Korespondencja z Kataru

Czuje się pan lepiej, kiedy piłka nie lata nad głową?

Myślę, że nie tylko ja. Cała drużyna funkcjonowała lepiej. Staraliśmy się grać po ziemi, stworzyliśmy kilka fajnych akcji. Łatwiej się gra, kiedy mistrzowie świata też biegają trochę za piłką. Zachowujemy wówczas więcej sił, a traci je przeciwnik.

Mieliście dość takiego grania, jak w fazie grupowej?

Nie było łatwo. Przeciwnik przeważnie trzymał piłkę, a my za nią biegaliśmy. Teraz było to wyważone. Czuliśmy, że piłka jest nasza. Prowadziliśmy czasem grę, nie oddaliśmy tak mocno pola. Tak trzeba grać, to nasza droga. Ja sam, jako zawodnik bazujący na technice, żyję z posiadania piłki przy nodze.

Czy musimy grać w piłkę tak, jak w trzech pierwszych meczach, żeby wychodzić z grupy?

Myślę, że możemy grać tak, jak z Francją: pokazywać zarówno dobrą stronę reprezentacji Polski w fazie ofensywnej, jak i reprezentację Polski, która dobrze broni.

Ta niewykorzystana sytuacja przy wyniku 0:0 będzie panu ciążyć?

Widziałem dwóch czy trzech zawodników w świetle bramki oraz golkipera. Uznałem, że trzeba uderzyć na siłę. Siła była, ale piłka poszła na wysokości Hugo Llorisa. Szkoda, bo to była dobra sytuacja, którą powinienem zamienić na bramkę. Dobijałem już instynktownie.

Robert Lewandowski powiedział, że nie wyobraża sobie dalej tak defensywnej gry, jak ta pokazana przez was w fazie grupowej. Zgadza się pan?

Nie mamy się czego wstydzić i nie mamy się czego bać. Dysponujemy na tyle dobrymi zawodnikami, że powinniśmy używać ich umiejętności: moich, Roberta Lewandowskiego, Arkadiusza Milika. Nasi skrzydłowi też mają gaz, dobrze grają jeden na jednego. To trzeba wykorzystywać. Powinniśmy cały czas grać właśnie tak, jak z Francuzami.