Mniejszości

Polonia i Polacy za granicą

Na zdjęciu od lewej: poseł PiS Paweł Kowal, szef działu zagranicznego „Rz” Jerzy Haszczyński, członek Zarządu Wspólnoty Polskiej Michał Dworczyk, senator PO Andrzej Person, poseł SdPL-NL Marek Borowski i redaktor „bezKresów” Piotr Kościński
Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Przewodniczący Sejmowej Komisji Łączności z Polakami za Granicą Marek Borowski (SdPl – Nowa Lewica), członek Zarządu Krajowego Stowarzyszenia Wspólnota Polska Michał Dworczyk, zastępca przewodniczącego Sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych Paweł Kowal (PiS) i przewodniczący Senackiej Komisji Spraw Emigracji i Łączności z Polakami za Granicą Andrzej Person. „Rz” reprezentowali Piotr Kościński i Jerzy Haszczyński
[b]Piotr Kościński: Na czym polegają problemy Polonii i Polaków za granicą? Co jest przyczyną, że na Białorusi trwa walka o Związek Polaków, a na przykład na Litwie o ziemię, szkoły i pisownię nazwisk?[/b]
[b]Marek Borowski:[/b] W każdym kraju mamy do czynienia z innymi problemami. Białoruś to państwo, w którym Aleksandrowi Łukaszence Polacy nie przeszkadzają. Nie ma tam nastrojów nacjonalistycznych. Władze obawiają się natomiast Związku Polaków na Białorusi jako organizacji niezależnej, samodzielnie wybierającej swoje władze. Litwa – tu mamy do czynienia z zaszłościami historycznymi i obawami Litwinów podsycanymi przez nacjonalistów. Niemcy są pragmatyczni i pomagają mniejszościom narodowym, ale wielość polskich organizacji w tym kraju powoduje, że nie ma wspólnego polonijnego frontu i władze twierdzą, że nie mają z kim rozmawiać. Wielka Brytania, Irlandia – tu dominuje imigracja zarobkowa. W latach koniunktury Polacy cieszyli się bardzo dobrą opinią, gdy jest kryzys i walka o miejsca pracy, mamy do czynienia nawet z napaściami na naszych rodaków. [b]Andrzej Person:[/b] W wielu krajach mamy do czynienia z działaniami asymilacyjnymi. Dobrym przykładem jest budowa w Solecznikach na Litwie (w mieście tym ponad 70 proc. mieszkańców to Polacy – przyp. red.) nowej szkoły litewskiej. Czy jest to postępowanie świadome i celowe? Litwini oficjalnie mówią, że nie. Ale przecież tak naprawdę jest inaczej.
[b]Michał Dworczyk:[/b] Z dyskryminacją Polaków mamy do czynienia na tych terenach, które wchodziły niegdyś w skład I i II Rzeczypospolitej. Jest tam prowadzona celowa polityka asymilacyjna, wynikająca po części z kompleksów i obaw młodych, powstałych na tych terenach państw. Ale widzę tu również winę Polski. Przez ostatnich 20 lat prowadzona była nie zawsze spójna polityka wobec Polonii i Polaków, zwłaszcza tych na Wschodzie. [b]Jerzy Haszczyński:[/b] Jest poważny problem z Kartą Polaka na Litwie. Czy kwestia wprowadzenia Karty była wcześniej konsultowana z władzami litewskimi? Czy nie dziwi wroga reakcja Litwy wobec Karty i jej posiadaczy? [b]Andrzej Person:[/b] O ile mi wiadomo, konsultacje były. Na marginesie powiem, że Karta Polaka co prawda jak na Unię Europejską to przeżytek, ale dla wielu tysięcy Polaków żyjących na Wschodzie jest czymś niesłychanie ważnym. W krajach należących do Unii Europejskiej może nie jest tak bardzo potrzebna, ale w byłych republikach radzieckich – jak najbardziej. [b]Michał Dworczyk:[/b] Były konsultacje na wielu szczeblach – zarówno MSZ, jak i parlamentów, a nawet z ówczesną opozycją. Litwini wówczas sprzeciwów nie zgłaszali. Ich dzisiejsze protesty to zasłona dymna. Podobnie jest ze sprawą pisowni polskich nazwisk, która nie jest przecież najważniejsza. Na Litwie Polacy mają o wiele więcej innych problemów. Choćby z oświatą. Tylko w dwóch (na 59) polskich rejonach polskie szkoły finansowane są przez samorząd, a litewskie – przez województwo. To przypadek szczególny w skali europejskiej. Przecież możliwości samorządów są o wiele skromniejsze niż państwa. [b]Marek Borowski:[/b] Każda mniejszość, zwłaszcza jeśli odgrywa jakąś rolę w społeczeństwie, jest dogodnym terenem dla harcowania politycznego. W Polsce mniejszość niemiecka stanowi około 1 procentu społeczeństwa, a mimo to są politycy, którzy chcieliby jej odebrać np. przywileje w prawie wyborczym. Litwa nie jest wyjątkiem. Rozmawiamy z Litwinami na najwyższych szczeblach i dochodzimy do porozumienia, ale potem wszystko zostaje po staremu. [b]Andrzej Person:[/b] Prawie 5 proc. głosów oddanych podczas ostatnich wyborów na listę Akcji Wyborczej Polaków na Litwie pokazuje, że polska społeczność w tym kraju ma jednak spory potencjał. Paweł Kowal: Przewodniczący litewskiego Sejmu Arunas Valinskas powiedział w wywiadzie dla „Rzeczpospolitej” (z 11 – 13 kwietnia 2009 r.), iż „powinno się skończyć z praktyką, że wizyta międzypaństwowa przypomina sprawdzanie ucznia przez nauczyciela, czy ten wywiązuje się ze swoich obowiązków”. Mnie ta wypowiedź oburzyła. Mamy przecież prawo upominać się o swoich rodaków, jeśli są niewłaściwie traktowani. [b]Piotr Kościński: A jak zdaniem panów powinniśmy reagować na stawianie przeszkód w działaniu polskich organizacji i w ogóle na uderzające w naszych rodaków działania asymilacyjne?[/b] [b]Paweł Kowal:[/b] Musimy naszym partnerom przypominać o problemach Polaków przy każdym spotkaniu. Oczywiście, musi istnieć jakiś limit naszej stanowczości i ostrego działania, na przykład wobec Litwinów, ale musi być i limit, jeśli chodzi o naruszanie podstawowych praw Polaków w tym kraju. Pozwolę sobie opowiedzieć pewną anegdotę. Nasz były ambasador w Wilnie Jerzy Bahr chodził do prywatnego dentysty. Po jakimś czasie poprosił o rachunek. Dostał – z nazwiskiem Bahras. Pani stomatolog upierała się, że na Litwie tak pisze się jego nazwisko. Odparł: „to pani ma kłopot, bo jakiś Bahras jest pani winien sporo pieniędzy”. Szybko napisała nowy rachunek z nazwiskiem Bahr. Może powinniśmy pójść w ślady pana ambasadora? [b]Marek Borowski:[/b] Trzeba z naszymi partnerami rozmawiać. I nie można iść na układy na zasadzie „coś za coś”, bo prawa mniejszości narodowych wynikają z konwencji międzynarodowych i nie mogą być przedmiotem targu. Jeśli chodzi o Litwę, to mamy pecha. Rządzący przed wyborami socjaldemokraci byli bardziej otwarci na współpracę z polską mniejszością. Wybory wygrali jednak konserwatyści i nastąpiło pogorszenie sytuacji. Ale oni i ich koalicjanci też nie są przesadnie radykalni. Valinskas mówił, że jednak nie wchodzi w grę odbieranie mandatów posłom do litewskiego Sejmu – posiadaczom Karty Polaka, a takie pomysły były. [b]Andrzej Person:[/b] Chcę przypomnieć, że za sprawy Polonii i Polaków za granicą szczególnie odpowiedzialny jest Senat. Tak było od 1929 r., od I Zjazdu Polonii i Polaków Świata, kiedy to pod patronatem Senatu powstał Światpol, tak jest od 20 lat, kiedy to funkcjonuje reaktywowany Senat. My stale jeździmy, rozmawiamy, przekonujemy. Choć gdy pomyślę, ile lat walczymy na Litwie o polskie nazwiska, polskie nazwy ulic i zwrot ziemi dla Polaków, to ręce opadają... [b]Michał Dworczyk:[/b] Potrzebna jest konsekwencja. I jednak czasami trzeba stosować zasadę „coś za coś”. Poprzedni premier Kirkilas zgodził się na powstanie polskiego uniwersytetu, gdy dowiedział się, że jest to warunek podpisania umowy w sprawie mostu energetycznego Polska – Litwa. Marek Borowski: Tyle że jeśli coś wymusimy, to nie ma gwarancji, że nie pojawią się jakieś nowe przeszkody. Liczba spraw jest tak duża, że może nie być czym „handlować”... Najważniejsze, by nie dać się znużyć. [i]oprac. p.k.[/i]
Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL