Nieruchomości

Przepisy budowlane: wojewoda torpeduje wyroki sądu administracyjnego

Sąsiedzi stacji nadawczych boją się ich negatywnego wpływu na zdrowie. Na zdjęciu: protest mieszkańców Rzeszowa przeciwko uruchomieniu nadajnika telefonii komórkowej Play
Fotorzepa, Krzysztof Lokaj klok Krzysztof Lokaj
Sejm niepotrzebnie usunął przepis umożliwiający właścicielom obronę przed umiejscowieniem w sąsiedztwie budynków i budowli niekorzystnie oddziałujących na ich nieruchomości, bo inwestorzy i tak robią, co chcą, z błogosławieństwem miejscowej władzy – pisze Izabela Lewandowska, dziennikarka „Rz”
Dowodzi tego taka oto sprawa. Na terenie jednej z podwarszawskich gmin znajduje się stacja bazowa telefonii komórkowej PKT Centertel usytuowana na działce, która została podzielona na dwie. Przed podziałem sąsiadowała z nią nieruchomość Romana Z. Od stacji bazowej telefonii komórkowej dzieli ją teraz nieruchomość powstała z podziału.
Stacja to wieża stalowa o wysokości 50 m z kontenerem na potrzeby telefonii komórkowej, przyłącza energetycznego i złącza kablowego. Roman Z. nie został powiadomiony o postępowaniu administracyjnym, w którym wydano pozwolenie na jej budowę. Gdy dowiedział się o tej decyzji, to na podstawie art. 28 [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr?id=183262]prawa budowlanego[/link] wniósł odwołanie. Przekonywał, że decyzja ta narusza jego interes prawny i materialny, że stacja będzie negatywnie oddziaływać na jego zdrowie.
Wojewoda umorzył postępowanie odwoławcze, twierdząc, że Roman Z. nie jest w nim stroną, bo jego nieruchomość nie znajduje się w obszarze oddziaływania stacji. [srodtytul]Sądy swoje, urzędnik swoje [/srodtytul] Wojewódzki Sąd Administracyjny był innego zdania i decyzję umarzającą uchylił. Zgodnie bowiem z art. 3 pkt 20 prawa budowlanego obszarem oddziaływania jest teren wyznaczony w otoczeniu obiektu budowlanego na podstawie odrębnych przepisów, wprowadzającym związane z obiektem ograniczenia w zagospodarowaniu terenu. Po zbadaniu sprawy WSA uznał, że Roman Z. jest stroną w postępowaniu w sprawie pozwolenia na budowę, bo stacja może oddziaływać na jego nieruchomość. Usytuowanie zaś stacji na działce nieprzylegającej po podziale do tej nieruchomości nie ma tu znaczenia. Wojewoda jako organ II instancji nie rozważył należycie, czy istotnie działka Romana Z. znajduje się w obszarze oddziaływania stacji. Nie zwrócił bowiem uwagi na jego argument, że ze względu na usytuowaną w pobliżu stacji sieć przewodowej linii elektroenergetycznej 220 V może spowodować zwielokrotnienie oddziaływania pól elektromagnetycznych i elektrycznych. Tego biegły w raporcie o oddziaływaniu budowy stacji na środowisko sporządzonym na potrzeby postępowania administracyjnego nie uwzględnił i uznał, że oddziaływanie to występować będzie tylko w wolnej przestrzeni niedostępnej dla ludzi. [b]Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 28 czerwca 2006 r. (OSK 936/005) zaakceptował ten werdykt i oddalił skargę kasacyjną inwestora.[/b] Jednakże do merytorycznego zbadania, czy działka Romana R. istotnie nie znajduje się w obszarze oddziaływania stacji, nigdy nie doszło. W listopadzie 2006 r. wojewoda wydaje decyzję tej samej treści i z takim samym uzasadnieniem, jak uznana przez sądy administracyjne w dwu instancjach za sprzeczną z prawem. Ponownie umarza postępowanie jako bezprzedmiotowe, uznając, że Roman Z. nie był w nim stroną, bo jego nieruchomość nie znajduje się w obszarze oddziaływania stacji. [b]Obywatel znowu wnosi skargę na tę decyzję do WSA. Werdykt wydany 12 kwietnia 2007 r. (VII SA/Wa 188/07)[/b] był taki sam jak już dwukrotnie wydane wyroki: nieruchomość leży w zasięgu oddziaływania stacji, Roman Z. jest stroną w sprawie o pozwolenie na budowę. Decyzja wojewody o umorzeniu postępowania odwoławczego została uchylona. NSA wyrokiem z 8 października 2008 r. zaakceptował ten wyrok. Sądy stwierdziły, że zapisana w art. 153 [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr;jsessionid=5326BC6410B8F2EBA7341AF1AA70B77F?id=166935]prawa o postępowaniu przed sądami administracyjnymi[/link] zasada, że wyrok sądu administracyjnego wiąże organ administracyjny, została przez wojewodę naruszona. [srodtytul]Metodą faktów dokonanych[/srodtytul] Kolejna decyzja wojewody wydana w marcu 2009 r., a więc po dość długim namyśle, była co do istoty taka sama: uchylenie zaskarżonej decyzji I instancji (starosty) i umorzenie postępowania przeprowadzonego w II instancji. Jednak tym razem wojewoda znalazł inną podstawę umorzenia i uniknięcia w ten sposób merytorycznego rozpatrzenia zarzutów i argumentów Romana Z. Uznał otóż, że merytoryczne rozpatrzenie sprawy jest bezprzedmiotowe w rozumieniu art. 105 § 1 [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr;jsessionid=9A7C0A1DE39F5EAA36497007A840440D?id=133093]kodeksu postępowania administracyjnego[/link]. W myśl tego przepisu postępowanie umarza się, jeśli z jakichkolwiek względów stało się bezprzedmiotowe. [wyimek]Prawo zakazuje działań, które by zakłócały korzystanie z nieruchomości sąsiednich ponad przeciętną miarę[/wyimek] Zdaniem wojewody powodem bezprzedmiotowości postępowania jest to, że stacja wraz z przyłączem energetycznym oraz złączem kablowym jest użytkowana od czerwca 2004 r. na postawie ostatecznej decyzji o użytkowaniu wydanej w maju 2004 r. Słowem, według wysokiego rangą urzędnika rządowej administracji wystarczy tylko konsekwentnie – wbrew prawu i faktom – odmawiać właścicielowi nieruchomości znajdującej się w obszarze oddziaływania inwestycji przymiotu strony, a potem powołać się na fakty dokonane. [srodtytul]Są też inne drogi[/srodtytul] Rzecz jasna właściciel nieruchomości złożył kolejną skargę do WSA w Warszawie i czeka na wyrok – już piąty w tej sprawie. Zapewne sąd i tym razem będzie innego zdania niż wojewoda, bo nie można tu mówić o nieodwracalnych skutkach pozwolenia na budowę. W tego rodzaju sprawach są też podstawy do wznowienia postępowania o wydanie pozwolenia na budowę, skoro osoba, która jest stroną w sprawie, nie brała w niej udziału. Jeśli tak było i jeśli istotnie oddziaływanie stacji na nieruchomości sąsiednie przekracza dopuszczalne normy, decyzja o pozwoleniu na budowę powinna być cofnięta, a stacja rozebrana. Gdyby jednak sądy administracyjne zgodziły się tym razem z wojewodą, Roman Z. mógłby bronić swego przed sądem cywilnym. Może się też oczywiście zwrócić do wojewódzkiego inspektora ochrony środowiska, do którego zadań należy m.in. prowadzenie okresowych badań poziomu pól elektromagnetycznych. Jednak sąd cywilny nie może nakazać rozbiórki wzniesionego budynku ani budowli, ale można jeszcze się bronić przed uciążliwym sąsiedztwem, powołując się przed sądem cywilnym na art. 144 [link=http://aktyprawne.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr?id=70928]kodeksu cywilnego[/link]. Przepis ten zakazuje właścicielowi nieruchomości tzw. immisji, czyli działań, które by zakłócały korzystanie z nieruchomości sąsiednich ponad przeciętną miarę wynikającą ze społeczno-gospodarczego przeznaczenia nieruchomości i stosunków miejscowych. W praktyce, także ze względu na przewlekłość postępowania cywilnego, może być to droga równie wyboista jak w postępowaniu administracyjnym. [srodtytul]Prezydent kwestionuje[/srodtytul] W ostatniej nowelizacji uchwalonej 23 kwietnia usunięto z prawa budowlanego m.in. art. 28 ust. 2 umożliwiający właścicielom obronę przed umiejscowieniem w sąsiedztwie budynków i budowli niekorzystnie oddziałujących na ich nieruchomości. Jest to ten przepis, z którego chciał skorzystać Roman Z. Jak wiadomo, prezydent RP przed podpisaniem nowelizacji zakwestionował we wniosku do Trybunału Konstytucyjnego m.in. tę wielce kontrowersyjną innowację. Miejmy nadzieję, że Trybunał zgodzi się z prezydentem i wtedy droga administracyjnoprawna, z jakiej chce skorzystać Roman Z., choć może być tak trudna jak w tej sprawie, nadal pozostanie.
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL