fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Miejsce Izraela jest w Unii i NATO

Rzeczpospolita
Izrael jest częścią zachodniej cywilizacji. Właściwe jest zatem, aby stał się także częścią Zachodu w sensie geopolitycznym i instytucjonalnym – twierdzi politolog
Minęło kilka tygodni od 60. rocznicy powstania Państwa Izrael. Obchody tej rocznicy miały międzynarodowy charakter i stały się okazją do pokazania sympatii, przyjaźni i uznania dla narodu izraelskiego, dla jego dokonań oraz zrozumienia dla jego potrzeby bezpieczeństwa. Bardzo dobrą kartę w tych obchodach zapisała Polska.
Ale jeśli chodzi o bezpieczeństwo, to sytuacja Izraela jest wciąż niestabilna. Pojawiają się informacje o możliwym jednostronnym uderzeniu Izraela na irańskie obiekty służące realizacji programu nuklearnego, o nieuchronnie zbliżającej się kolejnej pacyfikacji Strefy Gazy czy kolejnej odsłonie konfliktu z Hezbollahem w Libanie. Także kolejna odsłona procesu pokojowego, zainicjowana ubiegłorocznym spotkaniem w Annapolis, znalazła się w głębokim impasie.
To musi zasmucać, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że to polscy Żydzi wnieśli zasadniczy wkład w powstanie Państwa Izrael. Trzeba też pamiętać o szczególnym charakterze stosunków pomiędzy naszymi narodami oraz budzącym nadzieję ożywieniu relacji dwustronnych w ostatnich latach między Polską a Izraelem. Nakłada to na nas nie tylko rocznicowy obowiązek zainteresowania stanem stosunków Izraela ze światem zewnętrznym i jego bezpieczeństwem.
Kiedy niedawno byłem w Izraelu, miałem okazję się przekonać o tym, jak bardzo uzasadniona jest radość i satysfakcja Żydów z tego, że mogą mieszkać na swojej historycznej ziemi, oraz ze sposobu, w jaki udało im się ją zagospodarować: od wspaniałych upraw rolnych po ośrodki wytwarzania najnowocześniejszej technologii. A w międzyczasie wygrać kilka wojen z tymi, którzy chcieli zmieść ich do morza i zbudować jedyną w tym regionie świata prawdziwą demokrację, w której jest miejsce dla palestyńskich posłów w Knesecie.
To uczucie radości jest jednak stale mącone niepokojem o bezpieczeństwo państwa i jego mieszkańców. Izrael jest w stanie oblężenia. Symbolem tego oblężenia pozostaje mur. Notabene, gdy byłem w Izraelu w 2001 roku, powiedziałem moim gospodarzom, że jedynym rozwiązaniem jest budowa muru… Rok później zaczęła się jego budowa.
Istnienie i bezpieczeństwo Izraela jest stale kwestionowane przez jego sąsiadów, przez znaczną część świata arabskiego i oczywiście przez Palestyńczyków, którzy nie mogą się doczekać własnego państwa. To jeden z powodów nieustannego nękania Izraela, czy to w postaci zamachów terrorystycznych, czy też rakiet wystrzeliwanych z Gazy lub południowego Libanu.
Kolejne mapy drogowe stały się symbolem fiaska procesu pokojowego. Spotkanie w Annapolis tego nie zmieni. Zapewnianie bezpieczeństwa Izraela wiąże się z gigantycznymi nakładami na obronę (ok. 9 proc. budżetu państwa). Symbolami tego obronnego wysiłku są: mur (naszpikowany elektroniką i pilnowany przez liczne oddziały sił zbrojnych), nowoczesne lotnictwo, znakomity wywiad oraz odstraszający potencjał nuklearny, do których Izrael w jego położeniu geostrategicznym ma pełne prawo. Nie są to jednak elementy pozytywnej strategii bezpieczeństwa.
A tej właśnie wymaga bezpieczeństwo tego kraju. Do tej pory na tę strategię składały się ogromny wysiłek obronny oraz specjalne stosunki z USA. Czynią one zeń jednak forpocztę amerykańskich wpływów w regionie i tym bardziej wrogo usposabiają doń jego sąsiadów. Widać zatem wyraźnie, że te dwa filary nie wystarczają. Trzeba zatem szukać rozwiązań pozytywnych, zwłaszcza w kontekście wezwań nadzwyczajnie hołubionych w Polsce neokonserwatystów do zbombardowania Iranu. To ma być ich kolejna cudowna recepta na bezpieczeństwo Izraela. Wcześniej twierdzili, że wystarczy obalić Saddama.
Takich opinii nie warto słuchać, a ich autorzy raczej powinni posypać głowę popiołem, niż podżegać do następnej wojny w regionie. Jej katastrofalne następstwa łatwo sobie wyobrazić. Zagrożeniem dla Izraela nie są irańskie rakiety, którymi spin doktorzy próbują także nas straszyć – choć oczywiście lepiej, aby ich nie było.
Trzeba widzieć różnicę między haniebną retoryką irańskiego prezydenta a możliwościami Teheranu i realną sytuacją strategiczną wokół Iranu. Iran nie popełni samobójstwa. Zagrożeniem jest natomiast popierany przez Teheran Hezbollah, czyli wracamy do sąsiedztwa Izraela.
Szersze, stabilne i na zawsze rozwiązanie problemu bezpieczeństwa Izraela musi polegać na wprowadzeniu tego kraju do zachodnich, wielostronnych instytucji bezpieczeństwa – NATO i UE. Izrael jest częścią, a nawet początkiem zachodniej cywilizacji. Dotyczy to zwłaszcza Europy. Jest zatem rzeczą jak najbardziej właściwą, aby stał się także częścią Zachodu w sensie geopolitycznym i instytucjonalnym.
Dla bezpieczeństwa Izraela, nie mówiąc już o innych względach, będzie to mieć nieocenione konsekwencje. Przede wszystkim dla świata arabskiego będzie to sygnał, że trzeba się nieodwołalnie pogodzić z faktem istnienia Izraela i ułożyć z nim pokojowe stosunki. Dla samego Izraela zaś, że można zrezygnować z czegoś, co w tej chwili jest swoistym zastawem – atutem w ewentualnym, ostatecznym uregulowaniu jego sytuacji bezpieczeństwa. Chodzi m.in. o jakąś część wzgórz Golan (choć szkoda tych wspaniałych winnic i wytwarzanego tam znakomitego wina) czy osiedla na Zachodnim Brzegu. A zatem to, co jest w tej chwili źródłem niezgody, może się stać jednym ze środków budowania pokoju.
Warto patrzeć przyszłościowo i wiedzieć, że o ile możliwości Unii Europejskiej w sferze bezpieczeństwa i obrony będą rosnąć, o tyle ze względu na zmianę sytuacji geostrategicznej Ameryka będzie mieć coraz bardziej skrępowane ręce wzrostem potęgi Azji. Irackie doświadczenie aż nadto dobitnie pokazuje zawodność prób jednostronnych i militarnych rozstrzygnięć w tej dziedzinie. Przyszłość bezpieczeństwa państw i regionów należy do rozwiązań wielostronnych.
Członkostwo Izraela w UE i NATO to proces niełatwy, także zresztą dla samych Izraelczyków, którzy tych rzeczy do końca jeszcze nie przemyśleli i dzisiaj niekoniecznie uważają, (przynajmniej ich znacząca część), że warto pójść w tym kierunku. Myślę jednak, że jest to realne w ciągu najbliższych dziesięciu lat.
Wstąpienie Izraela do Unii byłoby pewnie łatwiejsze niż do NATO. Izrael spełnia znakomicie kryteria członkostwa, a obciążenia geopolityczne nie mają tu znaczenia (vide Cypr). Co się tyczy NATO, to pierwsze stałe kontakty sojuszu z Izraelem zostały już nawiązane. Przygotowywany jest indywidualny program współpracy NATO – Izrael. Od początku powinien on być pomyślany jako program prowadzący do członkostwa Izraela w sojuszu. Trzeba do tego przekonywać państwa członkowskie. Konieczne jest zatem przystąpienie do opracowania strategii wchodzenia Izraela do obu tych organizacji. Równolegle należałoby zaoferować pewne formy współpracy i pomocy dla jego sąsiadów, aby rozumieli, że ten proces nie jest wymierzony przeciwko nim, tylko na rzecz trwałego pokoju w regionie.
Powyższy scenariusz może stanowić atrakcyjne wyzwanie także dla polskiej dyplomacji. Ze względów cywilizacyjnych i moralno-historycznych zarówno Polska, jak i inne narody Europy mają pewien obowiązek wobec narodu żydowskiego. Bardzo dobre stosunki dwustronne pomiędzy naszymi krajami mogłyby być jedną z osi tego procesu. Jeśli się uda, żydowskie pozdrowienie shalom może nabrać na ziemi Izraela i Chrystusa pełniejszego sensu. Może już przy okazji kolejnej okrągłej rocznicy.
Autor jest kierownikiem Zakładu Studiów Strategicznych Uniwersytetu Warszawskiego, a także doradcą ministra obrony narodowej
Specjalne stosunki Izraela z USA czynią z tego kraju forpocztę amerykańskich wpływów w regionie i tym bardziej wrogo usposabiają doń jego sąsiadów
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA