Opinie

Sądy: niesprawiedliwość w sprawiedliwości

Fotorzepa, MW Michał Walczak
Wszystkimi siłami dążyć trzeba do odbudowania stabilnej, doświadczonej i wartościowej kadry sędziowskiej w sądach rejonowych i okręgowych – uważa sędzia Sądu Okręgowego w Płocku
Rozłam w Iustitii to papierek lakmusowy stanu atrofii podstawowego szczebla sądownictwa w Polsce pogłębiającego się wprost proporcjonalnie do dzieła wznoszenia pałaców wymiaru sprawiedliwości na szczytach władzy sądowniczej. Chodzi bowiem w istocie o to, że z udziałem elit ministerialno-sądowniczych w wolnej Polsce wykopana została głęboka przepaść między szarym stanem sędziowskim a jego piękną emanacją. Nastąpiło to poprzez stworzenie określonych mechanizmów prawnych, finansowych i organizacyjnych oraz przez nieodpowiednią politykę kadrową. Ów parytet tworzą z jednej strony nieliczni szczęśliwi i bogaci w wieżach z kości słoniowej (sędziowie wojewódzkich sądów administracyjnych oraz sądów apelacyjnych), a z drugiej liczni przygarbieni biedni na przedmieściach sprawiedliwości, a w zasadzie – na co wychodzi – niesprawiedliwości. Skoro są bowiem atroficzni, to w domyśle: sprawiedliwości sprawować dobrze nie potrafią.
[srodtytul]Wystrzał z Aurory[/srodtytul] Sędzia Irena Kamińska, reprezentująca w Iustitii pałace, ale sercem bliska ciału Temidy, próbowała tę przepaść zakopać. Podjęła się jednak dzieła daremnego, bo po pierwsze doły intuicyjnie czują, że szczęśliwy i bogaty nie zrozumie przygarbionego biednego, a po drugie pałace nie są reprezentatywne dla problemów wymiaru sprawiedliwości, jaki w swojej masie dokonuje się przecież na przedmieściach. Do tego doszedł trzeci czynnik, który spowodował wystrzał z Aurory, czyli pucz w Iustitii: podkopanie przez reformatorów z ministerstwa brzegów przepaści zasypywanej z determinacją przez sędzię Kamińską. Ci bowiem, miast ratować grzęznące sądownictwo na jego podstawowych szczeblach, zdecydowali się je mimo wszystko utopić.
Wbrew głosom rozsądku płynącym z Krajowej Rady Sądownictwa, mimo rozpaczliwych gestów wykonywanych przez Iustitię, ministerialni postanowili przepaść dzielącą sędziów i sądy pogłębić. Nie wystarczyło, że już doprowadzili do szkodliwego wyrugowania asesorów, których miejsce w sądzie uświęcały rozsądek, potrzeba i tradycja (asesor nie powinien jedynie sam wymierzać sprawiedliwości). Mało, że postawili na głowie system szkolenia i rekrutacji kadry sędziowskiej. [srodtytul]Marsz pod prąd rozsądku[/srodtytul] Zdecydowali się podział sędziów na szczęśliwych bogatych i przygarbionych biednych zaznaczyć jeszcze wyraźniej propozycją zapisania w ustawie podziału na mądrych szkolących i głupich szkolonych oraz na wywyższonych oceniających i poniżonych ocenianych. Od tego momentu miałoby nie mieć już znaczenia, co wart jest sędzia, być może jego cenny wysiłek intelektualny i trudna praca orzecznicza, jego dorobek piśmienniczy i dydaktyczny. Liczyłoby się bowiem, w ilu szkoleniach prowadzonych przez pałacowych uczestniczył i jaką laurkę wystawili mu pałacowi, którzy zamiast zająć się wymiarem sprawiedliwości, poświęciliby się, w jeszcze większym niż dotychczas stopniu, nieposuwającej sądów naprzód pisaninie. Propozycja dwuwładzy w sądach, czyli wydanie w ręce dyrektorów administracyjnych kadry urzędniczej, to już czyste szaleństwo. Podczas gdy należałoby zmierzać do stworzenia racjonalnego systemu powiązania sędziego z kancelarią, reformatorzy wytyczają marsz pod prąd potrzeby i rozsądku. [srodtytul]Wypaczone proporcje[/srodtytul] Odpowiednia organizacja wyższych szczebli sądownictwa odpowiada innemu rodzajowi wysiłku i charakterowi załatwiania oraz opracowywania spraw na tym poziomie (sądy prawa). Sama zatem proporcja, w ramach której im wyższy szczebel sądowy, tym mniejsza ilość spraw do załatwienia przypadająca na jednego sędziego, pozostaje czymś naturalnym. Jednak obecnie jest ona u nas wypaczona, przez co sędziowie na wyższych szczeblach sądownictwa powszechnego mają efektywnie znacznie mniej zadań niż sędziowie niższego szczebla. W wyniku tego sędziowie faktu przeciążeni są obowiązkami, co stanowi wyjściową przyczynę dezorganizacji pracy sądownictwa podstawowego, a sędziowie prawa, przeświadczeni, że sędziowie faktu mają podobny do nich komfort pracy, przejawiają wybujałą skłonność do malkontenctwa. Sytuacja taka powoduje przeniesienie ciężaru sprawowania sprawiedliwości na szczebel najwyższy, podczas gdy chodzi o rzecz zgoła odwrotną, by poziom i jakość orzecznictwa były jak najwyższe na tym szczeblu, na którym załatwiana jest cała masa spraw, a nie tylko niektóre z nich. Przyjęte dotąd rozwiązania sprzyjają tymczasem temu, by doświadczeni, ale także bardziej rzutcy, a zarazem silniej wpatrzeni w swoje ego sędziowie “uciekali” z trapionego problemami i nieatrakcyjnego niższego szczebla sądownictwa powszechnego. Tam zostają bardzo młodzi i ci, którzy nie potrafili lub nie chcieli odpowiednio zadbać o własną karierę. I jedni, i drudzy stają się obiektem dezaprobaty i wyniośle pańskiego spojrzenia ze strony tych, którzy obsadzili stanowiska w pałacach. A powinno przecież chodzić o to, by dobrą, mającą wysoki prestiż stabilną i doświadczoną kadrę sędziów zbudować tam, gdzie na co dzień dokonuje się rzeczywisty wymiar sprawiedliwości – na podstawowych szczeblach sądowych. Zapewnienie wysokiego poziomu doświadczonej kadry sędziowskiej na głównym teatrze działań sprawi, że sędziowie prawa wypełniać będą swą funkcję nie dlatego, że wiedzą lepiej, co dobre, od sędziego prowadzącego kontradyktoryjny proces, ale dlatego, że mają możliwość patrzenia z pewnego dystansu na dokonania dobrego, szanowanego sędziego faktu i możność rozpatrzenia zarzutów, której ten sędzia nie miał. [srodtytul]Scenariusz najgorszy z możliwych[/srodtytul] Dążyć należy więc wszystkimi siłami do odbudowania stabilnej, doświadczonej i wartościowej kadry sędziowskiej w sądach rejonowych i okręgowych. Wyjściem jest system zapewniający możliwość równie cenionej i atrakcyjnej pracy na szczeblu podstawowym i pałacowym. Droga do niego na pewno nie wiedzie przez ustawiczne odbieranie sędziom podstawowych szczebli sądownictwa należytego komfortu pracy i możliwości osiągnięcia awansu materialnego na poziomach pałacowych. Zwykli sędziowie w Polsce mają nieustającą nadzieję, że zostaną stworzone warunki pozwalające im normalnie pracować, że nie będą nękani rujnującym ich spokój i warsztat pracy zwiększaniem obowiązków wynikłym z ucieczek sędziów do pałaców i do innych zawodów prawniczych, że nie będą spadać na nich dodatkowe zadania wynikające z fanaberii rodzących się w głowach urzędników w ministerstwie i sędziów pałacowych, że pożal się Boże reformatorzy zostaną wreszcie przepędzeni na cztery wiatry. Iustitia zrzesza mniej niż połowę wszystkich sędziów, ale jest najbardziej reprezentatywnym forum sędziowskim w Polsce, ponieważ, skupiając w swoich szeregach przedstawicieli wszystkich szczebli i rodzajów sądownictwa, odzwierciedla jego parytet. Iustitia jest także przez to najbardziej miarodajnym zwierciadłem nastrojów środowiska, problemów je nurtujących i wiarygodnym odbiciem istniejącego stanu rzeczy. Dlatego zarówno Iustitii, jaki i sygnalizowanego dramatycznie rozdźwięku w jej łonie nie wolno zlekceważyć. Kiełkujący już w pałacach pomysł zawiązania konkurencyjnego stowarzyszenia sędziów (pałacowych) byłby w tej scenerii scenariuszem najgorszym z możliwych. Tutaj nie chodzi o problem wewnętrzny. Doły radykalizują się wtedy, kiedy zakłócenie naturalnego porządku, ignorancja i niesprawiedliwość zaczynają przekraczać granice wyobraźni. [i]Od redakcji: autor nie jest członkiem Stowarzyszenia Sędziów Polskich Iustitia [/i] [ramka][b][link=http://blog.rp.pl/goracytemat/2009/12/22/sady-niesprawiedliwosc-w-sprawiedliwosci/]Skomentuj ten artykuł[/link] [/b][/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL