fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Reformy ustroju politycznego i wymiaru sprawiedliwości

Cezary Kaźmierczak
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Bez kluczowej reformy ustroju politycznego i wymiaru sprawiedliwości nie da się uwolnić potencjału naszego kraju – twierdzą eksperci Centrum im. Adama Smitha
Polska dysponuje dziś najcenniejszym kapitałem nie tylko w Europie, ale i na świecie. Jest to kapitał ludzki. Jednak ze względu na chory system polityczny nie wykorzystujemy go. Jesteśmy najbardziej przedsiębiorczym narodem Unii, a rozwijamy się ciągle poniżej możliwości. Nie mając w swojej ojczyźnie sprzyjających warunków, Polacy coraz liczniej pracują na bogactwo innych narodów. Bez dokonania dwóch kluczowych reform, a raczej wręcz rewolucji w systemie politycznym i wymiarze sprawiedliwości Polska będzie biednym i peryferyjnym krajem. Brak reform w tych strategicznych dziedzinach uniemożliwia w praktyce jakościową zmianę we wszystkich pozostałych. Polski potencjał jest przez to zablokowany, wręcz niweczony.

Wadliwy ustrój

Bez kluczowej reformy ustroju politycznego nie da się uzyskać krytycznej zmiany jakości rządzenia w Polsce. Dotychczasowa konstytucja, którą – jak wiadomo – pisano pod konkretnych polityków i przeciwko innym, kompletnie się nie sprawdza. Nie chodzi bynajmniej tylko o spory kompetencyjne pomiędzy prezydentem i premierem czy nieracjonalne ekonomicznie utrzymywanie de facto dwóch rządów. Chodzi o rzeczy znacznie poważniejsze: brak możliwości wyłonienia przywództwa dla dokonywania śmiałych zmian i brak odpowiedzialności za sprawowaną władzę. W dzisiejszym patologicznym systemie jej sprawowania kolejni premierzy stają się zakładnikami interesów partii politycznych i nawet przy dużej determinacji są wobec nich bezsilni. Zasada ta dotyczy również parlamentarzystów, którzy są zakładnikami aparatu partyjnego. Jest on rzeczywistym i pozakonstytucyjnym ośrodkiem władzy, który de facto decyduje o obecności tych ludzi w życiu politycznym poprzez układanie list wyborczych. To nie wyborcy, lecz szefowie partii są ważni dla posłów i senatorów RP. Muszą zabiegać o ich łaski, a nie o wsparcie wyborców.
Jeśli chodzi o własne interesy, ludzie zachowują się na ogół racjonalnie. Nie inaczej jest w przypadku polityków  – zabiegają o względy "układaczy list wyborczych", którzy jednym pociągnięciem ołówka decydują o ich być albo nie być. W obecnym systemie wyborcy mogą nie istnieć. Demokracja w Polsce stała się systemem plebiscytarnym, a nie wyborczym.

Partyjne koterie

Minimum zmian, które należałoby w tym zakresie przeprowadzić, sprowadza się do: – wprowadzenia ustroju prezydenckiego z wybieranym w głosowaniu powszechnym prezydentem, który sam decyduje o kształcie swojego gabinetu. Zmiana ta powoduje przede wszystkim uwolnienie głowy państwa od aparatu partyjnego, różnych lobby, a w najgorszym przypadku co najmniej równoważy te wpływy. Z silnym mandatem pochodzącym z wyboru powszechnego prezydent może rzeczywiście przeprowadzić istotne dla Polski reformy. Wówczas nie ma wytłumaczenia, że programu wyborczego nie może realizować, bo "koalicjant" lub "urzędnicy" mu nie pozwalają. Ponosi pełną odpowiedzialność za swoje przywództwo. Dotychczasowa praktyka pokazuje również, iż nie ma żadnej obawy co do rozsądku polskiego społeczeństwa w zakresie wyborów bezpośrednich; – wprowadzenia jednomandatowych okręgów wyborczych (najlepiej w połączeniu z radykalnym zmniejszeniem liczby posłów). Umożliwi to wyłanianie autentycznych liderów oraz transfer liderów samorządowych do krajowej polityki. Uniemożliwi za to partiom politycznym lansowanie "biernych, miernych, ale wiernych", którzy nie są w stanie niczego wnieść dla dobra publicznego, jedynie posłusznie wykonują polecenia ośrodka kierowniczego danej partii. Jeśli Polska chce się modernizować i rozwijać, musi wprowadzić rzeczywistą konkurencję również pomiędzy politykami; – zmiany procesu legislacyjnego. Aktualnie rząd, po wniesieniu ustawy do parlamentu, na końcu procesu – po licznych poprawkach Sejmu i Senatu – najczęściej otrzymuje inną ustawę, niż składał. Często wręcz sprzeczną z pierwotnymi założeniami. Wyjściem z tej sytuacji jest uniemożliwienie posłom i senatorom bezpośredniego dokonywania poprawek. Mogliby zgłaszać poprawki, ale zmiany mógłby wprowadzać jako autopoprawkę wyłącznie rząd. Posłowie zaś mogliby przyjmować (lub odrzucać) ustawę w całości. Takie rozwiązanie sprawdziło się w czasie II Rzeczypospolitej. Jeśli nie przeprowadzimy tej zmiany, nie powstrzymamy fali złego, szkodliwego, niepotrzebnego, sprzecznego ze sobą prawa, którego nikt już w Polsce nie ogarnia i które najczęściej jest traktowane z przymrużeniem oka; – likwidacji finansowania partii z budżetu państwa. Obecny system jest ewidentnie patologiczny. Stworzył zastępy aparatczyków partyjnych, których jedynym celem jest utrzymanie oraz "betonowanie" obecnego układu, zajmowanie terytoriów i niedopuszczanie do dotacji budżetowych innych, nawet z własnej partii. O sukcesie w partii nie decyduje popularność wśród wyborców czy przymioty intelektualne i merytoryczne, lecz wyłącznie biegłość w zakulisowych rozgrywkach, czyli "wojnach buldogów pod dywanem", tak jak to miało miejsce w czasie rządów PZPR. Czy takich kompetencji potrzebuje Polska XXI wieku? Jeśli chcemy mieć klasę polityczną, która sprosta wyzwaniom zaostrzającej się konkurencji międzynarodowej, to powinni ją tworzyć ludzie wyłonieni w wyborach powszechnych, a nie w wojenkach koterii partyjnych. Powyższa lista zawiera wyłącznie najważniejsze zagadnienia. Jest wiele innych, jednak bez realizacji wyżej wymienionych nic się raczej nie zmieni, będziemy tylko pogrążać się w niemocy. Po kolejnych wyborach jeszcze szybciej usłyszymy, że "nic się nie da zrobić", i – w najlepszym razie – będziemy stać w miejscu, a najpewniej – cofać się.

"Aparat od sądzenia"

Rozwój Polski ma nikłe szanse powodzenia, jeżeli nie zostanie przeprowadzona także gruntowna zmiana czy może nawet rewolucja w wymiarze sprawiedliwości. Jego niefunkcjonowanie jest główną barierą rozwoju społecznego i gospodarczego. W Polsce nie brakuje ani sędziów, ani powierzchni sądów, ani personelu pomocniczego. Wszystkie te parametry mamy powyżej średniej europejskiej. Problemem jest nieefektywna procedura, która uniemożliwia szybkie rozstrzyganie sporów sądowych, a w dalszej konsekwencji powoduje tworzenie przesadnie szczegółowych i "precyzyjnych" ustaw i rozporządzeń, bo nikt przy zdrowych zmysłach nie liczy na sądowe rozstrzygnięcie. Nie mamy oczywiście nic przeciwko "precyzyjnym" ustawom, uważamy jednak – a praktyka to potwierdza – że dzisiejszy świat jest zbyt skomplikowany, żeby go w pełni zrozumieć, a co dopiero "precyzyjnie" opisać. Prawo powinno odnosić się do zasad, a sądy powinny rozstrzygać spory szybko. I jest to możliwe. Lista koniecznych zmian jest długa. Ograniczymy się do podania najważniejszych: – zmiana roli sędziego w procesie z "organizatora-sekretarki" na rozstrzygającego spór lub wymierzającego sprawiedliwość. Obowiązki dowodowe, wzywanie świadków, opinie biegłych i inne tego typu czynności powinny być przeniesione na strony postępowania. Odpowiedzialność za materiały dotyczące przedmiotu sporu powinna spoczywać na stronach, a nie sędzi. Zadaniem sędziego powinno być wysłuchanie stron, ocena dowodów przez nie przedstawionych i wydanie wyroków, a nie to, czym zajmuje się dzisiaj – sprawdzanie, czy ktoś odebrał wezwanie, i inne tego typu czynności; – wprowadzenie amerykańskiej zasady "trail", czyli proces toczy się dzień po dniu aż do zakończenia. Jeżeli któraś ze stron nie jest w stanie przyprowadzić świadka lub dostarczyć dowodu – to ma problem. Jak pokazuje doświadczenie sądownictwa amerykańskiego, wówczas strony niezwykle rzadko mają z tym problemy; – podział każdego rodzaju spraw sądowych (cywilnych, karnych, gospodarczych, administracyjnych) – jak w USA – na małe i duże oraz sądzenie tych małych według jeszcze bardziej uproszczonych procedur; – zmiana archaicznego systemu doręczeń sądowych. Wezwania na sprawy powinni dostarczać gońcy sądowi oraz lokalni policjanci; – spowodowanie – poprzez politykę wynagrodzeń – że kariera sędziego będzie ukoronowaniem kariery prawniczej. Potrzebnych zmian jest więcej, ale te są kluczowe dla realizacji głównego celu, jakim jest szybkość rozstrzygania sporów. Bez nich reformy będą tylko pudrowaniem rzeczywistości i nie będą prowadziły do istotnej zmiany jakościowej. Wprowadzenie martwej dziś w praktyce konstytucyjnej zasady, że obywatel ma prawo do szybkiego procesu, zlikwiduje konieczność tworzenia skrajnie szczegółowego prawa. Uwolni obywateli, firmy, administrację od paraliżu wzajemnie sprzecznych przepisów, zajmowania się nikomu niepotrzebną biurokracją i wzajemnym utrudnianiem sobie życia. Zawsze będzie można odwołać się do sądu i uzyskać szybki wyrok. Warto też zaznaczyć, że nie chodzi nam o skrócenie rozstrzygnięcia z trzech lat do roku, tylko z trzech lat do dwóch – trzech tygodni w tzw. małych sprawach. Rewolucja, którą postulujemy w wymiarze sprawiedliwości oraz systemie politycznym, umożliwi deregulację. To kolejne wielkie wyzwanie, przed którym stoi nasz kraj. W naszym przekonaniu bez rewolucji w tych dwóch kluczowych obszarach deregulacja nie będzie możliwa, a nawet jeśli ktoś podejmie taką próbę – nie powiedzie się.

Powrót do źródła

Deregulacja – w gospodarce, administracji, inwestycjach i szeregu innych obszarów – jest niezbędna, jeśli ktoś myśli o udziale Polski w walce o dobrobyt i bogactwo. Już raz tak się stało, w 1988 roku, za sprawą tzw. ustawy Wilczka o działalności gospodarczej. Była konstytucją polskiej przedsiębiorczości uwolnionej od ton peerelowskich regulacji. Jeśli nie przeprowadzimy jej dziś ponownie, nie będziemy się rozwijać. Wszechobecna biurokracja dławi i blokuje przedsiębiorczość oraz niweczy energię Polaków. Praktyka ostatnich lat pokazuje, że jest (i będzie) jeszcze gorzej. Jeszcze trudniej prowadzić przedsiębiorstwa, budować domy, organizować różne inicjatywy etc. Polska, jeśli nie chce stoczyć się do "drugiego świata", ugrzęznąć w stagnacji, musi wprowadzić proste, przejrzyste i łatwo egzekwowalne prawo. Resztę załatwią obywatele. Będzie to jednak niemożliwe, jeśli nie zmienimy chorego systemu politycznego, niefunkcjonującego wymiaru sprawiedliwości i nie pozbawimy biurokracji władzy, przeprowadzając deregulację. Cezary Kaźmierczak jest członkiem zarządu Centrum im. Adama Smitha Andrzej Sadowski jest założycielem i  wiceprezydentem Centrum im. Adama Smitha
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA