pierwszy selekcjoner od 36 lat wyszedł z grupy na mistrzostwach świata. Michniewicz odniósł te sukcesy, ale nasi zawodnicy nie grali tak, jak w klubach, a rozczarowany kibic nie dał się oszukać, bo wie, jak dziś wygląda nowoczesny futbol, ma go na wyciągnięcie pilota. Selekcjoner drogę do realizacji celu dostrzegł w piłce archaicznej. To plan krótkowzroczny – na dziś, ale już nie na jutro.

Eliminacje Euro 2024 – losowaliśmy szczęśliwie, awans jest obowiązkiem – to okazja, żeby nadać drużynie kierunek. Liderzy kadry wyrazili wotum nieufności wobec zaproponowanego pomysłu na grę, bo prawie każdy na co dzień obcuje z wielką piłką. Nadszedł czas na zmianę: selekcjonera albo stylu.