fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Putin przegra

Herman Van Rompuy, Władimir Putin, Jose Manuel Barosso
AFP, John Thys John Thys
Polska polityka powinna być prorosyjska, to znaczy otwarta ?na udział Rosji w obszarze transatlantyckim. Pod warunkiem przyjęcia przez Moskwę wspólnych standardów – pisze europoseł PO.
Konflikt ukraiński zdominowały ostatnio informacje o pozorowanym wycofywaniu wojsk Putina znad granicy oraz dywagacje o „powtórce z historii". Jednak prezydent Putin opuścił lekcje z klasyka swojej młodości. To Marks przecież utrzymywał, że historia lubi się powtarzać, ale kolejnym razem jako farsa. Rosyjskie podboje militarne, „odzyskanie" Krymu z mitycznym Sewastopolem i wspieranie pełzającej destabilizacji Ukrainy to farsa zwycięstwa. Widowiskowy materiał na „paradę zwycięstwa" do budowania wizerunku na potrzeby wewnętrznego audytorium. Oznacza jednak porażkę w realnej walce o wpływy, których dzisiaj nie zdobywa się na drodze agresji militarnej.

Prawdziwe intencje

Z czego wynika moje przekonanie o klęsce Kremla w perspektywie długofalowej?
W przeszłości agresja była skutecznym narzędziem zdobywania nowych rynków zbytu albo niedostępnych zasobów. Globalizacja zweryfikowała tę regułę. Dzisiaj przewagę uzyskuje się poprzez ustanawianie i upowszechnianie standardów regulujących gospodarkę światową. Chodzi np. o standardy bezpieczeństwa pasażerów i emisji spalin samochodów, standardy jakości żywności czy te, które regulują funkcjonowanie instytucji i rynków finansowych.
UE i USA negocjują dziś umowę o partnerstwie w zakresie handlu i inwestycji. Ma ona obniżyć cła, ale przede wszystkim doprowadzić do uzyskania jedności stosowanych po obu stronach Atlantyku standardów. Umożliwi to stworzenie wspólnego rynku wytwarzającego połowę globalnego PKB i odpowiedzialnego za 1/3 światowego handlu. Gigantyczna siła zakupowa takiego rynku spowoduje konieczność dostosowania się do obowiązujących tam standardów przez kraje trzecie. Wpłynie to także na ich sytuację wewnętrzną. Zjednoczone gospodarczo Ameryka i Europa będą chciały przecież, aby importowane towary były wytwarzane w godny sposób, przy minimalnych standardach zatrudnienia i socjalnych dla pracowników.
Podważając skutecznie porządek międzynarodowy w relacjach z Ukrainą, Putin nie ma wystarczającej siły gospodarczej, aby zaproponować alternatywę. Z tej perspektywy zdobycie Krymu czy nawet hipotetyczne przyłączenie części wschodnich terytoriów Ukrainy nie jest zatem zyskiem Rosji, ale obciążającym ją kosztem.
W tym kontekście obecną politykę Moskwy można – wbrew pozorom – odczytywać jako dowód efektywności polskiej i unijnej polityki wobec Ukrainy (i szerzej – całego obszaru Partnerstwa Wschodniego). Oznacza to, że w ocenie Moskwy mogła ona doprowadzić do pożądanego przez nas stanu, to jest do przejęcia przez kraje poradzieckie standardów zachodnich.
Po pierwsze, Putin, eskalując konflikt ukraiński, ukazał swoje prawdziwe intencje, które my, Polacy, demaskowaliśmy od dawna. Nawet najwięksi sympatycy Putina muszą się zmierzyć z kłamstwami i cynizmem prezydenta Rosji. Jego długofalowym celem jest powstrzymanie rozszerzenia europejskich standardów na Wschód i dezintegracja Unii Europejskiej. Ukraina jest jedynie poligonem i środkiem do osiągnięcia tego celu.
Przy okazji w perspektywie krótkoterminowej Putin pragnie zdławić widmo modernizacji i demokratyzacji w sąsiedzkim kraju, bliskim Rosji pod względem kulturowym i cywilizacyjnym. Chodzi o to, żeby „zaraza" oddolnej inicjatywy politycznej i demokratyzacji życia nie przedostała się poza granice Ukrainy.

Wspólne cele

W najbliższym czasie Putin postara się zrobić wszystko, aby Ukraina pozostała krajem uwikłanym w rozwiązywanie konfliktów wewnętrznych, niezdolnym do wyraźnego określenia modernizacyjnej polityki wewnętrznej czy zagranicznej. Sposoby są drugorzędne, najważniejszy jest cel – stworzenie podłoża dla trwałej destabilizacji. Ale swoją polityką Putin wspiera jedynie wybór na prezydenta Ukrainy Piotra Poroszenki, którego proeuropejskie poglądy znam doskonale. Ma on wszelkie predyspozycje do zbudowania zgody narodowej, jako oligarcha związany z dawnym obozem władzy, a także osoba ciesząca się dzisiaj zaufaniem Majdanu. Słodkie wyroby jego fabryk stały się w pewnym momencie symbolem ukraińskiej idei narodowej.
Po drugie, Putin inwazją na Ukrainę przełamuje wzajemną nieufność między USA i UE, którą udało mu się wzbudzić po prowokacji ze Snowdenem. Jako wiceprzewodniczący Komisji Handlu Międzynarodowego PE i członek grupy monitorującej negocjacje w sprawie umowy transatlantyckiej dostrzegam ich przyspieszenie właśnie pod wpływem agresywnej polityki Kremla. Dlatego na pytanie, w jaki sposób możemy się zabezpieczyć przed naciskiem Rosji, odpowiadam: naszą odpowiedzią powinien być połączony transatlantycki rynek, o wspólnych standardach, do których będzie musiała się dostosować Moskwa. Tego najbardziej obawia się Putin i dlatego we wpisach rosyjskich trolli przygotowywanych dla polskiego odbiorcy jest tyle nienawiści i podżegania przeciwko USA.
Rosja stała się państwem autorytarnym, bo tylko tak Putin może zdławić rozwój niezależnej przedsiębiorczości – gwarantując monopol sobie i swoim oligarchom. Dbając o swoje interesy, spycha na margines Rosję, odsuwając jedynie w czasie wybuch gniewu społecznego. Zwycięstwem krymskim i kultem bohaterów II wojny światowej nie da się długo łatać dziurawego budżetu i zatrzymać osuwania się kraju na peryferie gospodarcze.
Kreml ma dwie opcje. Z jednej strony może rozwijać kraj, dostosowując go do standardów rynku transatlantyckiego. Oznacza to otwarcie na nowe prądy i idee, oparcie gospodarki na małych i średnich firmach i silniejsze powiązania w ramach globalnego łańcucha dostaw. Wymuszać to będzie zmiany polityczne, z innowacyjnością mamy bowiem do czynienia tylko w krajach otwartych i przewidywalnych, co oznacza otwarcie drogi od autokratyzmu ku demokracji. Zmiany zewnętrzne będą wpływały na politykę zagraniczną, czyniąc ją bardziej pokojową i przewidywalną.
Z drugiej strony kontynuowanie putinowskiej „suwerennej demokracji" oznaczać będzie dalszą marginalizację Rosji i jej stopniowe ubożenie, a w konsekwencji narastanie konfliktów wewnętrznych prowadzące do zaostrzenia dyktatorskich rządów. Tyle że w przypadku powstania wielkiego rynku transatlantyckiego możliwości ekspansji Rosji będą ograniczone. Dziś USA i Europę łączą wspólne cele geopolityczne.
Gdy wynegocjujemy TTIP (porozumienie o wolnym handlu pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Unią Europejską), rozszerzymy znacznie naszą wspólnotę gospodarczą. To zwiększy siłę oddziaływania politycznego UE–USA we wschodniej Europie i umożliwi skuteczniejsze oddziaływanie gospodarcze na Rosję. Amerykanie bardziej zaangażowani we współpracę z Europą będą mieli też więcej motywacji do militarnej współpracy z nią w celu ochrony wspólnych interesów. Także polityka polska uzyska większe możliwości wpływu na kształtowanie wspólnego, transatlantyckiego podejścia do Rosji. Będzie miała także silniejszą osłonę przeciw potencjalnie odwetowym działaniom Kremla.
Dlatego zamiast bezsensownie narzekać na impotencję Unii, zastanawiać się, czy aby dobrze robimy jako Polska, angażując się w konflikt rosyjsko-ukraiński, powinniśmy zrobić uczciwy bilans osiągnięć i rozpocząć debatę nad tym, jak w tych konkretnych warunkach, które mamy, kontynuować wciąganie Ukrainy (i innych państw poradzieckich) do bliższej współpracy z powstającym transatlantyckim ośrodkiem tworzącym międzynarodowe standardy.

Odwrócić tendencję

Docelowo musimy myśleć także o Rosji. Nikomu z nas nie powinno zależeć na powstaniu nowych, trwałych linii podziału w Europie. Nasza polityka powinna być prorosyjska, to znaczy otwarta na udział Rosji w obszarze transatlantyckim pod warunkiem przyjęcia wspólnych standardów. Ale też antykremlowska, tzn. wspierająca jej sąsiadów chcących powiązania systemowego z Europą, a w przyszłości z Ameryką.
Rosja jak dotąd nigdy nie uprawiała w stosunkach z Zachodem czystego biznesu, zawsze był on zabarwiony polityką. Czas na odwrócenie tej tendencji: poprzez transatlantycką wspólnotę gospodarczą mamy szansę na zmianę Rosji w bardziej demokratyczny i otwarty kraj. I nie wierzę, że Rosja jest po prostu skazana na autorytaryzm, tak jak Ukraina na przynależność do rosyjskiej strefy wpływów.
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA