fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Polityka

Wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego

Fotorzepa, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Kiedy sześć lat temu z tego samego miejsca odpowiadałem na exposé premiera Millera, mówiłem o trudnej, konfuzyjnej sytuacji, w której znajduje się każda odpowiedzialna opozycja, bo odpowiedzialna opozycja powinna dobrze życzyć swojemu krajowi, czyli dobrze życzyć Polsce, a dobrze życzyć Polsce to zawsze oznacza, przynajmniej w jakiejś mierze, dobrze życzyć rządowi.
Sukcesy kraju są zawsze na korzyść rządu. Niepowodzenia, takie są prawa demokracji, są na korzyść opozycji. I my oczywiście chcemy być życzliwi wobec tego rządu, bo chcemy być życzliwi wobec Polski. Ale z drugiej strony wiemy też, że jest z tej konfuzji wyjście. Jest z tej konfuzji wyjście, które odwołuje się do ustrojowej pozycji opozycji w państwie demokratycznym. Otóż opozycja w państwie demokratycznym, po pierwsze, jest potrzebna, konieczna, a po drugie - musi z natury rzeczy zajmować pozycję krytyczną.
I właśnie ta krytyczna, acz życzliwa pozycja będzie kanwą mojego wystąpienia. Ale co to oznacza pozycja krytyczna? O co w gruncie rzeczy chodzi? Otóż chodzi przede wszystkim o możliwie dogłębną analizę rzeczywistości, analizę postaw, w szczególności postaw partii czy koalicji rządzących, analizę, która odwołuje się przede wszystkim do czynów, później do różnego rodzaju wypowiedzi nieoficjalnych, a w każdym razie nie do wypowiedzi uroczystych, a dopiero na końcu odwołuje się do różnego rodzaju wypowiedzi właśnie tego uroczystego charakteru, na przykład takich jak exposé. I wreszcie ta postawa oznacza zawsze konieczność analizy kontekstów, na które składają się różnego rodzaju działania, fakty, zarówno te bezpośrednio związane z tym, co robią rządzący czy kandydaci na rządzących, jak i te nieco inne, na które jednak wpływ ma na przykład nastrój związany z wynikiem wyborów. I dlatego pozwolę sobie zająć uwagę Wysokiej Izby trzema zespołami problemów. Najpierw zajmę się owym kontekstem, tym wszystkim, co wydarzyło się między 21 października a dniem dzisiejszym, momentem ostatecznego, jak rozumiem, bo przecież wotum zaufania jest chyba pewne, powołania rządu. To kontekst bardzo ważny i można go nazwać prologiem. Po drugie, będę analizował program, program wyborczy, exposé - tu jest pewien związek - zresztą także inne szczególnego rodzaju kwestie związane z programem. No i wreszcie zawsze analizy wymaga skład rządu i kształt, przy czym mówię tutaj o realnym kształcie, koalicji. Ale zanim przejdę do tej analizy, pozwolę sobie na pewną uwagę odnoszącą się do tego, co pan premier był łaskaw powiedzieć na początku swojego wystąpienia. Przesłanie tego, co powiedział, jest w oczywisty sposób słuszne i my je przyjmujemy. To jest przesłanie, które można wyrazić tak: skończmy z wojnami, skończmy z wojną polityczną w Polsce. Tak, oczywiście, trzeba skończyć z wojną polityczną w Polsce. Tyle tylko, że koniec takiej wojny politycznej wymaga jednak odniesienia się do pewnej wartości, bez której demokracja funkcjonować nie może, mianowicie do prawdy. Otóż prawda jest taka, że w roku 2005 PiS wygrał wybory i stał się następnie przedmiotem niezwykle gwałtownego ataku. Nie tylko odrzucono koncepcję koalicji - każda partia ma do tego prawo - ale do tego jeszcze przeprowadzono - i to trwało przez całe dwa lata - niesłychanie agresywny atak, który tworzył swojego rodzaju nadrzeczywistość, w której zagrożona była polska demokracja, wszystko szło ku katastrofie. I to jest, proszę państwa, bardzo ważne, bo bez tego nie byłoby tego wyniku wyborczego. Warto o tym pamiętać (Oklaski), tak samo jak i o tej metodzie, która w moim przekonaniu nie powinna być kontynuowana. To jest metoda, którą najprościej można opisać tak: ktoś kogoś bije i jednocześnie woła: ˝na pomoc˝. (Oklaski)
(Poseł Tadeusz Jarmuziewicz: Wie, jak to się robi.) Otóż to tak dokładnie wyglądało i dobrze by było, żeby tej metody zaniechać, bo jej zaniechanie to jest warunek tego, żeby w Polsce rzeczywiście wojny, przynajmniej w tym natężeniu bardzo niedobrym, bardzo szkodliwym dla Polski, dalej nie było. Podkreślam, że to jest ważne, bardzo ważne. I muszę tutaj powiedzieć jeszcze jedno, muszę powiedzieć o pewnym swoim zawodzie, bardzo poważnym zawodzie. Otóż w ciągu ostatnich tygodni w polskim życiu publicznym padły słowa, które w żadnym wypadku paść nie powinny, słowa o podziale społeczeństwa na bydło i niebydło. Żaden życiorys, nawet najpiękniejszy, nie daje prawa do tego rodzaju sformułowań. (Oklaski) Ja reprezentuję tych wyborców, te przeszło pięć milionów wyborców, które znalazło się po stronie bydła. Ja liczyłem... (Głos z sali: Kto to powiedział?) ...ja bardzo mocno liczyłem na to, że choć nie są to słowa Donalda Tuska, pana premiera, to jednak mimo wszystko, proszę państwa... (Głos z sali: Ani Kurskiego...) (Głos z sali: A czyje są?) (Głos z sali: Kurskiego...) Otóż liczyłem na to, że pan premier znajdzie w sobie siłę i odwagę, żeby za słowa swojego mentora przeprosić. Nie uczynił tego i to jest bardzo niedobre. Ja ciągle liczę, że skorzysta z tej szansy. Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Przejdźmy teraz do tej części, którą określiłem jako prolog. Chodzi o wydarzenia - przypomnę to - z okresu między 21 października a dniem dzisiejszym. Sądzę, że pierwsze wydarzenie, na które trzeba zwrócić uwagę, wiąże się ze sprawą Euro i sprawą stadionu. Otóż była próba, i to podjęta nie tylko przez władze samorządowe, by ten stadion przenieść, z uzasadnieniem, że działka, na której się znajduje, jest warta bardzo, bardzo dużo pieniędzy, bodajże 3 mld zł. Jeżeli ktoś chciałby zastosować znaną w naukach społecznych metodę studium przypadku i przy pomocy takiego studium chciałby pokazać, na czym polega polityka transakcyjna, to to wydarzenie byłoby znakomitym materiałem dla tego studium przypadku. (Oklaski) Chodzi tu więc o pewną predylekcję, bo przecież plan był samobójczy i wycofano się z niego. Bardzo dobrze, że się z niego wycofano, ale to, że w ogóle go podjęto, że podjęli go także przyszli ministrowie - wtedy jeszcze nie byli ministrami tego rządu - jest wysoce charakterystyczne. A wysoce charakterystyczne jest też i to, że elementy tego sposobu działania owej polityki transakcyjnej znalazły się również w innych planach, a także w exposé pana premiera. Chodzi mi tutaj o budowę autostrad. Panie Premierze! Tu nie chodzi o brak zaufania. Zaufanie to wielka sprawa. To wielki zasób społeczny, do którego trzeba się odwoływać. Tu się całkowicie zgadzamy. To chodzi po prostu o doświadczenie. Ta metoda funkcjonowała w Polsce przez 12 lat - są autostrady w Czechach, w Słowacji, na Litwie, a w Polsce nie ma - i w związku z tym lepiej z niej zrezygnować (Oklaski). Lepiej odrzucić politykę transakcyjną, raz na zawsze, jako metodę funkcjonowania. Lepiej pamiętać, że są cele społeczne, narodowe, których wymiar ekonomiczny nie ma zasadniczego znaczenia. Oczywiście powinny być realizowane jak najtaniej. To jest oczywiste. Ale nie można stosować tutaj tej metody mieszania spraw ekonomicznych, biznesowych ze sprawami o charakterze publicznym, politycznym. Bardzo o to apeluję, bardzo przed taką metodą przestrzegam. Przejdę do kolejnych elementów prologu. Pan marszałek Komorowski w jednym ze swoich wywiadów był łaskaw powiedzieć, że sprawa lustracji jest już w gruncie rzeczy nieaktualna. Bardzo niewielka grupa ludzi tym się interesuje. No, mam w tej sprawie inne zdanie. Ale to tylko element pewnej całości. Mamy do czynienia z głęboką troską Platformy Obywatelskiej o Wojskowe Służby Informacyjne. Mamy do czynienia z zapowiedziami zmiany szefa CBA. Mamy do czynienia ze zwolnieniem czy właściwie niepodjęciem decyzji o aresztowaniu w wypadku pani Sawickiej, chociaż oskarżony o to samo przestępstwo siedzi. (Poseł Stefan Niesiołowski: To sądy są...) To jest już właśnie kwestia pewnego nastroju. Przy czym w drugiej instancji to decyzja ta zapadła po cyrkowych sztuczkach. To samo spotkało panią Ostrowską. Pan Majchrowski - to już nie sąd, tylko państwo - znalazł się w Trybunale Stanu. To są wydarzenia, które trzeba widzieć łącznie. Wydarzenia zasmucające. Wydarzenia pokazujące, że wracają lata 90. Wracają lata 90. To smutne, ale jeśli odnieść się do tych wydarzeń jednocześnie, co najmniej wysoce prawdopodobne. Ale jak to zwykle bywa w historii, jeżeli coś ma powrócić, to muszą być zastosowane bardziej zdecydowane metody, bo tymi starymi nie da się już działać, nie da się przywrócić tego, co było. No i rzeczywiście z jednej strony słychać o podjęciu walki z tymi, którzy walczyli z korupcją. O jednej sprawie już wspomniałem. Mają być komisje śledcze, ale nie jakieś duże, publiczne, za takimi jesteśmy, gdzie by można było przy zwolnieniu z tajemnicy państwowej o różnych sprawach mówić - mówić do społeczeństwa. Nie, mają być niewielkie. Komisja służb specjalnych ma też mieć uprawnienia śledcze, a ona z natury rzeczy działa tajnie. Ale to, Wysoka Izbo, nie wszystko. Mamy do czynienia z takimi wydarzeniami. Znów państwo powiedzą, że sąd, ale powtarzam: jest pewien nastrój. (Poseł Stefan Niesiołowski: Po to są sądy.) Sąd aresztuje czy nakazuje zatrzymać dwoje dziennikarzy ˝Gazety Polskiej˝, czyli gazety... (Głos z sali: Hańba!) (Poseł Stefan Niesiołowski: Ale po to są sądy.) ...radykalnie opozycyjnej. Pan premier jest łaskaw mówić o dziennikarzach, którzy mają inne zdanie niż on, że są w sferze hańby. Nie wiem, czy stanie się to przedmiotem procesów o ochronę czci, ale może się stać. To jeszcze mało. Mamy do czynienia z taką wypowiedzią pana premiera Donalda Tuska, która naprawdę zdumiewa. Otóż Donald Tusk oświadczył, że on bezlitośnie rozprawi się z historykami, którzy chcą wydać pewną książkę, jak rozumiem, dla Donalda Tuska niewygodną. (Poseł Stefan Niesiołowski: Nieprawda.) To jest przede wszystkim groźba karalna w najczystszym tego słowa znaczeniu (Wesołość na sali, oklaski) i gdyby prokuratura była tak bardzo neutralna politycznie, jak to jest tutaj postulowane, to byłoby już śledztwo w sprawie. W sprawie, bo inaczej w tej sytuacji postąpić nie można. To jest, szanowni państwo, godzenie w zasadę wolności słowa, to jest także godzenie w zasadę wolności nauki, bo chodzi o książkę naukową. Wreszcie jest to pewna, nazwijmy to tak, dyferencjacja uprawnień obywatelskich: jedni mają prawo wiedzieć, co jest w tej książce, bo ja rozumiem, że pan premier wie, co w tej książce się znajduje, skoro tak ostro o niej mówi, ale zwykły obywatel ma nie mieć do tego prawa. A dlaczego, proszę państwa? Bo ona podzieli społeczeństwo. To jest, proszę państwa, język czysto peerelowski (Oklaski), całkowicie peerelowski. Do tego dochodzą jeszcze takie wydarzenia, jak na przykład próba przejęcia Muzeum Powstania Warszawskiego. (Wesołość na sali) To wszystko razem tworzy, szanowni państwo, pewien nastrój, pewną sytuację, w przypadku której można mówić już nie tylko o powrocie do lat 90., ale także o planach odnoszących się do warunku tego powrotu, bo warunkiem tego powrotu jest, panie marszałku i Wysoka Izbo, pacyfikacja... (Głos z sali: Co?) ...w dwóch tego słowa znaczeniach: po pierwsze, pacyfikacja odnosząca się do działań, które były wymierzone w ludzi establishmentu, którzy złamali prawo, a po drugie, pacyfikacja tych, którzy ośmielili się na ten establishment podnieść rękę. (Poseł Stefan Niesiołowski: Wyborcy was spacyfikowali.) Zapamiętajmy to słowo: pacyfikacja. Panie Marszałku! Wysoka Izbo! Otóż w tym momencie warto już przejść do kolejnego punktu, mianowicie do programu. Tak się składa, że Platforma Obywatelska ma aż trzy programy. To nie jest żaden zarzut, tak się zdarza. Otóż jest program, można powiedzieć, werbalny, formułowany w szczególności w trakcie kampanii wyborczej, program, w przypadku którego sfera cudów, można powiedzieć, działa szczególnie intensywnie. (Oklaski) Program zapowiedzi wielkich podwyżek płac dla różnych grup, program zapowiedzi jednocześnie radykalnego obniżenia danin publicznych. My w tej chwili nie będziemy zajmować się, przynajmniej ja nie będę się zajmować, rozliczaniem tego programu. Jest na to po prostu za wcześnie. Poczekamy na te pierwsze sto dni, może nawet jeszcze dłużej, po prostu trzeba przyjrzeć się rozwojowi sytuacji. Ja z całego serca chciałbym cudu gospodarczego i chcę w tym momencie pana premiera o tym zapewnić (Wesołość na sali, oklaski), ale to rzeczywiście jest kwestia cudu. Jest program drugi, zawarty na 85 stronach program wyborczy Platformy Obywatelskiej, i jest dzisiejsze exposé. Relacja między nimi jest dość skomplikowana. Pewne wątki zostały podniesione, pewne pominięte, nastąpiły też pewne skądinąd pozytywne zmiany. Nie bardzo wiem, jak w gruncie rzeczy traktować te dwa dokumenty, bo wystąpienie pana premiera też jest swego rodzaju dokumentem, ale sądzę, że warto jednak, uwzględniając także exposé, zająć się tym programem. Oczywiście nie jest moją rolą zajęcie się nim w sposób szczegółowy. Panie i panowie posłowie z PiS będą jeszcze o tym mówili. Chodzi tu o analizę bardziej generalną, przy czym - chcę mocno podkreślić - analizę przyjmującą, że ci, którzy przygotowywali ten program i exposé, mieli dobrą wolę, nie byli aspołeczni, chcieli dla Polski dobrze. Przyjmuję takie założenie, ale to nie zwalnia mnie od wypełniania owej krytycznej funkcji. Otóż wydaje się, że pierwszym, właściwie fundamentalnym założeniem wystąpienia pana premiera tudzież programu - może jeszcze w większym stopniu programu - było takie oto przekonanie. Społeczeństwo składa się z milionów jednostek, nieustrukturalizowanej grupy jednostek. Te jednostki doznają pewnego ograniczenia, pewnej opresji. Otóż ta opresja to działalność państwa, przy tym państwa rozumianego bardzo wąsko. W gruncie rzeczy, jeżeli stosować dzisiejszą nomenklaturę, owo państwo to administracja rządowa. Gdyby uchylić ową opresję, owe ograniczenia, to wtedy Polacy, bo o nich tutaj chodzi, z jednej strony zorganizują bardzo szybko potężne społeczeństwo obywatelskie, a z drugiej strony wykorzystają racjonalnie bardzo rozszerzoną sferę funkcjonowania praw rynkowych. Krótko mówiąc, będziemy mieli tutaj do czynienia właśnie z owym wielkim społecznym wzmożeniem, przy czym jeden element owego założenia jest wielce charakterystyczny. Władze samorządowe, a także różnego rodzaju korporacje - bo z programu wynika, że ich pozycja ma być bardzo umocniona - owej funkcji ograniczającej jednostki nie wypełniają. (Oklaski) Nigdzie nie jest wyjaśnione dlaczego, ale nie wypełniają. Proszę przy tym zwrócić jeszcze uwagę na jedną sprawę. Otóż to nie jest w żadnym wypadku nawiązanie do krytyki, która się pojawiała w poprzedniej kadencji w tej Izbie, imposybilizmu związanego ze specyficznym funkcjonowaniem prawa i prawników w Polsce. Nie. Jest to przypisywanie organizacji państwowej, administracji państwowej - tak ją kiedyś rozumiano, kiedy administrację państwową przeciwstawiano samorządowej, a samorządu nie traktowano jako państwa - pewnych immanentnie negatywnych cech. Co ma z tego wynikać? Otóż ma z tego wynikać stworzenie w Polsce systemu, w którym uprawnienia w ogromnej mierze zostają przekazane na poziom samorządowy, ale ogromne uprawnienia - w tym praktyczne przejęcie niezmiernie ważnej funkcji państwa, jaką jest wymiar sprawiedliwości - mają przejść w ręce korporacji i korporacje w ogóle w różnych dziedzinach mają odgrywać niezwykle poważną rolę. Ma być także powołany szereg różnego rodzaju rad o charakterze władczym, mających uprawnienia władcze, konsultacyjnym, doradczym itd. Polska dzisiaj jest już żartobliwie nazywana krajem rad, bo rad bardzo dużo. Ma to być bardzo zwiększone. Teraz, proszę państwa, zadajmy zasadnicze pytanie. Czy to może funkcjonować? Czy ten system będzie sprawny, czy może doprowadzi do gigantycznego bałaganu? Otóż zaskoczę państwa. Ten system w pewnych okolicznościach może funkcjonować, może funkcjonować pod warunkiem stałego i wielkiego wzmożenia społecznej aktywności, naprawdę na wielką skalę. Tylko tu powstają, szanowni państwo, dwa problemy. Problem pierwszy to kwestia motywacji owej aktywności. Otóż aktywność tego typu, przynajmniej w polskim doświadczeniu, związana jest zwykle z wielkimi ideami, a te idee odnoszą się do narodu, odnoszą się do całości. To zaś powoduje, że celem działań jest zwykle całość, czyli, krótko mówiąc, mechanizm demokratyczny w tym wydaniu, które odnosi się do państwa narodowego. Ale z kolei państwo narodowe - to wszystko, co jest wyłaniane w ogólnych wyborach - ma mieć w tej konstrukcji nieporównanie mniejsze niż przedtem znaczenie, ma być, można powiedzieć, w niemałej mierze ubezwłasnowolnione. I tutaj dochodzi do pewnego rodzaju, można nawet powiedzieć, bardzo daleko idącej konfuzji. Obawiam się, że gdyby powstał taki wielki ruch społeczny, a chciałbym, żeby powstał, to on jednak szedłby tą utartą polską drogą i mogłoby tutaj dojść, musiałoby dojść do daleko idącej sprzeczności. Jest jednak, proszę państwa, także kwestia inna, nie mniej ważna, a może nawet ważniejsza. Otóż polskie społeczeństwo, jak każde społeczeństwo dojrzałe, jest ustrukturalizowane. Zapytajmy wobec tego, jaka ta strukturalizacja jest i z czego wynika, kiedy i jak się zrodziła. Oczywiście można sięgać do bardzo odległej historii, ale tak naprawdę zrodziła się w ostatnich tragicznych siedemdziesięciu latach naszych dziejów i ma cechy z tym związane, można powiedzieć, że cechy bardzo intensywne, w szczególności na najwyższych piętrach stratyfikacji społecznej, czyli hierarchii społecznej, i to zarówno jeśli chodzi o hierarchię ogólnopaństwową, jak i o hierarchię lokalną. Z tym problemem wiąże się także pewnego typu modus operandi, sposób działania, niektórzy nazwaliby to paradygmatem społecznym, który w Polsce istnieje. I, szanowni państwo, ten paradygmat jest faktem, od którego nie da się w żadnym wypadku abstrahować, i nie będzie, szanowni państwo, tak, żeby on nagle zniknął. Natomiast bardzo łatwo może być tak, że cały ten mechanizm będzie w istocie odgrywał rolę petryfikacyjną, to znaczy będzie odgrywał rolę mechanizmu, który utrwala istniejące układy społeczne, układy bez których zmiany w żadnym wypadku nie jesteśmy w stanie zbudować nowoczesnej Polski, bo to są układy głęboko anachroniczne. Trzeba także pamiętać o tym, że choć polskie państwo ma bardzo wiele wad, i to są po części wady wynikające z cech biurokracji, to jeszcze ważniejsza część tych wad wynika właśnie z tego, że państwo jest uwikłane w te wszystkie powiązania i funkcjonuje w niemałej części w ramach owego modus operandi i pod wpływem tych ludzi z górnych części stratyfikacji społecznej albo, mówiąc inaczej, pod wpływem establishmentu. (Poruszenie na sali) I to jest to... (Poseł Jarosław Kalinowski: Teraz wiemy, o co tutaj chodzi.) ...o co tutaj chodzi. Tak, proszę państwa, słusznie. Wiecie państwo, o co chodzi. To jest... (Wesołość na sali, oklaski) Otóż, proszę państwa, chodzi o to, że tego rodzaju system będzie w praktyce służył nie temu, żeby Polskę zmieniać, tylko temu, żeby petryfikować istniejącą sytuację. W programie Platformy Obywatelskiej, szanowni państwo, jest szereg innych pomysłów, niekiedy dobrych albo co najmniej wartych rozważenia, ale są także sprawy, o których chciałbym jeszcze wspomnieć, które wyraźnie niepokoją. O jednej chyba nie muszę wspominać; mam tu na myśli brak rozwiązań, które by dotyczyły dywersyfikacji dostaw energetycznych - ale pan premier na szczęście o tym mówił - bo w programie jest tylko mowa o tym, że rozwiąże to konkurencja. Otóż konkurencja z całą pewnością tego nie rozwiąże. Ale jeżeli chodzi np. o sprawę rurociągu północnego, to ani słowa tutaj ani też w exposé, a warto jednak o takich sprawach mówić. Poza tym jest kwestia, o której będzie tu jeszcze mowa w sposób bardziej szczegółowy, ale muszę ją podnieść. Otóż chodzi o sprawę weryfikacji podziału środków europejskich, który w jakiejś mierze szczególnie wspierał tereny zapóźnione. To zostało przez pana premiera powiedziane bardzo zręcznie, tak jak skądinąd bardzo zręcznie wykręcił się on ze zobowiązań co do podwyżek płac, mówiąc o słabszych itd. Powtarzam, było to bardzo, zręczne, ale nie zmienia to faktu, że pojawia się tu problem, pytanie, czy to wsparcie będzie kontynuowane, czy też będzie podważone. To sprawa naprawdę wielkiej wagi dla spójności kraju, nie tylko dla spójności terytorialnej, ale także narodowej. Nie możemy tworzyć sobie w kraju dwóch narodów. Powtarzam: to rzecz bardzo ważna. Sprawa druga, polityka zagraniczna. Usłyszeliśmy tu, a przedtem przeczytałem o tym w programie, że sprawa tarczy ma być w jakiejś mierze umiędzynarodowiona, że chcemy podjąć bezpośrednie rozmowy z Moskwą w sprawie mięsa. Czyli nie chcemy, żeby dalej prowadziła to Unia Europejska, a to jest sprawa w istocie złamania praw unijnych. Rozgrywka o mięso nie jest rozgrywką o ważny skądinąd element naszego eksportu - oczywiście my to bardzo doceniamy - ale jest to rozgrywka o to, czy Polska z punktu widzenia Rosji ma być pełnoprawnym członkiem Unii Europejskiej, czy też nie. Decyzja o tym, żeby rozmawiać tylko przez Unię, wpisywała się właśnie w ten sens owego politycznego sporu. Odchodzenie od tego to droga, która może być dla Polski w najwyższym stopniu niebezpieczna. (Oklaski) Wreszcie sprawa trzecia, media publiczne. Próba podporządkowania, oczywiście pod hasłami neutralności, zawsze się mówi, że jest to neutralność... (Wesołość na sali, oklaski) (Głosy z sali: Ooo... ) Otóż, proszę państwa, pod hasłami neutralności media mają być w istocie podporządkowane korporacjom. Mediów publicznych nie należy podporządkowywać korporacjom... (Poseł Sławomir Nitras: Korporacji Prawa i Sprawiedliwości.) ...bo będzie to oznaczało, że pluralizm w mediach w ogóle spadnie praktycznie do poziomu zerowego. (Poseł Stefan Niesiołowski: Za to teraz był.) A jest to niesłychanie ważna sprawa z punktu widzenia rozwoju polskiej demokracji, tak jak ważną sprawą, również z punktu widzenia rozwoju polskiej demokracji, jest to, żeby jednak mechanizmy demokratyczne, także te najistotniejsze, odwołujące się do wspólnoty narodowej, zachowały znaczenie i żeby instytucje, które albo w ogóle weryfikacji demokratycznej nie podlegają, jak korporacje, albo też podlegają jej w istocie słabo - bo w Polsce na poziomie powiatów czy województw opinia publiczna działa bardzo słabo - jednak nie przejmowały wszelkich funkcji. Bo w istocie jest to promocja owego przez państwa wyśmiewanego i oczywiście istniejącego nie na zasadzie jednej struktury, tylko wielu struktur, układu. I wreszcie, proszę państwa, podsumowanie tej części wywodu. Bo tutaj określenie: petryfikacja jest niewystarczające. Jeśli uwzględnić, że w państwa programie jest bardzo dużo - nie ukrywam tego - dobrych pomysłów, jest wiele pomysłów, które mogą rzeczywiście wyzwolić pewną społeczną energię, a jednocześnie jest to zamysł pacyfikacyjny, to mamy tutaj do czynienia z klasyczną restauracją. To jest, proszę państwa, mechanizm restauracji, tego dawnego przedrywinowskiego systemu. Oczywiście mówię do tych spośród państwa - no, pan premier jest historykiem - którzy doskonale wiedzą, co to znaczy restauracja w języku nauki. (Oklaski) To znaczy, proszę państwa, kontynuowanie pewnych zasadniczych elementów układu społecznego ze zmianami, które je podtrzymują i dynamizują. Pozwólcie państwo, panie marszałku w szczególności... (Przewodnictwo w obradach obejmuje wicemarszałek Sejmu Krzysztof Putra) O, widzę, że marszałek się zmienił. (Wesołość na sali, oklaski) Otóż, proszę państwa, pozwólcie, że przejdę w tej chwili do kwestii koalicji i składu rządu. Najpierw koalicja. No, jaka jest, wszyscy wiemy. (Wesołość na sali) Tylko, proszę państwa, słuchając exposé Donalda Tuska, sądziłem, że znajdę tam więcej elementów, które wynikają z obecności PSL-u. Z jednej strony, mogę powiedzieć, że jeśli chodzi o kształt koalicji, deklarowane rozwiązania, ograniczenia partii większej, to mogę tylko serdecznie panu premierowi pogratulować, naprawdę majstersztyk. (Oklaski) Natomiast pana premiera Pawlaka znam jako człowieka, który ma dużą praktyczną wiedzę na temat gospodarki i który mówi na ten temat wiele ciekawych rzeczy. Jakiś czas temu miałem okazję parę razy z nim porozmawiać i mówił naprawdę ciekawe rzeczy, ale nic z tego nie znalazłem w exposé i to mnie - nie ukrywam - martwi. (Oklaski) (Głos z sali: PiS.) Jest także inny aspekt tej koalicji, to jest w istocie - wiem, że za chwilę będą protesty - trójkoalicja. To jest koalicja także z LiD-em. (Poseł Włodzimierz Witold Karpiński: A Lepper?) Wszystkie decyzje, które dotąd zapadały tutaj w Sejmie, wyraźnie to pokazują. (Poseł Wojciech Olejniczak: Nie. Komisję śledczą razem wzięliście.) To jest, proszę państwa, trójkoalicja, chociaż z niewiadomych, niezrozumiałych dla mnie względów LiD zgodził się na pozycję takiej już zupełnej przystawki. (Oklaski) Nie wiem dlaczego, ale w każdym razie jest to trójkoalicja i nie ma się co wykręcać. Wielu publicystów twierdzi także, że to jest koalicja szersza i chociaż należy jeszcze... (Poseł Elżbieta Łukacijewska: Z PiS-em.) (Poseł Joanna Senyszyn: Z PiS-em.) ...się nad tym zastanowić. (Poseł Jerzy Szmajdziński: Z Dornem.) Może tego rodzaju diagnozy są zbyt pospieszne, ale jednak koalicja z ˝Gazetą Wyborczą˝ wydaje się wysoce prawdopodobna. (Wesołość na sali, oklaski) No, to też jest element powrotu do lat 90. (Poseł Stefan Niesiołowski: Obsesja.) To też jest element powrotu do lat 90., ale powiem uczciwie, że tego można się było spodziewać w ramach, że tak powiem, realizmu politycznego Donalda Tuska. (Oklaski) Natomiast jeśli chodzi o te elementy koalicji, które idą w kierunku środowisk o niedobrej sławie z połowy czy pierwszej połowy lat 90., to jest to sprawa już znacznie poważniejsza i naprawdę smutna. Proszę państwa, może to jest dobry moment, żeby powiedzieć kilka słów na temat składu tego rządu. Nie chodzi o to, by pouczać pana premiera o tym, kogo ma powoływać, bo to jest jego wyłączna decyzja. Nie jest to także próba oceny, kto jest działaczem partyjnym, a kto specjalistą, każda partia decyduje o tym, kogo wysuwa do rządu. Po owocach ich poznacie. Czasem działacz partyjny może być lepszym ministrem niż specjalista i to nawet, jak się zdaje, nierzadko się zdarza. Powtarzam, że w tym sensie jest to zupełnie normalny skład rządu. (Poseł Włodzimierz Witold Karpiński: Kaczmarek.) Ale, proszę państwa, są takie miejsca w rządzie, w których minister powinien być jak żona Cezara. Czy Grzegorz Schetyna - przy całym szacunku - jest jak żona Cezara? (Wesołość na sali, oklaski) (Poseł Wojciech Olejniczak: Wstań, Grzesiu!) (Minister spraw sewnętrznych i administracji Grzegorz Schetyna wstaje z miejsca) No, ale jeszcze Grzegorz Schetyna, działacz NZS-u, z ładną przeszłością, chociaż podobno był wtedy bardzo twardy, niech już pozostanie, ale otoczenie, ci wszyscy ludzie z AWS-u, z tomaszewszczyzny, którzy się tutaj pojawili, to jest już naprawdę bardzo poważny problem. To już mówię bez uśmiechu, to mówię to bardzo, bardzo poważnie. To jest niestety zapowiedź czegoś skrajnie, ale to skrajnie niedobrego. Trzeba tu będzie zadawać bardzo wiele pytań, także niektórym generałom, którzy wracają na kierownicze stanowiska w bardzo ważnej formacji. Tych pytań - obawiam się - będzie bardzo, bardzo dużo. Może nie dzisiaj, ale w trakcie najbliższych miesięcy. Jest także pytanie, czy pan minister Grad, bądź co bądź biznesmen - o ile mi wiadomo, małżonka w dalszym ciągu zajmuje się biznesem... (Minister skarbu państwa Aleksander Grad wstaje z miejsca i kłania się posłom) Dziękuję, to ładny gest, że zechciał się pan przedstawić. (Wesołość na sali) Czy pan minister Grad jest właściwą osobą, jeżeli chodzi o Ministerstwo Skarbu Państwa? Czy jeśli chodzi o Ministerstwo Sportu i, jak rozumiem, Euro, sława pana ministra Drzewieckiego... (Minister sportu i turystyki Mirosław Drzewiecki wstaje z miejsca i kłania się posłom) ...znana w Sejmie, a także w Łodzi od wielu, wielu lat jest dobrą gwarancją wypełniania tych funkcji? Nie chcę także kontynuować sprawy ministra Sikorskiego... (Poseł Sławomir Nitras: Lipiec był lepszy?) Lipiec siedzi, panie pośle. (Wesołość na sali) Nikomu nie życzę... Czy rzeczywiście pan minister, już dzisiaj idący w Brukseli na różnego rodzaju ustępstwa, o których można dyskutować, jest najlepszym ministrem, pomijając wszystkie inne zastrzeżenia, o których mówić już nie będę? Wreszcie, proszę państwa, jest sprawa pana profesora Ćwiąkalskiego. Można powiedzieć... (Minister sprawiedliwości Zbigniew Ćwiąkalski wstaje z miejsca i kłania się posłom) Dziękuję panu ministrowi, dziękuję bardzo. (Wesołość na sali, oklaski) Szanowni Państwo! Jest coś takiego, co można by było określić jako semiotykę polityczną. Semiotyka to nauka o znakach. (Wesołość na sali) Szanowni państwo, są ludzie znaki. Nie chodzi o to, że pan profesor jest adwokatem - to jest naprawdę piękny zawód - ale o to, że pan profesor jest ekspertem, który stwierdził, że pan Krauze jest niewinny, jest adwokatem pana Stokłosy... (Poseł Ryszard Kalisz: Na tym polega ten zawód.) ...jest adwokatem w sprawie weksli. Krótko mówiąc, jest człowiekiem, który pozostaje w sytuacji zupełnie oczywistego konfliktu interesów. (Poseł Sławomir Nitras: Siedzi Kryże, będą krzyże.) W programie Platformy Obywatelskiej jest takie przeciwstawienie: demokracja zachodnia, ta Platformy Obywatelskiej, i demokracja wschodnia, ta Prawa i Sprawiedliwości. Nie wiem, do jakiej demokracji należą tego rodzaju decyzje personalne. Wiem, że jeżeliby ktoś chciał poprzez jedną osobę pokazać, o co tak naprawdę chodzi poza tą falą, wodospadem słów, tych zapewnień o miłości, to właśnie chodzi o to, proszę państwa. Chodzi o to, co symbolizuje pan minister Ćwiąkalski. (Oklaski) To jest decyzja w najwyższym, powtarzam, w najwyższym stopniu symptomatyczna. Pozwólcie państwo, panie marszałku, na pewne podsumowanie. (Poseł Sławomir Nitras: Jeszcze jest paru ministrów.) Jest tak, że w Polsce znaleźliśmy się dzisiaj, może po raz pierwszy po 1989 r., w sytuacji niedobrej strukturalnie, bo demokracja z natury rzeczy wiąże się z pewną równowagą sił. Dzisiaj ta równowaga sił jest bardzo poważnie zachwiana. Jest zachwiana nie w tej Izbie, bo jest tu duża i mniejsza partia opozycyjna. Można powiedzieć, że wszystko jest w porządku. (Poseł Wojciech Olejniczak: Jest dobrze.) Chodzi jednak o układ sił w społeczeństwie, w tych wszystkich skupieniach energii społecznej, które tak naprawdę decydują o biegu spraw. Te skupienia, jeżeli już trzymać się tego określenia, są w miażdżącej większości po stronie rządu. I to, powtarzam, jest strukturalnie niebezpieczna sytuacja właśnie dla demokracji. Mamy tutaj jednak do czynienia także z czymś innym, z pewnymi faktami, o których być może większość z państwa nie wie, a warto, żeby państwo wiedzieli. Otóż na czele rządu stoi pan Donald Tusk. (Poruszenie na sali) (Poseł Zbigniew Chlebowski: Poważnie?) (Poseł Elżbieta Łukacijewska: Wiemy.) Pan Donald Tusk, jedyny znaczący polityk, który swego czasu, 15 lat temu, był gotów publicznie stwierdzić, że jest gotów poświęcić wartości demokratyczne na rzecz transformacji. Ktoś może powiedzieć: no cóż, błędy młodości, historia, do której nie warto wracać. Jeżeli jednak zanalizować to wszystko, co tutaj jest proponowane, te wszystkie operacje, to mamy do czynienia, z jednej strony, z taką próbą wzmożenia tych procesów, które zaczęły się kilkanaście lat temu, a z drugiej strony, przykro mówić, z próbami, które co najmniej pod znakiem zapytania stawiają to, czy polska demokracja nie stanie się znów, jak to było 10 czy kilkanaście lat temu, wysoce ułomna. A można sobie wyobrazić także i gorsze scenariusze. Dziś bowiem, proszę państwa, jeżeli w paru słowach ująć program tego rządu, nie ten deklarowany, ale ten, który wynika z analizy, to będzie to pacyfikacja, petryfikacja i restauracja - PPR. A reszta jest cudem. (Oklaski) Nasz klub nie poprze, oczywiście, rządu pana Donalda Tuska. Dziękuję. Tekst wystąpienia ze strony internetowej Sejmu
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA