fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

W sądzie i urzędzie

Domagalski: fikcja doręczeń powinna zniknąć

Fotolia.com
Trzydzieści lat reform sądów, w szczególności doręczeń przesyłek sądowych, nie zagwarantowało, że każdy podsądny dostanie do rąk zawiadomienie, a przynajmniej realnie zostanie powiadomiony o sprawie.

Jest wreszcie szansa, że ten kompromitujący brak przejdzie do przeszłości za sprawą dużej noweli procedury cywilnej, która wejdzie w życie już za niecałe trzy miesiące. Było i jest trudno wyjaśnić ludziom, zwłaszcza nieobeznanym z sądami, że wyroki mogą zapadać bez ich obecności, ale i wiedzy o sprawie.

Dzieje się to nadal za sprawą tzw. zastępczego doręczenia przesyłki poprzez podwójne awizowanie, które oznacza, że mimo jej nieodebrania na poczcie przyjmuje się, że doszło do doręczenia, a pozwany dowiedział się o wytoczonej mu sprawie. Bywa, że pozwany świadomie nie odbiera przesyłki, ale nieraz jest zupełnie niewinny, bo zmienił miejsce zamieszkania, np. po rozwodzie, i o sprawie oraz wyroku (nakazie zapłaty) dowiaduje się, gdy komornik zajmuje mu rachunek bankowy czy pensję.

Tę chroniczną wadę doręczeń sądowych ma usunąć zaangażowanie do tych czynności komorników. Jeżeli pozwany, mimo powtórzenia awizowania nie odbierze pozwu lub innego pisma procesowego wywołującego potrzebę podjęcia obrony jego praw, a wcześniej nie doręczono mu żadnego pisma, sąd będzie zobowiązywał wnoszącego sprawę (powoda), do doręczenia pozwanemu pisma za pośrednictwem komornika.

Chociaż korporacje prawnicze wycofały się z wielu zastrzeżeń do reformy sądów cywilnych (rząd też złagodził niektóre obostrzenia), trwają w krytyce tej ekstraprocedury doręczeniowej, wskazując na jej dodatkowe koszty (od 60 do 120 zł) i dodatkowy czas na takie doręczenia (do dwóch miesięcy). Co więcej, wskazują, że wiele postępowań utknie ku uciesze niesolidnych dłużników, bo nie będzie można ustalić ich adresów i doręczyć im pozwów.

Uważam, że tę cenę trzeba ponieść. Przecież żeby stać się dłużnikiem, trzeba zawrzeć jakąś umowę, wykupić usługę czy sprzęt na raty. To sprzedawca powinien zabezpieczyć sobie kontakt z kontrahentem, przecież to jego biznes. Nie ma powodu, by za nieostrożność konkretnych firm ograniczać prawa innych osób, choćby wiele z nich było niesolidnymi dłużnikami. Niesolidnych, zwłaszcza przed wyrokiem, należy ścigać, ale nie na skróty, tylko w cywilizowany sposób.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA