fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

ZUS

Senat: wyższe składki ZUS później o rok

123RF
Pracodawcy i związkowcy przekonali senatorów do odroczenia o rok podwyżki kosztów zatrudnienia.

Przedstawiciele organizacji pracodawców i związków zawodowych mieli w poniedziałek kolejną okazję do starcia z rządem w sprawie podwyżki kwoty składek płaconych przez przedsiębiorców od wynagrodzeń osób z najwyższymi pensjami. Przypomnijmy, że w myśl uchwalonego już przez Sejm, a przedstawionego na przełomie października i listopada projektu zniknąć ma limit, powyżej którego najlepiej wynagradzane osoby nie muszą płacić składek. Po zniesieniu limitu pracodawcy mają przelać do ZUS 7,4 mld zł więcej składek, z czego prawie 4 mld zł z własnej kieszeni.

Wniosek o odrzucenie

Przedstawiciele biznesu praktycznie jednogłośnie apelowali do senatorów o odrzucenie ustawy, co dałoby partnerom społecznym czas na przeprowadzenie właściwych konsultacji społecznych. Tłumaczyli, że zabrakło ich podczas prac nad projektem. Pracodawcy dowiedzieli się bowiem o planach rządu dosłownie na kilka dni przed skierowaniem projektu do Sejmu. Nie mieli więc możliwości zgłoszenia swoich uwag w czasie konsultacji społecznych, a postulaty i argumenty zgłoszone w Sejmie nie zostały uwzględnione i projekt został uchwalony dziesięć dni temu.

– Z naszych szacunków wynika, że 350 tys. osób zatrudnionych na etatach z najwyższymi zarobkami, które będą teraz płaciły więcej składek, to jedynie 20 proc. osób, które mają w Polsce zarobki powyżej 10 tys. zł – tłumaczyła Jolanta Jaworska, wiceprezes Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych (ABSL). – Te osoby i tak już teraz płacą kilkakrotnie wyższe podatki i składki od innych pracowników. Podwyższenie kosztów ich zatrudnienia spowoduje przenoszenie za granicę projektów, którymi obecnie się zajmują.

Z wypowiedzi ekspertów wynika, że po zmianach możliwe są zwolnienia pracowników, ale nie tych z najwyższymi zarobkami. Ci ze względu na swoje wysokie kwalifikacje są bardzo potrzebni w firmach, które zdecydowały się często na ściągnięcie ich do siebie w zamian za wysokie zarobki. Zwolnienia dotkną pracowników zatrudnionych na niższych stanowiskach, których łatwiej zredukować bez szkody dla bieżącej działalności firmy.

Wysokie koszty zmian

Po raz kolejny w Senacie pojawił się także argument, że wysokie składki płacone przez najlepiej opłacanych pracowników, w tym prezesów spółek, dadzą im prawo do wysokich świadczeń w przyszłości.

– W perspektywie kolejnych lat może się okazać, że ta nowelizacja przyniesie skutki odwrotne do zamierzonych, i to najbogatsi emeryci będą subsydiowani przez najbiedniejszych – tłumaczył Łukasz Kozłowski, ekspert Pracodawców RP. – Bogaci żyją statystycznie dłużej i przez to uzyskają z ZUS stosunkowo wyższe świadczenia. Rząd powinien się liczyć też z tym, że nawet po przedwczesnej śmierci takiej osoby prawo do świadczenia po nim przejmie wdowa, która dostanie wysoką rentę rodzinną.

Pomysł na zwiększenie przychodów ZUS wzbudził ogromne oburzenie nie tylko pracodawców, ale także NSZZ „Solidarność".

– Obowiązek opłacania wysokich składek przełoży się na bardzo wysokie świadczenia emerytalne, które w wyniku corocznej waloryzacji procentowej będą rosły nieporównywalnie więcej od najniższych świadczeń emerytalnych – tłumaczyła senatorom Barbara Surdykowska, ekspert NSZZ Solidarność. – Tymczasem rząd gdzie indziej powinien szukać składek. Od lat proponujemy ozusowanie zleceń i umów o dzieło, a także kumulowanie różnych tytułów do ubezpieczeń. Zasada solidarności społecznej wymaga, aby różne tytuły do ubezpieczenia były podobnie obciążone obowiązkiem płacenia składek. A tak obecnie nie jest.

Odroczenie o rok

Jan Rulewski i Mieczysław Augustyn, senatorowie PO zasiadający w Komisji Rodziny, Polityki Senioralnej i Społecznej, złożyli wniosek o odrzucenie ustawy. Z kolei senator Stanisław Kogut zgłosił poprawkę odraczającą wejścia w życie nowelizacji o rok.

Marcin Zieleniecki, wiceminister rodziny, przekonywał senatorów, że nie powinni odrzucać tej nowelizacji.

Ostatecznie senatorowie przegłosowali poprawkę senatora PiS Stanisława Koguta, by nowe przepisy weszły w życie o rok później, czyli od 1 stycznia 2019 r.

– Tylko jaka jest gwarancja, że rząd zechce podjąć w tym czasie dyskusję nad zmianami nowelizacji? – spytał senator Augustyn.

Odpowiedzi nie usłyszał.

Opinia dla „Rzeczpospolitej"

Robert Lisicki, dyrektor Departamentu Pracy, Dialogu i Spraw Społecznych w Konfederacji Lewiatan

Zadziwiające jest tempo prac nad projektem zwiększającym obciążenia pracodawców, skoro sam wicepremier Mateusz Morawiecki w publicznej wypowiedzi stwierdził, że ten projekt nie ma charakteru fiskalnego. Upór rządu dziwi tym bardziej, że zmierza do uchwalenia tych przepisów pomimo ogromnego sprzeciwu organizacji pracodawców i związków zawodowych. Najlepszym rozwiązaniem byłoby odrzucenie projektu i podjęcie rozmów z rządem o zmianach w systemie ubezpieczeń społecznych oraz wyznaczeniu kierunków, w których powinny one zmierzać. Tymczasem odroczenie wejścia w życie tej nowelizacji o rok nie daje żadnej gwarancji, że rząd podejmie takie rozmowy w tym czasie i będzie możliwa zmiana tej co najmniej kontrowersyjnej nowelizacji.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA