Poradniki

Zakupy z Internetu nie zawsze do zwrotu

www.sxc.hu
Konsumenci są przekonani, że każdy towar zakupiony w e-sklepie można oddać w ciągu dziesięciu dni od odebrania przesyłki. Nie jest to prawda
Źródłem nieporozumień jest [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr?id=80633]ustawa o ochronie niektórych praw konsumentów oraz o odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny (DzU z 2000 r. nr 22, poz. 271 ze zm.)[/link], która reguluje zasady zawierania i realizowania umów zawieranych na odległość, czyli bez jednoczesnej obecności obu stron transakcji. Przewiduje ona co prawda zwroty towarów, ale nie oznacza to, że każdy niechciany prezent zakupiony w internetowym sklepie można oddać. Co do zasady obowiązuje dziesięciodniowy termin do namysłu.
W tym okresie możemy bez większych konsekwencji odstąpić od umowy, zwrócić towar i odzyskać pieniądze. Jedynym mankamentem jest konieczność pokrycia opłat za przesyłki w obie strony. Termin dziesięciodniowy liczy się od dnia wydania rzeczy. Najczęściej będzie to moment dostarczenia przesyłki. E-sklep powinien też nam w ciągu 14 dni przelać z powrotem wpłaconą należność. Nie każdy towar kupiony online można jednak zwrócić. Cała lista produktów zwrotom nie podlega. Mogą trafić z powrotem do sprzedawcy jedynie wtedy, gdy on sam zadeklaruje, że istnieje taka możliwość (coraz więcej e-sklepów stosuje zresztą taką marketingową praktykę). Na liście znajdziemy zwłaszcza produkty, które nie mogą zostać zwrócone ze względu na swój charakter, np. ulegające szybkiemu zepsuciu, jak duża część żywności czy niektóre kosmetyki.
Zwrotom nie podlegają też towary o właściwościach określanych przez konsumenta w składanym zamówieniu albo ściśle związanych z jego osobą. Nagrania audio-wideo, programy komputerowe, CD, DVD itp. produkty można zwracać, ale nie w każdej sytuacji – jedynie wtedy, gdy nie były używane. Rozpakowanie tych towarów oznacza utratę ustawowego przywileju ich zwrotu. Prawo do zwrotu towaru nie jest natomiast zależne od tego, czy rzecz była sprzedawana w promocji, jako przeceniona albo na wyprzedaży. Przyjęcie innego założenia nie tylko byłoby sprzeczne z obowiązującymi przepisami (które akurat w tej kwestii nie odróżniają formy sprzedaży towaru), ale z pewnością doprowadziłoby też do nadużyć. Oznacza to, że brak możliwości zwrotu towaru nie pozbawia konsumenta uprawnień z tytułu niezgodności towaru z umową (czyli prawa do reklamacji wadliwego produktu). Tu także nie ma znaczenia, czy towar jest przeceniony, chyba że powodem obniżki była ujawniona przez sprzedawcę wada. Wtedy nie podlega on reklamacji. Jeszcze więcej ograniczeń dotyczy zakupów na portalach aukcyjnych, takich jak Allegro. Choć transakcje takie są umowami zawieranymi na odległość, to nie zawsze można od nich odstąpić bez podania przyczyny w ciągu dziesięciu dni od otrzymania towaru. Jest to możliwe jedynie wtedy, gdy sprzedawcą jest przedsiębiorca, a kupujący konsumentem. To jednak nie wszystko. Transakcja nie może być licytacją (ale np. sprzedażą z opcją “kup teraz”). Przedmiot transakcji musi też być na liście produktów, które można zwrócić. Dopiero spełnienie tych trzech warunków uprawnia klienta do zwrotu towaru bez konsekwencji. W pozostałych sytuacjach nie ma takiego uprawnienia ustawowego, co nie oznacza, że nigdy zwrot nie będzie możliwy. Część e-sklepów rozszerza bowiem ustawowe przywileje. Nie ma też przeszkód, aby w umowie zawrzeć postanowienia, że zwrot jest jednak możliwy. Kupując online, pamiętajmy też o różnych podstawach reklamacji zakupów. Reklamacja zakupu u przedsiębiorcy opiera się na odpowiedzialności z tytułu niezgodności towaru z umową (czyli [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr;jsessionid=4B09080298ED3A7BFAD48A3B6D140577?id=166809]ustawie o szczególnych warunkach sprzedaży konsumenckiej[/link] z 2002 r.), natomiast np. zakup czegoś na aukcji od zwykłego Kowalskiego – na przepisach kodeksu cywilnego o rękojmi za wady.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL