fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Unia nie może pęknąć

Jacek Saryusz-Wolski
Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Należy wybierać rozwiązania służące całej Unii Europejskiej, a nie tylko jej części – apeluje europoseł Platformy Obywatelskiej
Programy ratunkowe związane z kryzysem oraz negocjacje przyszłego siedmioletniego budżetu Unii Europejskiej należy widzieć w szerszym kontekście niż czysto ekonomiczny. To nie tylko problem wzrostu gospodarczego czy dyscypliny budżetowej, o których prawie wszystko zostało już powiedziane i którym brakuje tylko ostatecznych rozstrzygnięć.  Chodzi o Unię, której ambicje są redukowane lub w najlepszym razie ograniczane do eurostrefy. Chodzi o uboczne, pozaekonomiczne, polityczne i ustrojowe skutki kryzysu, który trawi Unię i rzutuje na jej przyszłość i jedność.
Unię osłabia co najmniej pięć zjawisk.

Dwa poziomy solidarności

Po pierwsze, z niepokojem obserwujemy narodziny dwupoziomowej solidarności państw Unii: innej dla państw należących do strefy euro, innej dla tych spoza niej.
Kryzys zadłużenia państw i banków dotyka wszystkich krajów unijnych, a nie tylko 17 ze strefy euro. Dzieje się to poprzez mechanizmy jednolitego rynku unijnego, swobodę przepływu towarów, usług i kapitału. Banki w krajach Europy Środkowej i Wschodniej niebędących w strefie euro są w dużym stopniu (w Polsce w ok. 70 procentach) w posiadaniu banków ze strefy i impulsy kryzysowe są przenoszone bezpośrednio, nie tylko poprzez handel. Budżet unijny, stanowiący 1 procent PKB Unii, jest poddawany presji redukcyjnej, pod hasłem kryzysu, przez unijny „klub skąpców". Jednocześnie szczodrym strumieniem płyną środki w skali 3 – 5 procent PKB w ramach programów ratunkowych, zarezerwowane tylko dla strefy euro.
W przyjętym w Parlamencie Europejskim sprawozdaniu autorstwa Elisy Ferreiry padają propozycje stworzenia oddzielnego „budżetu wzrostu" o wysokości sięgającej 1 procent PKB, zarezerwowanego jedynie dla państw tej strefy. W myśl propozycji francuskiej miałby on dodatkowo uszczuplić obecne fundusze strukturalne o kwotę 55 mld euro kosztem ogólnounijnej solidarności. Promowane są pomysły stworzenia osobnego, równoległego do Parlamentu Europejskiego, Zgromadzenia Parlamentarnego Strefy Euro, jak w proponowanym w PE sprawozdaniu Pervenche Beres. Istniejące już rady ministrów finansów strefy euro oraz osobne szczyty tejże strefy potwierdzają rodzące się instytucjonalne pęknięcie Unii. Nie przypadkiem Polska walczyła z determinacją o miejsce przy stole na tych szczytach jako sygnatariusz paktu fiskalnego.

Podwójne standardy

Po drugie, jesteśmy świadkami podwójnych standardów i warunków makroekonomicznych stosowanych wobec państw członkowskich UE: inaczej traktowane są duże i małe państwa, te ze strefy euro i spoza niej. Jednym za małe naruszenia rygorów makroekonomicznych grozi się zabraniem europejskich środków, a innym, nawet w przypadku dużego ich przekroczenia przyznaje szczodrą pomoc. Wystarczy porównać sposób traktowania mających kłopoty gospodarcze Węgier i Hiszpanii.
Ewentualny fundusz oddłużeniowy, tzw. fundusz odkupienia (redemption fund), przegłosowany jako propozycja Parlamentu Europejskiego i mający uwspólnotowić dług w części przekraczającej 60 procent PKB krajów strefy euro, może spowodować – do czego zresztą to rozwiązanie dąży – że obsługa długu dla tych krajów potanieje. Ale może to oznaczać także, że obsługa długu pozostałych krajów stanie się droższa. Nożyce gospodarcze mogą się dalej rozwierać. Będzie to dodatkowo oddalać kraje od wejścia do strefy euro, a tym samym oddalać je od bardziej zaawansowanego kręgu integracji europejskiej.

Narodowe egoizmy górą

Po trzecie, zjawisko Europy dwóch prędkości nie tylko staje się faktem, ale coraz częściej znajduje polityczną aprobatę. Dotychczasowi obrońcy jedności Unii milkną. Zagraża to jej integralności, a krajom takim jak Polska grozi relegowaniem do drugiego kręgu integracji.
Po czwarte, erozji ulega metoda wspólnotowa podejmowania decyzji, oparta na Komisji Europejskiej oraz Parlamencie Europejskim (jej orędownikiem jest Polska). Międzyrządowy pakt fiskalny i ostatnie decyzje Rady dotyczące strefy Schengen są tego dobitnym przykładem. Metoda międzyrządowa i narodowe egoizmy w coraz większym stopniu biorą górę nad wspólnotowymi mechanizmami europejskimi.
Po piąte, w związku z kryzysem pozycja Unii na scenie międzynarodowej słabnie. Nie może się to nie odbić negatywnie – nie tylko finansowo – na polityce sąsiedztwa Unii, w tym na tak ważnym dla Polski Partnerstwie Wschodnim, którego nasz kraj jest współarchitektem. Co więcej, gdyby jakieś państwo wyszło z Unii (lub choćby ze strefy euro), Europa mogłaby stanąć w obliczu poważnego geostrategicznego wyzwania w zakresie bezpieczeństwa, nieobojętnego dla Polski.
Jak zatem mierzyć te wtórne, polityczne szkody dla europejskiego projektu? Jaki jest koszt kurczącej się Europy albo Europy połowicznej?
Gospodarczo miarą są setki miliardów euro. Politycznie – to zagrożenie dla integralności konstrukcji europejskiej, w której uczestnictwo przyświecało Polsce wychodzącej z komunizmu, a Europie przez lata budowania bezpieczeństwa i dobrobytu po nieszczęściach wojny. To także zagrożenie dla trwałości reunifikacji kontynentu i zasypywania jałtańskiego podziału Europy.
Należy dążyć do rozwiązań służących całej Unii, a nie tylko jej części.

Unia to całość

Szkody wynikające z pęknięcia Unii mogą być większe niż gospodarcze i finansowe skutki kryzysu. Jeśli przyczyną kryzysu jest nadmierne zadłużenie państw i banków, a nie fakt posiadania waluty euro (a tak twierdzi większość polityków i analityków), nielogiczne jest czynienie z należenia do eurostrefy lub bycia poza nią kryterium podziału Unii na dwie kategorie. Mechanizmy i instytucjonalne rozwiązania projektowane dla strefy euro, jako odpowiedź na kryzys, powinny być otwarte dla wszystkich krajów Unii.
Autor jest europosłem PO, wiceprzewodniczącym Europejskiej Partii Ludowej oraz członkiem Komisji Spraw Zagranicznych i Komisji Budżetowej Parlamentu Europejskiego
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA