fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Pisz na Berdyczów

Agnieszka Rybak
Fotorzepa, Ryszard Waniek Rys Ryszard Waniek
Bałagan z przyznawaniem środków na działalność Polonii służy Radosławowi Sikorskiemu do poszerzania swojej strefy wpływów – uważa publicystka „Rzeczpospolitej”
To małe miasteczko na Ukrainie słynęło z jarmarków, a nade wszystko z frazy „pisz pan na Berdyczów" rozsławionej w poemacie „Beniowski" Juliusza Słowackiego. Dziś ma szansę ponownie przejść do historii. I nie chodzi tym razem o historię literatury polskiej. Berdyczów może wkrótce stać się symbolem działań polskiego resortu spraw zagranicznych wobec Polonii.
Wydawałoby się – rzecz nudna i banalna. Ot, kolejny urzędniczy spór kompetencyjny. W styczniu media podały, że MSZ chce przejąć funkcjonujący do tej pory przy Senacie fundusz na dofinansowanie działań polonijnych. Dotychczas to Senacka Komisja ds. Łączności z Polakami za Granicą decydowała o tym, jak rozdysponować ok. 70 mln zł rocznie na zadania zdefiniowane jako „Współpraca z Polonią i Polakami za granicą". Wspierane były szkoły, pisma polonijne, festiwale. Decyzję o tym, kto ile dostanie, politycy różnych ugrupowań musieli ze sobą uzgadniać.

Wygrana wojna Sikorskiego

Przeniesienie funduszu do MSZ oznacza rezygnację z jakichkolwiek uzgodnień z opozycją i w pełni uzależnia środowiska polonijne od aktualnej władzy. Ale MSZ przedstawiał takie argumenty za forsowanym rozwiązaniem, które brzmiały racjonalnie. Taki choćby, że to konsulaty najlepiej orientują się w potrzebach Polonii. Jedna instytucja zajmująca się dystrybucją funduszy będzie miała nad nimi lepszą kontrolę i zapobiegnie ich marnotrawstwu. Otwarte konkursy to zaś najuczciwsza forma przydzielania środków finansowych. Padł też argument prawny: zgodność projektu budżetu na 2012 r. z konstytucją. Argumentowano, że Senat – jako władza ustawodawcza – nie może się bezpośrednio zajmować rozdziałem dotacji.
Po marcowych przepychankach parlamentarnych stało się jasne, że MSZ wojnę wygrało i fundusz „Współpraca z Polonią i Polakami za granicą" (w tym roku to 65,5 mln zł) będzie dzielony w resorcie Radosława Sikorskiego. Ponieważ jednak ministerstwo nie przekazuje środków bezpośrednio organizacjom polonijnym, postanowiło powierzyć to zadanie polskim organizacjom pozarządowym. Dystrybucją środków z MSZ miały się więc zająć m.in. Wspólnota Polska, Fundusz Pomocy Polakom na Wschodzie oraz fundacja Semper Polonia.
Teoretycznie zatem niewiele się zmieniło, ponieważ w poprzednich latach Senat korzystał z pośrednictwa tych samych organizacji. W praktyce okazało się, że MSZ nie jest w stanie przeprowadzić procedur tak szybko, jak robił to Senat. Ziściły się obawy działaczy polonijnych, że wprowadzenie nowych zasad w trakcie roku, w którym funduszy jeszcze nie rozdysponowano, grozi katastrofą.
Niezależnie od tegorocznych przepychanek prawo budżetowe nie pozwala podzielić środków na dotacje przed wejściem w życie budżetu. Z niezrozumiałych powodów od wielu lat żaden rząd nie jest w stanie doprowadzić do uchwalenia budżetu wcześniej niż w marcu lub nawet w kwietniu – nawet gdy ten sam premier rządzi już piąty rok. Nawet zatem w normalnych warunkach przez pierwszy kwartał każdego roku organizacje korzystające z państwowych dotacji muszą działać na kredyt. Zmiana urzędu rozdzielającego środki ten czas oczekiwania musiała wydłużyć. MSZ parło jednak do zmiany z konsekwencją barana forsującego płot. Na rezultat nie trzeba było długo czekać. Na początku czerwca sytuacja wielu polskich mediów na Ukrainie okazała się krytyczna.
– Upłynęło już pół roku. Ciągle pracujemy, ale teraz już nie mamy pieniędzy na bieżącą działalność: opłacenie domen i hostingu, papier oraz druk. O wynagrodzeniu autorskim w ogóle nie wspomnę – skarży się Jerzy Wójcicki, redaktor adresowanego do Polonii portalu polonijnego Wizyt.net i prezes Stowarzyszenia Polonijnego Kresowiacy.
W podobnej sytuacji znalazło się wiele gazet – na przykład „Kurier Galicyjski", „Dziennik Kijowski" czy wydawana w Żytomierzu „Gazeta Polska" – a także ośrodki kultury, jak Dom Polski w Barze. W tym gronie jest też „Mozaika Berdyczowska", miesięcznik wychodzący od 18 lat staraniem miejscowej Polonii i rozdawany przy parafiach w Berdyczowie i okolicach Żytomierza.

Proszę się dowiadywać

Chociaż organizacje pozarządowe złożyły wnioski o dofinansowanie jeszcze we wrześniu ubiegłego roku, to definitywnej odpowiedzi, czy otrzymają pieniądze, nie dostały do dziś. Co prawda resort spraw zagranicznych konkurs rozstrzygnął w maju, jednak tak okroił środki, że wiele dotowanych dotychczas drobnych projektów (niezwykle ważnych dla lokalnych społeczności) dotacji nie dostało. Na dodatek ministerstwo tonie w morzu odwołań. Pieniędzy nie ma, decyzji też nie.
Redaktor naczelna „Mozaiki Berdyczowskiej" Larysa Wermińska nie ukrywa rozgoryczenia: – Fundusz Pomocy Polakom na Wschodzie powiadomił nas 5 czerwca, że nie otrzymał dofinansowania na „Mozaikę" i ponownie zwrócił się do MSZ o środki na pismo. Po dalsze informacje mam zgłosić się w końcu czerwca.
Działacze polonijni podkreślają, iż nie spodziewali się, że zmiany związane z przesunięciem funduszy z Senatu do MSZ uderzą w nich tak silnie: – Trzeba było od razu otwarcie powiedzieć, że nie będą nam pomagali, a nie wykręcać kota ogonem – denerwuje się Wermińska.
Przeniesienie funduszu do MSZ w pełni uzależnia środowiska polonijne od aktualnej władzy
Problem mają nie tylko polonijne media. Po raz pierwszy od 1998 r. fundacji Semper Polonia nie przyznano dotacji na stypendia dla zdolnej młodzieży. Studenci, którzy już z nich korzystają, nie wiedzą, czy MSZ w jakiejkolwiek formie zechce im pomóc w zakończeniu edukacji.
Rozgoryczona jest też młodzież, która chciała rozpocząć studia: „Większość polskich rodzin mieszka na poziomie ubóstwa, pożycza pieniądze i nie dojada, aby postawić dziecko na nogi. Stypendium było wsparciem i pomocą" – pisze polonijna studentka. Studia na Ukrainie to wydatek rzędu 8 – 15 tys. hrywien rocznie, czyli równowartość ok. 3 – 6 tys. zł. Przeciętne wynagrodzenie wynosi w przeliczeniu na złotówki 800 – 1000 złotych, średnia renta zaś 330 zł.
Jednak te problemy przez długi czas nie spędzały urzędnikom MSZ snu z powiek. Ministerstwo ożywiło się dopiero wtedy, gdy liderzy polonijnych organizacji spod Lwowa zapowiedzieli, że pofatygują się do Warszawy, by zaprotestować przed budynkiem resortu. Wtedy drzwi konsulatów otworzyły się przed nimi na oścież. Przy okrągłych stołach zasiedli przedstawiciele polskiego ministerstwa, by wsłuchać się w ludzkie problemy i zapewnić, że liderzy organizacji nie będą pozostawieni sami sobie. „Ustalane są wspólnie wszystkie te przedsięwzięcia, które – mimo skreślenia ich przez krajowe organizacje pozarządowe – powinny zostać zrealizowane, a środki na ich realizację MSZ zapewni ze swojego budżetu" – wyjaśnia ministerstwo. Działacze polonijni uzyskali więc zapewnienie, że urzędnicy zrobią to, co dawno już i bez problemów powinno być zrobione.

Wojna nerwów

MSZ wykręca się dziś, że za bałagan odpowiadają organizacje pozarządowe, za pośrednictwem których organizacje polonijne składają wnioski. Tyle że to resort sam je do współpracy wskazał. Stowarzyszenia i fundacje z kolei tłumaczą, że nie jest ich winą, iż dostały znacznie mniej pieniędzy niż w ubiegłych latach. Nadal nie ma decyzji, co stanie się ze stypendiami dla zdolnych studentów fundacji Semper Polonia. MSZ twierdzi, że stypendia dla młodzieży będą. Jednak kiedy – nie wiadomo.
Można mieć nadzieję, że wojna nerwów, którą MSZ zafundował Polonii, zakończy się sfinansowaniem tych inicjatyw, które do tej pory pieniądze dostawały. Trudno sobie bowiem wyobrazić, by dla małej społeczności z Berdyczowa i Żytomierza rząd poskąpił 8 tys. dolarów – a o taką roczną dotację na gazetę oraz prowadzenie sobotniej szkoły dla polskich dzieci wystąpiła „Mozaika Berdyczowska".
Jednak żaden działacz polonijny nie będzie miał już złudzeń, od czyjej dobrej woli zależy jego los. Powiedzenie „pisz na Berdyczów" ma już współczesną wersję: „Pisz do Sikorskiego".
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA