fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Polska armia na czas wojny z kryzysem

Marszałek Sejmu Bronisław Komorowski
Fotorzepa, Seweryn Sołtys
Czy warto rezygnować z misji wojskowych na Bliskim Wschodzie, ważnych dla gospodarczych interesów Polski? Może lepiej ograniczyć naszą obecność militarną w Afganistanie, gdzie nie mamy interesów
Ryszard Kapuściński powiedział przed laty „W tradycji europejskiej każdy wielki kryzys wyzwalał głęboką refleksję samokrytyczną. Jeżeli na taką myśl nie zdobędzie się ona dzisiaj, współczesny kryzys będzie miał długotrwałe i fatalne następstwa”. Rozwijając myśl Kapuścińskiego, musimy sobie uświadomić, że kryzys jest dla nas nie tylko zagrożeniem, lecz także szansą. Dlatego mam nadzieję, że Ministerstwo Obrony Narodowej nie będzie się jedynie ograniczać do czysto reakcyjnej polityki minimalizacji strat i niczym żona Lota trwożnie spoglądać przez ramię na płonącą Sodomę.
MON podobnie jak i całe państwo polskie potrzebuje nowej polityki działania: strategii skoku jakościowego. Początek tej ważnej rewolucji musi mieć miejsce w głowach. Podobnie skok jakościowy powinna poprzedzić radykalna, acz nieuchronna decyzja przekreślenia założeń „modelu docelowego sił zbrojnych na lata 2009-2018”. Nie ma dziś większego sensu podejmowanie prób ratowania „modelu” kosztem poświęceń, opóźnień czy redukcji zaplanowanych zmian.
W nowym myśleniu należy kierować się paradygmatem podejścia jakościowego: priorytetem winna być dla nas jakość wojska, a jego wielkość - mieć jedynie wtórne znaczenie. W praktyce oznacza to, że poprawiony wieloletni plan transformacji sił zbrojnych („Siły Zbrojne RP 2018+Plus”) powinien doprowadzić przede wszystkim do konsolidacji organizacyjnej wojska. A to oznacza przede wszystkim integrację systemu kierowania i dowodzenia oraz zmniejszenie liczebności wojska, a także jego zasobów pozaosobowych.
Główne zadania Polski polegają w tej chwili przede wszystkim na konsolidacji organizacyjnej sił zbrojnych, integracji systemu kierowania i dowodzenia, reformie wyższego szkolnictwa wojskowego, racjonalizacji strategii udziału w operacjach międzynarodowych, stabilizacji wskaźnika nakładów obronnych oraz modernizacji wojska.
[srodtytul]1. Konsolidacja organizacyjna sił zbrojnych. [/srodtytul]
Największym racjonalnym źródłem oszczędności w perspektywie dwóch, trzech lat, które jednocześnie zagwarantowałoby poprawę jakości wojska jest konsolidacja sił zbrojnych. Wojsko nie może być rozproszone w nadmiernej liczbie jednostek organizacyjnych, w znacznej mierze niezdolnych sprostać stawianym przed nimi zadaniom. Należy odrzucić założenie, jakoby mniejsza liczebnie armia zawodowa mogła zachować tę samą strukturę i organizację, jaka cechowała armię z poboru. Trzeba łączyć oddziały i związki taktyczne w formacje bardziej nasycone ludźmi i sprzętem.
W wojskach lądowych, na przykład, zamiast utrzymywać kilkanaście zdekompletowanych brygad, lepiej połączyć je w kilka brygad o wyższych stanach ukompletowania i większej zdolności samodzielnego działania, wydajniejszych szkoleniowo i operacyjnie i tańszych w utrzymaniu w przeliczeniu na jednego żołnierza. Szczególne znaczenie ma efektywność szkoleniowa, ponieważ stanowi ona podstawowy warunek profesjonalizacji sił zbrojnych. Konsolidacja organizacyjna wojska jest niewątpliwie skutecznym sposobem ekonomizacji procesów szkolenia.
Z zagadnieniem tym wiąże się potrzeba stopniowego przejścia od dotychczasowego garnizonowego rozmieszczenia sił zbrojnych do koncepcji bazowej, czyli dyslokacji wojska w dużych bazach ulokowanych w okolicy poligonów i innych dogodnych miejsc ćwiczeń. W ciągu najbliższych 10 lat liczebność polskiego garnizonu wojskowego, która obecnie wynosi około 1000 żołnierzy, nie powinna ulec zmianie. Konieczne jest podjęcie działań mających na celu redukcję liczby garnizonów i przekształcenie największych z nich w bazy całych związków taktycznych. Projekt ograniczenia liczby garnizonów ze 120 do 20 nie wyczerpuje naszych możliwości. Ważne jest jednak przedstawienie precyzyjnego kalendarza realizacji proponowanych zdań, a nie jedynie ograniczanie się do niekonkretnego planowania.
[srodtytul]2. Integracja systemu kierowania i dowodzenia siłami zbrojnymi.[/srodtytul]
Napoleon zwykł mawiać, że „armia baranów, której przewodzi lew, jest silniejsza od armii lwów prowadzonej przez barana”. Polski system kierowania i dowodzenia siłami zbrojnymi jest nadmiernie rozbudowany i zhierarchizowany w stosunku do wielkości sił zbrojnych. Konsekwencją tego stanu są nie tylko wysokie koszty, lecz także niesprawność dowodzenia i kierowania. Dlatego m.in. Program Wyborczy Platformy Obywatelskiej zakładał integrację systemu dowodzenia wokół trzech podstawowych funkcji: planowania strategicznego, dowodzenia bieżącego i dowodzenia operacyjnego.
Wychodząc z tego założenia, należałoby obecne dowództwo szczebla centralnego (Sztab Generalny, Dowództwo Operacyjne, cztery dowództwa szczebla centralnego, Inspektorat Wsparcia) zintegrować w trzy instytucje: Sztab Generalny, Połączone Dowództwo Sił Zbrojnych, Naczelne Połączone Dowództwo Operacyjne. Do prerogatyw Sztabu Generalnego należałoby planowanie i nadzór strategiczny oraz doradztwo strategiczne.
Połączone Dowództwo Sił Zbrojnych w pełni dowodziłoby całością sił zbrojnych, a Naczelne Połączone Dowództwo Operacyjne - przejmowałoby dowodzenie operacyjne wydzielonymi wojskami w czasie wojny, kryzysu i w operacjach międzynarodowych oraz podczas szkoleń operacyjnych dowództw i sztabów w czasie pokoju.
Z tego względu należy zaniechać zakładanej kosztownej idei przenoszenia dowództw centralnych z Warszawy i rozrzucania ich po innych dużych miastach. Rozproszenie dowództwa nie tylko generuje zbędne koszty, lecz także jest szkodliwe z punktu widzenia racjonalności systemu kierowania i dowodzenia siłami zbrojnymi. Tendencją światową jest zmierzanie do tworzenia dowództw zintegrowanych. Ewentualne rozrzucenie dowództwa po całej Polsce przekreśliłoby na wiele lat sens wdrażania tej idei w Polsce. Dlatego należy rozważyć możliwość koncentracji dowództwa (razem z MON) np. w oparciu (ze wzgląd na położenie i lotnisko) o twierdzę Modlin.
Konieczna jest także rezygnacja z niefortunnego zamiaru powołania jeszcze jednego centralnego organu dowodzenia w postaci szefa obrony, który miałby być w istocie głównodowodzącym siłami zbrojnymi czasu pokoju. W kontekście naszego członkostwa w NATO, to nie tylko pomysł archaiczny, ale rodzący dodatkowe i zbyteczne koszty. Nie mówiąc już o tym, że stoi on w sprzeczności z zasadą cywilnej kontroli nad siłami zbrojnymi.
W świecie mamy do czynienia z tendencją do poszerzania merytorycznego zakresu kompetencji cywilnego ministra obrony, podczas gdy w Polsce obserwowalibyśmy odwrotny fenomen: odgradzanie ministra od spraw merytorycznych przez jednego superdowódcę czasu pokoju. Zbyteczne dodawać, że grozi to ubezwłasnowolnieniem cywilnego ministra. Paradoksalnie, kryzys stwarza także szansę zracjonalizowania i rzeczywistego spłaszczenia struktury dowodzenia na szczeblach operacyjno-taktycznych. Np. w wojskach lądowych możliwe i wskazane jest zastąpienie dotychczasowych 4 dowództw dywizji i 2 dowództw korpusu 2-3 dowództwami operacyjnymi wojsk lądowych. Daje także szansę rezygnacji z zamiaru zastąpienia wojewódzkich sztabów wojskowych czterema sztabami regionalnymi.
To byłby w istocie powrót do starej praktyki czterech okręgów wojskowych pod inną nazwą. Struktura terenowa administracji wojskowej powinna być identyczna ze strukturą administracji ogólnej. To jest podstawowy warunek skutecznego wdrażania idei zintegrowanego (cywilno-wojskowego) systemu bezpieczeństwa narodowego na wszystkich poziomach struktury państwowej.
[srodtytul]3. Reforma wyższego szkolnictwa wojskowego. [/srodtytul]
„Nigdy nie pozwoliłem mojej szkole stanąć na drodze mojej edukacji” zauważył Mark Twain. Niestety, szkolnictwo wojskowe jest najbardziej zapóźnioną częścią sił zbrojnych. Przede wszystkim jest ono zbytnio rozproszone organizacyjnie, co nie wpływa pozytywnie na jakość edukacji i generuje zbędne koszty związane z niepełnym wykorzystaniem potencjału dydaktycznego poszczególnych uczelni.
Tymczasem zamiast koniecznej koncentracji i konsolidacji przewiduje się rozbudowę systemu szkolnictwa wojskowego i zwiększenie liczby akademii z trzech do pięciu. Paradoksalnie jednocześnie planuje się obniżyć wymagania wobec kadry oficerskiej do poziomu licencjata. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że należy wycofać się z obu pomysłów i przystąpić do utworzenia jednej Połączonej Akademii Wojskowej oraz nowej, ponadresortowej (pod patronatem Premiera i Prezydenta) Akademii Bezpieczeństwa Narodowego.
[srodtytul]4. Racjonalizacja strategii udziału w operacjach międzynarodowych.[/srodtytul]
Przyjęta niedawno przez rząd strategia udziału sił zbrojnych w operacjach międzynarodowych nie wytrzymała próby, na jaką wystawił ją światowy kryzys. Warto, aby praca nad nową strategią stała się także okazją do refleksji nad priorytetami zaangażowania międzynarodowego Polski. Przede wszystkim nie mogą być one mechanicznie uzależnione od rodzaju organizacji prowadzącej operację, lecz od możliwości realizacji interesów narodowych w danym regionie.
Należy rozważyć ponownie czy warto rezygnować z misji na Bliskim Wschodzie, ważnych dla gospodarczych interesów Polski oraz refundowanych ze środków ONZ. Należałoby natomiast zminimalizować obecność militarną w Afganistanie, gdzie nie mamy i nie będziemy mieli interesów narodowych, a koszty operacji ponosimy zapewne w stopniu wyższym niż w Iraku, jeżeli nawet nie w 100 %.
Racjonalizacja strategii operacyjnej wymaga włączenia Parlamentu do procesu decyzyjnego w przypadkach operacji o charakterze wojennym. W sprawach wojny kompetencje nie leżą bowiem wyłącznie w gestii władzy wykonawczej: Konstytucja RP powierza je w ograniczonym stopniu również Sejmowi. Z tego względu jest absolutnie logiczne, aby w takich sytuacjach decyzję Prezydenta i Rządu poprzedzało zajęcie stanowiska przez Sejm.
Do tej pory zawsze byłem zwolennikiem pozostawienia daleko idącej swobody decyzji władzy wykonawczej w tej sprawie. Jednak pora wyciągnąć negatywne wnioski z decyzji politycznych podejmowanych przez kolejne rządy i kolejnych prezydentów, działających na zasadzie: kto da więcej, kto więcej żołnierzy wyśle na antypody świata.
Inną drogą zracjonalizowania praktyki operacyjnej byłaby wprowadzenie zasady ustalania przez Sejm kilkuletniego budżetu operacyjnego i ustanowienie metod kontroli jego realizacji. Wymusiłoby to planowanie potrzeb i możliwości operacyjnych w dłuższej perspektywie, a także ustalenie strategicznych priorytetów operacyjnych. Byłaby to umowa polityczna głównych sił, która pełniłaby także rolę hamulca w sprawie łatwego politycznego eksploatowania trudnych decyzji.
[srodtytul]5. Stabilizacja wskaźnika nakładów obronnych oraz optymalizacja wewnętrznej struktury budżetu MON. [/srodtytul]
Fryderyk II Wielki zwykł mawiać, że „Dyplomacja bez armat jest jak muzyka bez instrumentów”. Także dziś jakościowy rozwój wojska wymaga stałego wskaźnika nakładów na siły zbrojne oraz przyjęcia odpowiedniej struktury wewnętrznej budżetu MON.
Kluczową sprawą jest oczywiście trwałość i odporność na zmiany tego wskaźnika, choć jego wysokość powinna zależeć od decyzji władz państwowych i aktualnych priorytetów polskiej polityki. Tylko przy względnej niezmienności tego wskaźnika można bowiem planować utrzymanie i rozwój potencjału obronnego w długiej perspektywie, gwarantującego racjonalne wykorzystanie nakładów ponoszonych na cele obronne.
Dodatkową kwestią jest zapewnienie optymalnej proporcji nakładów na modernizację techniczną, szkolenie wojska i nakładów na utrzymanie sił zbrojnych. Obecny budżet wymaga korekty na rzecz zwiększenia nakładów modernizacyjnych, jest bowiem niedopuszczalne, by zostały one ograniczone do najniższego poziomu dopuszczalnego prawem, czyli 20% budżetu MON. W naszych warunkach, w obliczu trwającej transformacji, konieczne jest utrzymanie tych nakładów na poziomie 1/4 - 1/3 całego budżetu. Ta wysokość gwarantowałaby ciągłość przekształceń modernizacyjnych sił zbrojnych i dołączenie do bardziej zaawansowanych sojuszników.
[srodtytul]6. Wdrażanie wyprzedzającej strategii modernizacji technicznej [/srodtytul]
Racjonalna i ekonomicznie wydajna transformacja wojska wymaga jednak także przyjęcia szerszej strategii, zwanej wyprzedzającą strategią modernizacji i zakładającą kierowanie się zasadą przeskoku generacyjnego. W praktyce oznacza ona koncentrację podczas zakupów uzbrojenia na środkach kolejnej - a nie obecnej - generacji. W kwestii systemów przeciwrakietowych, broni precyzyjnej, środków informacyjnych i robotów, Polsce nie wolno rezygnować z najnowocześniejszych rozwiązań.
W warunkach kryzysu należy ograniczyć wielkość zakupów, stosownie do rozmiarów i potrzeb zmniejszonej armii. Ograniczone zasoby zobowiązują nas do większej konsekwencji we wcielaniu w życie tej zasady, która obejmuje także praktykę przyjmowania atrakcyjnych „podarków” w postaci np. czołgów czy samolotów poprzedniej generacji.
[srodtytul]7. Redukcja etatowej wielkości sił zbrojnych.[/srodtytul]
Transformacja Wojska Polskiego, która ma oznaczać podniesienie jego jakości i przyspieszoną modernizację, wiąże się w oczywisty sposób z koniecznością ograniczenia wielkości etatowej sił zbrojnych. Obecny kryzys unaocznia tę konieczność i pomaga wręcz podjąć nieuchronne decyzje. Tutaj kłania się problem ponownie narastającego zjawiska chorej struktury kadrowej wojska. W momencie, gdy odchodziłem w 2001 roku z funkcji Ministra Obrony Narodowej w armii było 1250 pułkowników. Dzisiaj w wyniku radosnej polityki awansów trwającej przez 8 lat, pomimo znacznego obniżenia liczebności sił zbrojnych, ta liczba urosła do 1750.
Jeżeli kryzys wymusza ograniczenie nakładów obronnych o 10%, a być może nawet więcej, to wielkość wojska - szacowana według danych sprzed kryzysu - musi być zmniejszona co najmniej o 10%. W obecnej sytuacji należałoby więc przynajmniej powrócić do zasygnalizowanej swego czasu przez Premiera docelowej etatowej liczebności armii zawodowej czasu pokoju: 90 tys. oraz 30 tys. Narodowych Sił Zbrojnych.
Sytuacja kryzysu skłania do nawet bardziej ostrożnych szacunków: i być może etat pokojowy powinien wynosić 80 tys., a etat kryzysowy, obejmujący dodatkowo 20 tys. żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych, 100 tys. Etat wojenny kształtowałby się wtedy pewnie na poziomie 120-150 tys. Toteż wielkim zadaniem, które jednak może być odsunięte w czasie, jest przebudowa systemu mobilizacyjnego. O sile obronnej państwa zawsze decydowała nie tyle liczebność armii w czasie pokoju, ale zdolność do przygotowania i uruchomienia zasobów w obliczu zagrożenia wojennego. W moim przekonaniu wróci więc dyskusja nad różnymi wariantami obronnego przygotowania społeczeństwa, w tym także o jakiejś wersji obrony terytorialnej. Zmniejszenie liczebności będzie możliwe - jak już zasygnalizowano - dzięki ulepszeniu wewnętrznej struktury sił zbrojnych. Konsolidacja organizacyjna pozwoli zlikwidować część sfery administracyjnej i usługowej, której istnienie jest dziś wymuszone przez rozdrobnienie jednostek wojskowych.
Równolegle z tymi zmianami należy także zredukować pozaosobowe zasoby wojska, takie jak zbędne garnizony, infrastrukturę, sprzęt, uzbrojenie i inne składniki majątkowe. Także strukturę organizacyjno-etatową MON należy odciążyć od będących w jej składzie zakładów remontowych, przekazując je do BUMARu i Agencji Rozwoju Przemysłu. Ponadto w celu zmniejszenia wydatków osobowych w maksymalnie możliwym zakresie trzeba by w sztabach, dowództwach i instytucjach MON wprowadzić w miejsce etatów wojskowych etaty wojskowo-cywilne, na których będzie można zatrudnić na niepełne etaty rezerwistów wojskowych. Rozwiązanie to pozwoli zaoszczędzić znaczne środki finansowe.
[srodtytul]8. Wzmocnienie wywiadu i kontrwywiadu wojskowego.[/srodtytul]
Według Machiavellego „każdy musi być lisem, by wykryć pułapkę i lwem, by przerażać wilki”. Podniesienie jakości wojska oznacza konieczność inwestowania nie tylko w nowoczesne uzbrojenie i w wyszkolenie profesjonalnych żołnierzy, lecz także w sferze tzw. soft power, czyli głównie w sprawne działanie systemu wojskowego.
Sprawność ta zależy przede wszystkim od przewagi informacyjnej, dlatego jednym z priorytetów przekształcenia MON powinna być odbudowa i wzmocnienie potencjału wywiadu i kontrwywiadu wojskowego. A i tak należy zakładać wieloletni proces odbudowy wojskowych służb specjalnych po eksperymentach poprzedniego rządu.
[srodtytul]9. Wykorzystanie środków unijnych w zgodzie z celami operacyjnego przygotowania obszaru kraju.[/srodtytul]
Warto pamiętać, że inwestycje infrastrukturalne w ramach programów Unii Europejskiej ze środków pomocowych stwarzają możliwość jednoczesnej realizacji planu operacyjnego przygotowania obszaru kraju do celów obronnych bez konieczności angażowania budżetu państwa. Korzystanie z tej pomocy wymaga jednak bliższej współpracy MON z Ministrem Infrastruktury i Ministrem Rozwoju Regionalnego. Podsumowując, w obliczu kryzysu budżetowego konieczna jest nie tylko redukcja naszych zamierzeń. Kryzys powinien otworzyć drzwi do istotnej zmiany dotychczasowego programu transformacji sił zbrojnych. W jej ramach należy czynić oszczędność w zakresie organizacji wielkości i liczebności wojska, w żadnym wypadku jednak nie należy decydować się na obniżenie poziomu Sił Zbrojnych.
Marek Aureliusz namawiał, by każdą rzecz wykonywać „jakby była ostatnią w naszym życiu”. Także wychodzenie z sytuacji kryzysowej powinno być impulsem do wprowadzenia przemian, które nie będą miały charakteru doraźnego i fragmentarycznego. Koniecznym warunkiem powodzenie tej systemowej zmiany jest jednak przemiana myślenia. Przemiana skutkująca innym podejściem MON do koniecznej reformy systemu kierowania i dowodzenia siłami zbrojnymi, a w szczególności do przekształcenia Sztabu Generalnego WP z obecnego sztabo-dowództwa w organ planowania strategicznego. To Sztab Generalny WP powinien przygotować zawczasu racjonalne i optymalne koncepcje strategii operacyjnej i transformacyjnej dla decydentów państwowych, a następnie nadzorować ich realizację.
Dopóki jest dowództwem odpowiedzialnym za tę realizację oczywiście nie może tego uczynić właściwie. Polskie wojsko potrzebuje mentalnej rewolucji, aby dostrzec szansę, jaką kryzys stanowi dla Polski. Życzę więc MON-owi i Siłom Zbrojnym odwagi i determinacji nie tylko w walce o środki na modernizację, ale przede wszystkim odwagi w reformowaniu całego systemu.
[ramka]Autor jest historykiem i politykiem. W czasach PRL był działaczem demokratycznej opozycji, po 1989 roku był posłem, wiceministrem i ministrem obrony narodowej. Obecnie jest marszałkiem Sejmu, należy do Platformy Obywatelskiej [/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA