fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sylwetki

Rozmowa ze Stanisławem Kluzą, przewodniczącym KNF

Fotorzepa
Cezary Szymanek
Stanisław Kluza, przewodniczący Komisji Nadzoru Finansowego, w rozmowie z Jakubem Kuraszem („Rz”) oraz Cezarym Szymankiem (Radio PiN)
Rz: Minister finansów mówi o groźbie wojny, a opozycja grzmi, że rząd coś przed nami ukrywa w finansach państwa. Wie pan coś więcej od nas w tym temacie ...
Nadzór finansowy nie bierze udziału w debacie politycznej.
A zielone karty dla rodziny już pan ma?
Jestem związany z Polską i takich planów nie mam.
Ale to chyba nieładnie tak straszyć...
My zajmujemy się rynkiem finansowym.
Komisja Nadzoru Finansowego ostatnio zapytała większość polskich instytucji finansowych, czy mają w swoich bilansach greckie papiery wartościowe. Szykuje się pan już na bankructwo tego kraju?
Szczęśliwie w polskim systemie tych instrumentów nie ma.
Szczęśliwie..., czyli jeśli dojdzie do spodziewanej częściowej restrukturyzacji długu Aten, polska gospodarka i firmy finansowe nie ucierpią?
Bezpośrednich efektów nie będzie. Jednak jeśli w wyniku pogorszenia się sytuacji w strefie euro ucierpi koniunktura gospodarcza, to konsekwencją będzie obniżenie popytu, a więc eksportu naszych produktów na rynki Europy. Polska ma silne relacje gospodarcze zwłaszcza z Niemcami. Ale już raz to przechodziliśmy, w 2009 roku.
Wówczas nasza gospodarka mimo to była na niewielkim plusie...
Z perspektywy czasu widać, jak bardzo korzystna była samodzielna polityka pieniężna przy jednoczesnym płynnym kursie walutowym. To stwarza możliwość dobrej reakcji na światowy kryzys. Z tego też powodu to, co może się wydarzyć w eurolandzie, tak bardzo nas nie zaboli. Ba, możemy nawet zyskać...
W jaki sposób?
Jeśli jakiś podmiot gospodarczy ma problemy związane z kosztami, pojawia się pytanie, które kraje, będąc w UE, są atrakcyjne za sprawą niższych kosztów. Polska jest takim właśnie krajem. Mamy nieco niższe obciążenia fiskalne, a potencjał kapitału ludzkiego jest porównywalny. Jest też efekt substytucji – obywatele Europy Zachodniej   mogą chętniej sięgać po relatywnie tańsze produkty z Polski.
Zamykamy wobec tego oczy i wyobrażamy sobie dzień, kiedy Unia Europejska i MFW przeprowadzają kontrolowane bankructwo Grecji. Co się dzieje dnia następnego?
Jeszcze bardziej zwiększy się presja na płynność. Spadkowi zaufania na rynku międzybankowym mogą towarzyszyć dalsze zmiany w wycenie akcji. A rynki kapitałowy i międzybankowy stanowiły w przeszłości istotne źródło finansowania działalności banków. Kryzys pokazał, że słabość rynku wymusza substytucję ze strony państwa. Polska dużo skorzystała na dobrej współpracy między bankiem centralnym, Ministerstwem Finansów i KNF.
Czy jakiś polski bank – blisko 80 proc. z nich jest własnością zagranicznych grup finansowych – może się znaleźć w tak fatalnej sytuacji, że będzie musiał być ratowany?
Mamy tak wysoki poziom kapitałów i duże bufory płynności, że polski system jest bezpieczny. Pamiętajmy, że jeśli poza granicami kraju dana międzynarodowa grupa finansowa ma problemy, nie oznacza to problemów jej spółki córki w Polsce. Banki działają jako samodzielne byty...
Przepływy pieniężne pomiędzy spółkami w ramach jednej grupy nadal monitorujecie?
Na banki wciąż jest nałożony taki obowiązek. Polskie instytucje finansowe nie mają istotnych depozytów za granicą.
Czyli żadnych zagrożeń nie ma?
Oczywiście, że są, ale właśnie rolą nadzorcy jest podejmowanie działań adekwatnych do istniejących zagrożeń i w odpowiednim czasie. Musimy prewencyjnie patrzeć na ryzyko.
Jakie?
Na przykład ryzyko walutowe. Bo czym się różnią kredyty hipoteczne w euro od hipotek we franku szwajcarskim?
Zakaże pan udzielania w ogóle kredytów walutowych?
Kredytobiorcy nie powinni zaciągać kredytów w walucie, w której nie mają dochodów. Złamanie tej zasady wystawia ich na ryzyko walutowe, którego skala jest jedną z najtrudniejszych do prognozowania. Temat uważam za ważny, zająłem się nim niezwłocznie po przejęciu nadzoru bankowego w 2008 roku.
To plan na kolejną kadencję? Obecna kończy się panu w końcu września. Czy też jest pan już zmęczony i ma dość?
Bez przesady, nie mam jeszcze 40 lat.
Najważniejszy sukces KNF?
Zmiana filozofii nadzoru z urzędu badającego, czy coś jest zgodne z regulacjami, w instytucję opartą na analizie ryzyka. Jeśli coś jest zgodne z prawem, nie znaczy, że jest systemowo bezpieczne. Druga ważna rzecz to skuteczna reprezentacja Polski na arenie międzynarodowej. Rynki goszczące, takie jak Polska, muszą wspólnie zabiegać o swoje interesy. Jednym z istotnych osiągnięć KNF jest utworzenie koalicji dziesięciu państw goszczących z Europy Środkowo-Wschodniej, która umożliwia prezentowanie wspólnego stanowiska m.in. wobec propozycji Komisji Europejskiej. Najnowszym przykładem jest jednolite stanowisko w sprawie projektu CRD IV. Udało się wprowadzić przedstawicieli koalicji do zarządów wszystkich trzech europejskich agencji nadzorczych. Kryzys instytucji finansowych z państw starej Unii wymaga szczególnej uwagi ze strony krajów nowej Unii w obszarze ryzyka nierynkowego transferu płynności i aktywów.
Jest coś, co się panu nie udało?
Niektórych propozycji legislacyjnych sformułowanych w „Pakiecie odbiurokratyzowania rynku finansowego" nie udało się przeprocedować przed końcem obecnej kadencji. Jestem przekonany, że prace ruszą niezwłocznie po ukonstytuowaniu się nowego parlamentu.
A nie czuje pan, że trochę innym językiem mówi pan, a innym uczestnicy rynku? KNF dość często określana była mianem wysokiej wieży, do której nikt nie ma dostępu...
Nie stronimy od dialogu z rynkiem, co nie oznacza, że nadzorca powinien uczestniczyć w kuligach, grillach i innych uroczystościach czy płatnych szkoleniach organizowanych przez podmioty nadzorowane.
Przejmuje się pan w ogóle ową niezbyt pochlebną opinią o KNF na rynku?
Nadzorca jest jak dobry rodzic. Inaczej postrzegają go małe dzieci, inaczej nastolatki, a inaczej osoby dojrzałe.
Musiał pan stracić wielu przyjaciół przez ostatnie pięć lat.
Nadzorca musi wszystkich traktować równo.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA