fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Kraj

Bilet tylko w jedną stronę

Stanisław Żelichowski przyznawał w rozmowie z „Rz”, że nie chce, by go wybrano do Parlamentu Europejskiego
Rzeczpospolita, Radek Pasterski RP Radek Pasterski
Wielu posłów kandyduje do PE tylko, by wzmocnić partyjne listy. Ryzykują utratę mandatu w Sejmie
[link=http://www.rp.pl/temat/266075.html][b]Więcej na temat eurowyborów[/b][/link]
– Wstawimy na listy znane osoby, ale po wyborach nie przyjmą mandatów. Pozwoli im to zostać w kraju, a do Brukseli pojadą ostatecznie kolejne osoby z listy – tak jeszcze niedawno mówił „Rz” jeden z polityków PSL. Tłumaczył w ten sposób strategię swej partii na czerwcowe wybory. Nie zwrócił uwagi, że jest to plan niemożliwy, bo prawo mówi inaczej.
Nie tylko politycy PSL wpadli na pomysł wzmocnienia list wyborczych znanymi posłami z parlamentu krajowego. Po długich sporach wewnątrz partii i kolejnych zmianach strategii uczyniło tak również Prawo i Sprawiedliwość. Prezes Jarosław Kaczyński wręcz polecił, by 42 posłów krajowych kandydowało do europarlamentu.
– Nie jest żadną tajemnicą, że praprzyczyną decyzji o moim wystawieniu była konieczność wzmocnienia listy – przyznaje poseł tej partii Tadeusz Cymański. Choć nie planował tego wcześniej, będzie kandydował z Pomorza. – To był nakaz chwili – tak Cymański tłumaczy decyzję o starcie. Na listy PiS trafili inni znani posłowie: Jolanta Szczypińska (też kandyduje z Pomorza), Elżbieta Jakubiak i Paweł Poncyljusz z Warszawy czy Jacek Kurski, który ma być lokomotywą PiS na Podlasiu. 
Czy posłowie starający się o mandat w PE mają świadomość, że ich kandydowanie może dla nich oznaczać otrzymanie biletu w jedną stronę?
Ewentualny wybór na europosła oznacza bowiem automatyczną utratę mandatu w polskim Sejmie. I nie ma tu nic do rzeczy, czy mandat europarlamentarzysty przyjmą, czy nie. To drugie spowoduje, że zostaną z niczym.
– Ordynacja wyborcza do Sejmu i Senatu jest jednoznaczna. Mówi wprost, że na skutek wyboru do Parlamentu Europejskiego w trakcie kadencji mandat posła w Polsce wygasa – zwraca uwagę Beata Tokaj, dyrektor Zespołu Prawnego i Organizacji Wyborów Krajowego Biura Wyborczego.
– Oczywiście, że wszyscy nasi kandydaci mają tego świadomość – zapewnia Ewa Kierzkowska, która kieruje kampanią PSL. Również Tadeusz Cymański jest przekonany, że wszyscy startujący z PiS na europosłów wiedzą, jakie konsekwencje pociąga za sobą ich kandydowanie.
Doświadczenie uczy jednak, że po elekcji zawsze znajduje się ktoś, kto swoim sukcesem jest zaskoczony i... zasmucony. Pięć lat temu, po wyborach do europarlamentu, tak właśnie się stało w przypadku ówczesnych liderów PSL. Szef stronnictwa Janusz Wojciechowski oraz wiceprezesi Zbigniew Kuźmiuk i Zdzisław Podkański byli szczerze zdziwieni zdobyciem mandatów w Brukseli. Decydowali się na kandydowanie jedynie po to, by pomóc partii w przekroczeniu 5-proc. progu wyborczego, a po wyborach okazało się, że wbrew planom muszą oddać mandaty w kraju. Wojciechowski stracił w ten sposób fotel wicemarszałka Sejmu.
Również po ostatnich wyborach samorządowych nie zabrakło przegranych zwycięzców. Przez niewiedzę aż trzech posłów zamieniło mandaty na Wiejskiej na mandaty radnych. Jeden z nich, Józef Rojek z PiS, usiłował się przed tym bronić, ale jego monity do PKW były daremne.
[i]masz pytanie, wyślij e-mail do autora
[mail=k.manys@rp.pl]k.manys@rp.pl[/mail][/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA