fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sylwetki

Obniżanie stóp w grudniu jest ryzykowne

Fotorzepa, Raf Rafał Guz
Rozmowa z Haliną Wasilewską-Trenkner, członkiem Rady Polityki Pieniężnej
[b]Gospodarka w trzecim kwartale była silna, ale są już niepokojące symptomy nadchodzącego spowolnienia. Czy to oznacza, że w czwartym kwartale spowolnienie będzie jeszcze wyraźniejsze?[/b]
Wzrost PKB w trzecim kwartale był nadal silny, w porównaniu z otaczającym nas światem, choć słabszy niż w poprzednich kwartałach. W opublikowanych przez GUS informacjach wyraźnie widać, że czynnikiem przyczyniającym się głównie do wzrostu PKB był szybki, szybszy o 1 pkt. procentowy, wzrost spożycia indywidualnego. Niepokoi natomiast bardzo niskie tempo wzrostu nakładów inwestycyjnych, szczególnie jeśli porównamy te 3, 5 proc. z 15 procentowym wzrostem w drugim kwartale. Takie ukształtowanie się tempa wzrostu nakładów inwestycyjnych można odczytać w ten sposób, że firmy ukończyły realizowane uprzednio projekty i nie podejmują obecnie nowych zadań inwestycyjnych. Jednak nie sądzę, aby w IV kwartale doszło do wyraźniejszego spowolnienia tempa wzrostu PKB, a to z dwóch powodów. Po pierwsze, w październiku wynagrodzenia nadal wzrastały w tempie bliskim 10%, a więc spożycie indywidualne nadal będzie wzrastać. Po drugie, w IV kwartale rozliczane są inwestycje prowadzone przez jednostki sektora finansów publicznych. Może się okazać, że tempo wzrostu nakładów inwestycyjnych będzie nieco wyższe. Przypuszczam zatem, że w IV kwartale tempo wzrostu PKB może być zbliżone do tego, jakie odnotowane zostało w kwartale ubiegłym. Gospodarka polska rozwija się obecnie w tempie wolniejszym, ale pamiętajmy, że w okresie 2006-2007, a także w I półroczu bieżącego roku tempo wzrostu PKB w Polsce było wysokie.
[b]A rok 2009? Rozstrzał prognoz jest ogromny, z czego to wynika Pani zdaniem?[/b]
Modele ekonometryczne nie są przystosowane do oceniania nagłych, rzadko występujących, lub zgoła wcześniej nie znanych, zdarzeń i ich projekcji w przyszłość. Za takie unikalne zdarzenia można uznać sytuacje, w których banki wstrzymują się praktycznie od pożyczania pieniędzy, wzajemnie między sobą oraz przedsiębiorstwom. Skala zmian wskaźników ekonomicznych i tempo tych zmian były niespotykane. Ogólnie wzrosła awersja do ryzyka. W takich okresach rośnie liczba prognoz radykalnych. Poza tym uważam, że międzynarodowe instytucje finansowe będą obecnie bardzo ostrożne w ocenie perspektyw koniunktury gospodarczej. Nie można również pominąć faktu, że właśnie ruszają pomocowe programy rządowe, a więc nie wszyscy są zainteresowani w sygnalizowaniu nadchodzącej poprawy. Wreszcie, w tak niepewnych czasach rośnie aktywność spekulantów, którzy próbują coś ugrać na rynkach finansowych.
[b]Ale czy wina nie leży także po stronie słabych nadzorów krajowych czy luźnej polityki FED?[/b]
FED przez wiele lat prowadził politykę podtrzymywania tempa wzrostu gospodarczego. Efektem, być może ubocznym, były ujemne realne stopy procentowe. Kredyt był tani i łatwo dostępny. Nie było skutecznego systemu zabezpieczeń przed działaniami spekulacyjnymi i nie przestrzegano norm ryzyka przy udzielaniu kredytów. W tej atmosferze zachwianie równowagi na rynkach finansowych nie było zaskoczeniem, nie przewidziano natomiast skali tego zaburzenia. Jeszcze rok temu w gospodarce neoliberalnej jakakolwiek rekomendacja dla sektora prywatnego ze strony administracji rządowej byłaby uznana za skandal. Teraz wszystkie instytucje finansowe i niektóre wielkie koncerny zwracają się o pomoc do państwa. Przydałaby się odpowiedź na pytanie, ile ma być interwencji państwa w gospodarce. Nie można zapominać, że na to wspomożenie rządy potrzebują środków- mogą je znaleźć poprzez zwiększanie długu publicznego, co w ostatecznym rachunku oznacza, że skutki kryzysu i programów wspierających spadną na barki obywateli, nie szokowo i z opóźnieniem. Moim zdaniem z tego kryzysu świat wyjdzie ze średnim tempem wzrostu gospodarczego, zmniejszonym poziomem konsumpcji i bez możliwości robienia szybkich fortun na rynkach finansowych. Zostanie powolne, systematyczne wypracowywanie bogactwa, a raczej zamożności. Czasy błyskotliwej prosperity, jaka charakteryzowała ostatnie lata, dobiegły kresu.
[b]Wygląda na to, że wyzwania stojące przed RPP są wyjątkowo trudne...[/b]
Chcemy utrzymać szanse na dalszy rozwój gospodarki w horyzoncie najbliższych lat, ale przede wszystkim realizować nasze zadanie to znaczy ograniczać inflację. Nie można stymulować gospodarki poprzez sztuczne bodźce. Nie możemy nie zauważyć, że i u nas w kraju był czas, gdy ceny nieruchomości zaczęły bardzo dynamicznie wzrastać. Przed bańką spekulacyjną na tym rynku uratowały nas tradycjonalne zachowania banków, ale i społeczeństwa.
[b]Jakie teraz powinny być decyzje RPP w kwestii stóp procentowych?[/b]
W takich czasach trzeba zachowywać się ostrożnie. W sytuacji zwiększonego ryzyka łatwo jest naruszyć istniejącą kruchą równowagę. Nie należy zbyt gwałtownie zmieniać warunków, także w polityce pieniężnej.
[b]A czym groziłoby ostre przycięcie stóp, tak jak mówią o tym niektórzy ekonomiści?[/b]
Odpowiedź na to pytanie wymaga ustalenia, czy polska inflacja jest jedynie kształtowana pod wpływem tego, co dzieje się na świecie. Owszem procesy globalne wpływają na krajowe ceny, ale w ograniczonym stopniu. Trzeba tu wspomnieć, że osłabienie się złotego powoduje, że spadające ceny ropy, czy surowców przenoszą się na nasz rynek tylko w ograniczonym stopniu. Inflacja w Polsce nadal jest wysoka. Wzrastają ciągle ceny wielu usług. Nie widać też ostrego zahamowania wzrostu płac, czy konsumpcji...
[b]Mimo to Rada obniżyła stopy procentowe w listopadzie...[/b]
RPP jest ciałem kolegialnym i daje w swych decyzjach temu wyraz. Ja uważam, że część walki z inflacją wygrywamy dzięki zmianom kursu walutowego. Każdy krok, który może doprowadzić do dalszego osłabienia naszej waluty uważam za ryzykowny. Moim zdaniem do obniżki stóp procentowych nie powinno dojść w grudniu, bo to jest miesiąc, w którym należy unikać działań mogących zakłócać znane już parametry ekonomiczne. Zmiana polityki pieniężnej w grudniu nie jest potrzebna ani budżetowi, który zamyka rachunki, ani też firmom i bankom. Polityka pieniężna automatycznie łagodnieje już od wielu miesięcy, a okres w którym będziemy mogli decydować o poziomie stóp dysponując twardszymi danymi i nową projekcją to luty-marzec 2009 r. Musimy się upewnić, że inflacja rzeczywiście słabnie, na razie inflacja utrzymuje się na poziomie ok.4%, a stopa procentowa ustalana przez NBP wynosi 5,75%. Zresztą, ciekawe ile banków po naszym cięciu stóp zareaguje obniżką oprocentowania kredytów, co miałoby faktyczne przełożenie na gospodarkę.
[b]Wierzy Pani nadal w wejście do strefy euro w 2012 roku?[/b]
W tej sprawie nic się nie zmienia – musi być zgoda polityczna. Inaczej wchodzenie do ERM2 będzie nas narażało na niepotrzebne ryzyko. Nas jako kraju nie stać na takie ryzyko, na narażanie się na ataki spekulacyjne.
[b]Czy nie lepiej przeczekać okres zawirowań na rynkach finansowych, odłożyć wejście do strefy euro o rok, czy dwa?[/b]
Jeśli odłożymy proces wchodzenia do strefy euro, to wszystkie niezbędne działania zostaną wyhamowane lub wstrzymane, a my znowu stracimy wiele czasu. Powiedzenie „teraz odkładamy ten projekt” nie ma sensu. Trzeba pracować, przygotować gospodarkę, przygotować i podjąć realizację niezbędnych reform. Wyznaczenie terminu mobilizuje. Poza tym nie wejdziemy do ERM2, jeśli władze Unii Europejskiej uznają, że nie jesteśmy do tego krokuwłaściwie przygotowani. A te 2-3 lata przy odpowiedniej determinacji wystarczą, żeby poprzez reformy pogłębić realną konwergencję ze strefą euro.
[i]Rozmawiał Mirosław Kuk[/i]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA