fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Mińsk unika rozliczania sowieckich katów

Rządzący od prawie ćwierćwiecza prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenko obchodził setną rocznicę powstania Komsomołu
AFP
Białoruska inteligencja wspomina ofiary represji stalinowskich w Kuropatach, Łukaszenko świętuje 100-lecie Komsomołu.

Historycy szacują, że w nocy z 29 na 30 października w 1937 roku NKWD rozstrzelało ponad stu przedstawicieli białoruskiej inteligencji, wśród ofiar było wielu literatów, naukowców oraz działaczy niepodległościowych. Wiersze zamordowanych wtedy poetów zabrzmiały w nocy z poniedziałku na wtorek w uroczysku Kuropaty pod Mińskiem, gdzie zebrało się kilkudziesięciu Białorusinów, by uczcić pamięć ofiar represji stalinowskich. Zabrzmiały z ust m.in. znanych współczesnych poetów, historyków, naukowców, dziennikarzy oraz działaczy białoruskiej opozycji demokratycznej. W tym samym czasie garstka odważnych Białorusinów upamiętniała ofiary represji, stojąc w milczeniu ze zniczami pod budynkiem, który mieszkańcy stolicy do dzisiaj omijają szerokim łukiem – główną siedzibą Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego (KGB). W tym roku odbyło się bez zatrzymań i aresztów.

Rządzący od prawie ćwierćwiecza prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenko obchodził z kolei 100. rocznicę powstania Komsomołu. Z tej okazji spotkał się z najaktywniejszymi działaczami swojej młodzieżówki – Białoruskiego Republikańskiego Związku Młodzieży, który kontynuuje tradycje młodzieżówki Komunistycznej Partii Związku Radzieckiego. Łukaszenko nawet wyciągnął swoją legitymację komsomolca i stwierdził, że na Białorusi „nie wyrzuca się tego, co było dobre w naszej historii".

Przeczytaj też: "Pedałów do rezerwatów". Sikorski wspomina spotkanie z Łukaszenką

Odkąd rządzi, niechętnie jednak mówi o tej drugiej stronie radzieckiej historii Białorusi. Represje stalinowskie dla Łukaszenki są tematem tabu, niespecjalnie wspominają o nich rządowe gazety i prawie nie mówi telewizja państwowa. Władze w Mińsku nigdy nie przeprowadziły żadnych uroczystości, podczas których uczczono by pamięć represjonowanych. Na terenie dzisiejszej Białorusi było ich setki tysięcy. Jedynie w Kuropatach, jak szacuje brytyjski historyk Norman Davies, może spoczywać nawet ćwierć miliona ludzi. Historycy wymieniają co najmniej 11 białoruskich miejscowości, gdzie NKWD dokonywało mordów. Do dzisiaj wielu ofiar reżimu Stalina nie rehabilitowano i wciąż są uważane za „wrogów ojczyzny". Dotyczy to wielu rozstrzelanych działaczy białoruskiego podziemia antysowieckiego.

– Białoruskie społeczeństwo jest bardzo podzielone. Nie ma jednej kultury pamięci. Jedni obchodzą komunistyczne rocznice, inni wspominają ofiary komunizmu. By dojść do jakiegoś porozumienia, rozpocząć dyskusję i rozliczać historię, państwo musi być demokratyczne, muszą działać demokratyczne instytucje. Białorusi to nie dotyczy – mówi „Rzeczpospolitej" Waler Karbalewicz, znany białoruski politolog.

Po raz pierwszy w historii Białorusi pod rządami Łukaszenki dyskusję na temat represji rozpoczął w ubiegłym roku były już redaktor dziennika „Sowiecka Białoruś" Paweł Jakubowicz. Wtedy wiceszef białoruskiego KGB oświadczył nawet, że w latach 1920–1950 na terenie Białoruskiej SRR represjonowano ponad 235 tys. ludzi. Na tym dyskusja się zakończyła, a białoruskie KGB stwierdziło, że nie posiada informacji na temat miejsc ewentualnych pochówków ofiar represji. Od lat władze w Mińsku twierdzą też, że nie mają tzw. białoruskiej listy katyńskiej.

Na polecenie Łukaszenki w Kuropatach niebawem pojawi się pomnik, nie ma jednak mowy o ekshumacjach. – Pomnik to dobrze, ale potrzebne są poważne badania archeologiczne, których nigdy nie było. Najlepiej wspólne z Polską, ponieważ leżą tam również Polacy – mówi „Rzeczpospolitej" białoruski historyk Ihar Melnikau. – Wystarczy tam wbić szpadel i spod ziemi wyłażą łuski broni NKWD – dodaje.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA