fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady

Zmiany w ukraińskiej polityce gospodarczej poznamy jesienią

materiały prasowe
Warto szukać wspólnych interesów w sektorze rolno-spożywczym, całkowicie nowym sektorem jest rynek usług komunalnych – mówi Jacek Piechota, prezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej i były minister gospodarki.

Prezydent elekt Wołodymyr Zełenski to na razie same niewiadome: jego kampania była ogólnikowa, nie przedstawił planu reform. Jakich zmian oczekuje ukraiński biznes?

Skrzętnie szukaliśmy wszystkiego, co mogłoby dotyczyć sfery gospodarczej i faktycznie, to wciąż spora niewiadoma. Prezydent elekt skupił się na walce z korupcją. Chce zaakceptować sędziów najwyższego sądu antykorupcyjnego Ukrainy, ten proces był do tej pory wręcz spowalniany. Zapowiedział też ratyfikację konwencji MCAA, związanej z wymianą informacji podatkowych państw, ma też ciekawy pomysł amnestii dla kapitału wytransferowanego lub ukrytego na Ukrainie (w zamianę za 5-proc. podatek).

Nie wszystko zależy jednak od prezydenta?

Tak, wprawdzie prezydent ma nieco większe kompetencje niż w Polsce, ale decyzje podejmuje Rada Ministrów i Rada Najwyższa. Dlatego dopiero jesienią, po wyborach do Rady Najwyższej i ewentualnej zmianie rządu, będzie można powiedzieć, jak rozłożą się akcenty w polityce gospodarczej Ukrainy. Bardzo silnym czynnikiem stabilizującym jest współpraca z Bankiem Światowym i Międzynarodowym Funduszem Walutowym. A zachodni darczyńcy nauczyli się już monitorować pomoc i wpływać na politykę gospodarczą Ukrainy.

Musieli się tego nauczyć?

Tak i to zajęło dość dużo czasu. Za prezydentury Janukowycza środki rozwojowe z UE często służyły interesom oligarchów, np. 17 mln euro przeznaczono na poprawę infrastruktury energetycznej, ale skończyło się na podłączeniu farm energetycznych jednego z wicepremierów. Dziś jednak w strategicznych spółkach dla państwa w radach nadzorczych większość stanowią przedstawiciele krajów Zachodu.

Umowa stowarzyszeniowa z UE rozbudziła wielkie nadzieje, jednak po dwóch latach pojawiają się opinie, że zawodzi jej wdrożenie. Jak jest oceniany jej wpływ na gospodarkę?

Ukraińska gospodarka była w przeszłości niezwykle mocno zintegrowana z rosyjską, na którą przypadało ponad 40 proc. obrotu handlowego. Na drugim miejscu były Chiny, a na trzecim miejscu kraje Unii Europejskiej. Dziś ta struktura się zmienia, już ponad 42 proc. obrotów dotyczy UE, a Rosja i Chiny spadły na dalsze miejsca. Trzeba na to czasu, dwa lata to zdecydowanie za mało na głębokie przeorientowanie gospodarki. Przejście na handel z UE to konieczność dostosowania się do innych norm jakościowych, dużo wyższych niż Rosji.

Europa dostrzega potencjał Ukrainy, ale też widzi w niej konkurenta, który nie zawsze gra fair. Eksporterzy drobiu wykorzystują lukę w przepisach i wysyłają tu ogromne ilości produktów.

Prowadzenie biznesu polega na wykorzystywaniu szans i luk w przepisach, trudno mieć pretensje do strony ukraińskiej, że je wykorzystuje. Uwagi trzeba raczej adresować do innych unijnych decydentów. Rzecz w tym, byśmy w interesie polskiej gospodarki lobbowali w Brukseli.

Więc nie są konkurencją?

Ukraina ze swoimi zasobami naturalnymi, czarnoziemami, warunkami klimatycznymi będzie konkurentem na rynku UE. Ale polski i ukraiński biznes może się uzupełniać. Warto myśleć o tym, jak budować wspólny system sprzedaży, dystrybucji, promocji, jak wykorzystywać potencjał Ukrainy i nasze europejskie doświadczenia, którego Ukraińcom często brakuje.

Jak rośnie eksport na unijny rynek?

Eksport Ukrainy w sektorze rolno-spożywczym do UE wynosi dziś 6,1 mld dol., od 2016 r. wzrósł o 50 proc. Pozwoliła na to właśnie umowa DC FTA (o wolnym handlu z UE – red.), bo gdy w kwietniu 2014 zniesiono cła na 66 proc. linii taryfowych, to włącznie z wcześniejszymi bezcłowymi obrotami daje to dziś 81,7 proc. linii taryfowych bez obciążeń celnych w sektorze rolno-spożywczym. I Ukraina doskonale ten fakt wykorzystuje.

A co jest głównym jej produktem eksportowym?

Główne produkty Ukrainy, także wysyłane na rynek unijny, to zboża, nasiona oleiste i tłuszcze roślinne. Na nie przypada 80 proc. eksportu w sektorze agro. Oczywiście, Ukraina zaczęła inwestować w produkcję warzyw, owoców, ale słaba logistyka i brak zaplecza sprawiają, że to dziś raczej teoretyczne zagrożenie konkurencyjne.

Gdzie widzi pan możliwości dla polskiego biznesu?

My mamy bardzo wysoką jakość rolnictwa, zdecydowanie wyższą wydajność z hektara, podobnie jest w polskich sadach i plantacjach. Podzielenie się tym know-how, nie na zasadzie pomocy rozwojowej, ale inwestycji polskich rolników, to byłby dobry kierunek. Bardzo niedofinansowane jest przechowywanie żywności. Brakuje linii pakowania, chłodni, mroźni, magazynów.

W Polsce częściej słychać o ryzykach na tym rynku.

Jeśli chodzi o korupcję, to tak. Ale też brakuje dobrej promocji gospodarczej ze strony Ukraińców, nie informują o pozytywnych zmianach, które tam zachodzą. Dziś większość przedsiębiorców, z którymi rozmawiamy, twierdzi, że tam nie zwracają VAT, gdy ten problem już rozwiązano i działa automatyczny zwrot. Wprowadzono też nowe regulacje, które uelastyczniły ograniczenia rozliczeń walutowych.

W jakie sektory gospodarki warto wejść?

Warto szukać wspólnych interesów w sektorze rolno-spożywczym. Nowym sektorem jest gospodarka komunalna. Ukraina realizuje proces decentralizacji, związany ze zmianami finansowania samorządów. Zaczynają myśleć o gospodarce wodno-kanalizacyjnej, o efektywności energetycznej, gospodarce odpadami. Ukraina ma kilkanaście miast milionowych. To powstający rynek, tu cała gama nowych usług pozwala na szukanie okazji do interesów.

Niektóre sektory gospodarki są zdominowane przez oligarchów.

Faktycznie, oligarchowie zdominowali energetykę, ciężką chemię, przemysł nawozowy. Ukraina musi ten problem rozwiązać, to będzie stały hamulec zmiany.

Przewodniczy pan Polsko-Ukraińskiej Izbie Gospodarczej już 12 lat. Jakie zmiany na Ukrainie pan dostrzega?

Obserwuję spore zmiany w mentalności ludzi. Kilka lat temu przeprowadziliśmy ankietę wśród członków Izby. To, co dla naszych firm było korupcją, dla ukraińskich firm było niemal standardem, ta ukraińska „wziatka". Jednak sam fakt, jak przebiegły ostatnie wybory na Ukrainie – przegrał urzędujący prezydent, któremu podlegała armia, administracja, a on gratuluje zwycięzcy i w pokojowy sposób przekazuje władzę – to jest to proces europejski. U wschodniego sąsiada Ukrainy byłoby to nie do przyjęcia.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA