fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady

Będzie drożej i mniej lokalnie

materiały prasowe
W efekcie biznesowo uzasadnione będzie promowanie takiej muzyki, która dociera do szerokiego odbiorcy, a to sprawi, że nie będzie inwestycji w muzykę jazzową, klasyczną czy lokalną - mówi Jan Kubicki, prezes Universal Music Polska.

Rz: Dlaczego tak bardzo bulwersuje państwa pomysł objęcia branży muzycznej zakazem geoblokad? Jakie mogą być tego konsekwencje?

Jan Kubicki: Bulwersujące jest przede wszystkim to, że zmiana ta pozbawia polskich odbiorców muzyki przywilejów, które branża fonograficzna wypracowywała przez lata. Konsekwencje tego pomysłu to: droższa muzyka, ograniczenie dostępu i poważny cios w rynek muzyczny, zwłaszcza lokalny.

Dla globalnych firm – takich jak nasza – będzie to oznaczało likwidację lokalnych działów sprzedaży w Europie. Nie będą już potrzebne, skoro na całym rynku europejskim będzie jedna cena, a to oczywiście będzie wiązało się ze zwolnieniami pracowników.

Natomiast dla mniejszych, działających lokalnie firm fonograficznych, zwłaszcza mających w ofercie artystów zagranicznych, taka zmiana będzie oznaczać koniec działalności. Myślę, że może to dotyczyć nawet około 90 proc. lokalnych firm fonograficznych.

Dlaczego?

Trzeba pamiętać, jak działa ten rynek. Dziś duże, globalne firmy fonograficzne współpracują na rynkach krajowych z lokalnymi wytwórniami. Tak dzieje się zarówno w Polsce, jak i we Francji, Holandii, we Włoszech itd. Lokalne wytwórnie organizują promocję artystów, zarabiając na lokalnej sprzedaży. Tymczasem gdy zniknie geoblokada, nie będzie już takiej możliwości, zaś duże firmy nie będą zainteresowane promowaniem danej muzyki w Polsce, jeśli płyty z tą muzyką będą lepiej sprzedawały się np. w Czechach czy Skandynawii.

W efekcie biznesowo uzasadnione będzie promowanie takiej muzyki, która dociera do szerokiego odbiorcy, a to sprawi, że nie będzie inwestycji w muzykę jazzową, klasyczną czy lokalną.

Co o tym myślą sami reprezentowani przez państwa artyści?

Obawiają się tego, co się stanie w momencie pozbawienia Polski przywileju posiadania niższych, lokalnych cen na płyty oraz niższych abonamentów takich serwisów, jak np. Spotify. Dzięki geoblokadzie dzisiaj w Polsce podpisujemy lokalnie takie umowy, które odbiorcom muzyki gwarantują bardzo duży upust w porównaniu z cenami, jakie musieliby zapłacić za kupno tej samej muzyki za granicą. I co ważne, nie wiąże się to z żadnymi ograniczeniami: polska muzyka dostępna jest w każdym kraju europejskim i odwrotnie, cała muzyka europejska i światowa jest dostępna w Polsce.

Zrównanie cen oznacza, że polski rynek muzyczny będzie musiał bezpośrednio konkurować np. z rynkiem angielskim i my tę konkurencję natychmiast przegramy, ponieważ nie posiadamy ani takich środków finansowych, ani siły nabywczej, ani takich tradycji kupowania muzyki. Wrócimy do czasów zalewu brytyjskiej muzyki, ponieważ Wielka Brytania jest największym eksporterem muzyki w Europie. Rodzimi wykonawcy nie będą nawet dysponować narzędziami, dzięki którym mogliby zmierzyć się w tej konkurencji. Nie będą również widoczni na rynku paneuropejskim, ponieważ nie będzie miał kto promować ich w takim zasięgu, gdyż polskie wytwórnie przestaną istnieć.

Nie jest tak, że po zmianie przepisów artyści będą dostawać wyższe stawki także z polskiego rynku?

Teoretycznie stawki będą wyższe, ale przy tak drastycznym podniesieniu cen, większość ludzi zrezygnuje z kupowania legalnej muzyki i wrócimy do bezpłatnych treści pirackich. Polski rynek jest bardzo wrażliwy na ceny, a podniesienie ich dwukrotnie czy trzykrotnie w sytuacji, gdy dostępna jest oferta nielegalna, w praktyce oznacza koniec tego rynku. W konsekwencji artyści wcale nie będą zarabiać więcej, ale o wiele mniej. Z pewnością wielu z nich zrezygnuje z tej działalności.

Można zrównać ceny w dół, a nie w górę.

Ale to nie Polska będzie o tym decydować! I nie do polskich warunków ceny będą dostosowywane. Przez lata walczyliśmy – to również wymagało ustaleń na szczeblu UE – aby kraje rozwijające się, jak nasz, otrzymały czas na osiągnięcie poziomu zarobków zbliżonych do krajów Europy Zachodniej i przejściowo mogły stosować upusty w cenach niektórych produktów i usług. To właśnie dzięki geoblokadzie np. w Empiku dostępne są tańsze wersje płyt światowych gwiazd. Jeśli teraz sami – bo zmiana ta jest pomysłem polskich europosłów – chcemy z tego zrezygnować, nikt w Europie Zachodniej nie będzie obniżał swojej ceny podstawowej. Gdy zabraknie geoblokady, polska wersja cen płyt zniknie z półek sklepowych, zastąpiona ceną taką samą jak w Anglii. W całej tej historii najbardziej dziwi mnie, że próba wprowadzenia tych zmian dokonywana jest w branży, która samodzielnie wypracowała naprawdę dobre rozwiązania. Dostępność muzyki jest powszechna, a polski rynek muzyczny w końcu zaczyna się rozwijać.

Mamy coraz ciekawszych artystów i coraz więcej dobrej polskiej muzyki. W ogóle nie odnotowujemy skarg konsumenckich, bo ta muzyka jest naprawdę wszędzie dostępna. Współpracujemy z serwisami na całym świecie i jedno kliknięcie daje dostęp do naszej muzyki .

Objęcie branży fonograficznej zakazem geoblokad – to działania antykonsumenckie, które szczególnie uderzą w polskiego fana muzyki, w rodzimy przemysł muzyczny i ostatecznie w samych artystów. Jesteśmy jednak przekonani, że ten głos środowiska muzycznego nie zostanie zignorowany, a polscy europosłowie podczas głosowania będą popierali jednogłośnie polskich artystów i polskich fanów muzyki.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA