fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Architektura

Dokąd zmierzasz, Kazimierzu?

Władze Kazimierza Dolnego powinny chronić panoramę miasta i jego architekturę na wzór miast w Toskanii, na przykład Florencji
Rzeczpospolita, Jerzy Dudek JD Jerzy Dudek
W ulubionym przez artystów i architektów Kazimierzu Dolnym nie ma konserwatora zabytków. Dziś tylko reżim estetyczny i bardzo wyważone decyzje o nowych inwestycjach pozwolą zachować niezwykłego ducha miasta
Jedno z najpiękniejszych miast Polski żyje emocjami. Budzą je nowe inwestycje, które nie pasują do historycznego krajobrazu.
Samowole budowlane były i są. Dawniej miasteczko miało własnego konserwatora zabytków, który pilnował porządku. Po wojnie funkcję tę pełnił Karol Siciński, a później Jerzy Żurawski. Dzięki nim udało się zachować architektoniczną i kulturową tożsamość miasta wpisanego do rejestru zabytków. Od 1996 roku Kazimierz nie ma konserwatora, choć wszyscy są zgodni, że trzeba stworzyć taką funkcję.
Dziś trudno skutecznie przeciwstawić się inwestorom. Aktualnie kontrowersje budzą nowy hotel Król Kazimierz, dom budowany przy ul. Krakowskiej i willa rodziny Kuryłowiczów przy ul. Szkolnej. Nie wiadomo, co powstanie w rynku tuż obok fary, w miejscu rozebranej Esterki.
[srodtytul]Kontrowersje jeszcze przedwojenne[/srodtytul]
Nowa architektura zawsze budziła w Kazimierzu spory. Willa malarza Tadeusza Pruszkowskiego stoi na zboczu Góry Trzech Krzyży. Z rynku widać, jak wznosi się ponad farą. Konkuruje w pejzażu z basztą i ruinami zamku króla Kazimierza. Została zbudowana w 1938 roku według projektu Lecha Niemojewskiego. Jeszcze dziś są krytycy utrzymujący, że była samowolą budowlaną, która zeszpeciła pradawny krajobraz. Ale przed wojną nikt nie sprzeciwiał się inwestorowi, portreciście prezydentów Polski i marszałka Piłsudskiego. Konserwator zabytków Kazimierza Karol Siciński tak nie mógł znieść widoku tej „samowoli budowlanej”, że willę wydrapywał z dokumentalnych fotografii.
– Wybudować sobie na Górze Trzech Krzyży willę dominującą nad miastem to była megalomania. Zniszczono autentyczną panoramę Kazimierza – mówi Jerzy Żurawski. – Prof. Stanisław Lorentz już po wojnie grzmiał, że państwo powinno wykupić tę willę i ją rozebrać.
Dlaczego zatem zgodzono się na taką budowę? – Pozwolenia wydawał wówczas miejscowy burmistrz Tadeusz Ulanowski, zapatrzony w rektora ASP Pruszkowskiego – ocenia Żurawski.
[srodtytul]UFO dzisiejsze[/srodtytul]
– Dla budowli, które nie pasują do zabytkowego otoczenia, miejscowi wymyślają charakterystyczne nazwy – mówi Włodzimierz Otulak, prezes Towarzystwa Opieki nad Zabytkami (TOnZ) oddział w Kazimierzu Dolnym, producent filmowy. – Przy ulicy Krakowskiej 19 powstaje dom, który nazwano Pancernik Patiomkin, bo kojarzy się z okrętem wojennym o kilku pokładach. U góry jest okrąg, jakby wylądowało UFO, ta część może udawać mostek kapitański. Takich nazw nie wymyśli satyryk! Dom jest za wysoki w stosunku do ustaleń planu, ma ponad 15 m wysokości. Plan dopuszcza 10 m. Dzięki – między innymi – inicjatywie Towarzystwa nakazano inwestorowi rozbiórkę kamiennego płotu. Był niezgodny z pozwoleniem. Będzie też badane, czy przy wydawaniu pozwolenia nie naruszono prawa dotyczącego wysokości budynku.
– Jeśli chodzi o budzący emocje dom przy ul. Krakowskiej 19, to jako urząd konserwatorski zgłaszaliśmy wątpliwości do projektu. Komisja konserwatorska z udziałem przedstawicieli Wojewódzkiej Rady Ochrony Zabytków, SARP, władz miasta uznała, że projekt spełnia warunki planu zagospodarowania przestrzennego i wkomponowuje się w chroniony krajobraz miasta. – mówi Halina Landecka, wojewódzki konserwator zabytków w Lublinie.
– Przy akceptacji nowej architektury bazujemy na ustaleniach planów miejscowych i zebranych opiniach ekspertów architektów. Na tej podstawie wydano pozwolenie na budowę tego domu. Prace budowlane, które rozpoczęto, okazały się niezgodne z projektem. Zgłosiliśmy zastrzeżenia do nadzoru budowlanego w Puławach w 2007. Stwierdzono, że nie można wstrzymać robót na etapie stanu surowego, gdyż nie są zakończone prace nad ukształtowaniem terenu. Wydano tylko nakaz rozbiórki ogrodzenia – informuje Landecka.
[srodtytul]Kontrola społeczna[/srodtytul]
Włodzimierz Otulak uważa, że tolerowane są samowole i naigrywanie się z prawa. Na przykład od lat bezprawnie rozkopywana jest skarpa pod willą Pruszkowskiego. Choć jest to gminna działka, objęta prawną ochroną krajobrazu, władze nie interweniują. Inwestorom często brak edukacji, poczucia estetyki i przyzwoitości, kieruje nimi arogancja.– Przekonani są, że wszystko da się załatwić. Przykładów jest coraz więcej – przekonuje Otulak.
Sprzeciwiają im się zdeterminowani społecznicy, którym zależy na uratowaniu tożsamości miasta. W 2006 roku TOnZ zorganizowało konferencję naukową o zagrożonym Kazimierzu, powstała z tego książka. Zaczęto ich zapraszać na posiedzenia wojewódzkiego konserwatora zabytków. Dziennikarze nagłośnili problemy.
Od 2008 r. TOnZ ma osobowość prawną, dzięki temu może być stroną w postępowaniu administracyjnym. Towarzystwo zabiega, aby miasteczko miało własnego konserwatora zabytków. Miejscowe władze, uwzględniając interes inwestora, często powodują, że traci na tym dobro ogółu. Realizowane są przedziwne projekty, skalą i kubaturą naruszające prawo i charakter zabudowy.
– Decydenci zorientowali się, że społecznicy nie są bezbronni. Dzięki konferencji udało się zakończyć sukcesem kilkuletnią walkę o to, aby obiekt, który powstanie na miejscu Esterki, pasował do historycznego otoczenia, a nie był molochem jak hotel Król Kazimierz – dodaje Otulak.
[srodtytul]Chór wołających o konserwatora[/srodtytul]
Halina Landecka: – Bywamy w Kazimierzu kilka razy w miesiącu, ale uważam, że miasto powinno mieć własnego architekta-konserwatora, który na bieżąco pilnować będzie wszystkich spraw. Wielokrotnie o to występowałam do wojewody i władz miasta. Od 1996 roku go nie ma. Inwestorzy zwracają się z projektami do samorządu, który opracowuje założenia do planów miejscowych. Takiej woli nie było ze strony władz samorządowych, a powołanie czwartej delegatury Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków nie było możliwe. W zeszłym roku odbyły się kolejne spotkania z władzami Kazimierza w sprawie miejskiego konserwatora, ale bez skutku.
– Możliwe jest, by samorząd powołał miejskiego konserwatora zabytków – mówi burmistrz Kazimierza Dolnego Grzegorz Dunia. – W mieście nie wystarczy jednak sam konserwator, potrzebne jest biuro. Spodziewamy się nie tylko przekazania części kompetencji wojewódzkiego konserwatora zabytków, ale także odpowiednich funduszy. Podczas spotkania z ówczesnym wojewodą sygnalizowałem, w jakim stopniu mogę się włączyć do tego zadania. Nie ma pieniędzy na ten cel. Najlepszym rozwiązaniem byłoby ustanowienie w Kazimierzu delegatury wojewódzkiego konserwatora zabytków.Skoro wszyscy są zgodni, że potrzebny jest miejski konserwator zabytków, dlaczego od kilkunastu lat nie udaje się go powołać?
[ramka][b]Dlaczego chętnie przyjeżdżamy do Kazimierza?[/b]
[i]Prof. Konrad Kucza-Kuczyński architekt, właściciel domu w Kazimierzu[/i]
Tłumy turystów do Krakowa czy Florencji przyciąga duch miejsca, dobra zabytkowa architektura i urbanistyka. Tak samo jest z Kazimierzem. Niestety, jego pejzaż psuje czasem zła architektura. Położony przy wjeździe blok mieszkalny Batory z 1964 r. jest architektoniczną klęską. Do dziś nie wtopił się w zabytkową przestrzeń. Nowy hotel Król Kazimierz powinien być kilka metrów niższy. Natomiast willa Tadeusza Pruszkowskiego ma cechy (m.in. wysmukłą formę i użyty materiał), które pomogły jej wtopić się w krajobraz. Pojęcie „miejsca” do socjologii miasta wprowadził Tuan, Amerykanin chińskiego pochodzenia. To według niego „uczłowieczona przestrzeń”, wyższe wartości, tożsamość miasta. To dobre miasto, do którego ludzie lgną, którego obraz chętnie zapamiętują. Zorganizowałem ćwiczenia dla studentów architektury na temat, jak centrum pielgrzymkowe miejscowych franciszkanów wtopić w ich ogrody. Byłoby ono schowane w terenie i nie naruszało zastanego ładu krajobrazu.[/ramka]
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA