fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Dmowski ofiarą obślizgłych kremlofilów

Filip Memches
Fotorzepa, Waldemar Kompała
Jeszcze ćwierć wieku temu Narodowa Demokracja mogła się kojarzyć z prehistoryczną formacją dowodzoną przez Romana Dmowskiego, która odeszła w bezpowrotną przeszłość wraz z nadejściem w Polsce rządów komunistycznych.
Wątpliwości w tej sprawie mogła nasuwać aktywność kolaborujących z władzą ludową stowarzyszeń katolickich. W warunkach PRL stanowiły one polityczną niszę i może dlatego pozwolono im podtrzymywać po cichu dziedzictwo endecji. Zgrzebni działacze tych organizacji w swoisty sposób reinterpretowali myśl Dmowskiego: skoro ów mąż stanu miał opinię polityka prorosyjskiego i antyniemieckiego, to – wnioskowali – udało się zrealizować jego program, zawiązując wiekuistą „przyjaźń polsko-radziecką" przeciw „rewanżystom" z RFN.
Znamienne, że podobnie geopolityczną sytuację PRL postrzegał mieszkający na londyńskiej emigracji nestor Narodowej Demokracji Jędrzej Giertych (dziadek Romana). Opozycja solidarnościowa była dla niego niemal rezultatem żydowsko-masońskiego spisku, a w ZSRR upatrywał trwałego sojusznika Polski.
Oczywiście nie zapominajmy o kontekście tej sytuacji. Endecja była jednak oficjalnie obrzydzana jako polska wersja faszyzmu. Przekaz ten wzmacniały polonofobiczne przestrogi przed recydywą nadwiślańskiego nacjonalizmu, które formułował lewicowo-liberalny nurt w łonie „Solidarności".
Oczywiście po roku 1989 ten matrix miał szansę się skończyć. Dzieła Dmowskiego i innych autorytetów Narodowej Demokracji wyszły z drugiego obiegu i zaczęły być powszechnie dostępne.
Wydany niedawno opasły tom materiałów źródłowych dotyczących przywódcy endecji to wznowienie opublikowanej kilkadziesiąt lat temu przez Instytut Romana Dmowskiego w Ameryce książki autorstwa Józefa Zielińskiego (ukrywającego się pod pseudonimem Mariusz Kułakowski). Przede wszystkim mamy tu listy współtwórcy polskiej niepodległości oraz wspomnienia o nim. Wyłania się z tego portret polityka mającego świadomość zmian, które przyniosło wejście na arenę dziejów demokracji masowej i nowoczesnych, egalitaryzujących się społeczeństw.
Dmowski w jednym z listów do Stanisława Kozickiego jako swojego mistrza wskazywał Niccolò Machiavellego. Wyjaśniał: „Polityka (...) zawsze była, i zdaje się, zawsze pozostanie wiedzą ezoteryczną, dla szerokich mas niedostępną. (...) Trzeba sobie tylko stworzyć zastęp ludzi posiadających tę wiedzę i z nimi wypracować sposoby prowadzenia reszty. Nie mówię, żeby tej reszty nie kształcić na pewien stopień, ale nie trzeba marzyć, że wszystko jej można podać i że we wszystkim nas zrozumie. Do tego trzeba nie tylko kwalifikacji umysłowych, ale i moralnych, i jedne, i drugie tylko szczupła garść ludzi w każdym narodzie posiada".
Ktoś mógłby się na takie słowa obruszyć: jak to, ojciec polskiego nacjonalizmu tak naprawdę gardził większością swoich rodaków, bo uważał ją za ciemny lud? Nie – powinna brzmieć odpowiedź – był po prostu bezwzględnym realistą (realizm to zresztą koronny argument jego entuzjastów, nawet gdy bujają oni wysoko w obłokach). Obecne czasy zdają się przyznawać mu rację, bo dziś jego koncepcje są wulgaryzowane. Za swojego patrona biorą go obślizgli kremlofile, kibicujący Moskwie w jej próbie podporządkowania sobie Kijowa, i tropiący zło na „zgniłym" Zachodzie.
A przecież Dmowski był względem Rosji pozbawiony wszelkich sentymentów. W brulionie memoriału Komitetu Narodowego Polskiego do rządów ententy (napisanego przypuszczalnie późną wiosną 1918 roku) oświadczał: „Rosja wywierała w Polsce ucisk brutalny, (...) jej polityka w przeciwstawieniu do niemieckiej, systematycznej i planowej, miała charakter nierozumnej prowokacji, jakby umyślnie obrażającej uczucia narodowe Polaków; skutkiem niższości cywilizacyjnej rządzących, rządy rosyjskie obniżały poziom cywilizacyjny Polski, tamując wszelki postęp".
W koncepcjach Dmowskiego są jednak i takie aspekty, które zupełnie nie przystają do dzisiejszego świata. Tak jest w przypadku cechującego przywódcę Narodowej Demokracji ewidentnego antysemityzmu. Przesłanką antysemickich obsesji Dmowskiego była między innymi prawdziwa rywalizacja ekonomiczna żywiołu polskiego z żydowskim, wpierw w zaborze rosyjskim, a potem w II RP. Obecnie to jednak pieśń przeszłości.
Dlatego to, co w dorobku guru endecji jest oderwane od bieżącej rzeczywistości, właściwie nie znajduje znaczącego oddźwięku wśród dzisiejszych Polaków. Tak jest w przypadku antysemityzmu, który nie przekłada się na codzienne doświadczenia społeczeństwa polskiego i przy okazji trąci obciachem. Inaczej rzecz się ma z chłodną, pozbawioną złudzeń oceną położenia Polski między Niemcami a Rosją, a więc z tym, w czym Dmowski bywał mistrzem. Tyle że brakuje polityków, którzy z takiej oceny potrafiliby wyciągać praktyczne konsekwencje.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA