fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Świat

Rosyjska broń ląduje na Fidżi

123RF
Fidżi leży dosłownie na końcu świata. Jednak i tam Rosja zainteresowana jest budowaniem nowej strefy wpływów.

Brytyjski dziennik Guardian odkrywa dzisiaj nowa aferę z udziałem Rosji. Okazuje się bowiem, że na maleńkie, wyspiarskie Fidżi znajdujące się na Oceanii dotarła dostawa broni prosto z Rosji. Trudno byłoby wymyślić dziwniejsze zestawienie partnerów na mapie świata, jednak 20 kontenerów pełnych pistoletów maszynowych, amunicji do tłumienia zamieszek oraz prawdopodobnie poskładany w jednym z pakunków nowoczesny helikopter - wszystko rosyjskiej produkcji - świadczą, że fantazja stała się rzeczywistością.

Dlaczego Rosja interesuje się oceanicznym państewkiem? Lepiej odwrócić pytanie i zastanowić się, dlaczego Zachód od Oceanii się odwraca. Amerykańska strategia polegająca na zacieśnianiu relacji z Azją krytykowana jest za opieszałość i niedecyzyjność wobec Chin. Pekin robi co chce na morzu Południowochińskim, państwa regionu zbroją się zamiast w spokoju rozwijać, a Waszyngton co jakiś czas przeprowadza nie do końca sensowne manewry wojskowe mające świadczyć o swoim wsparciu dla azjatyckich sojuszników. Fidżi bezpośrednio nie jest zaangażowane w sprawy akwenu między Wietnamem, Filipinami i Malajami, jednak jego żołnierze stanowią spora siłę pokojowych misji ONZ.

Ponad tysiąc mieszkańców tego kraju jest obecnych w kontynentach stabilizacyjnych. Rząd z Suvy, stolicy Fidżi narzekał od długiego czasu, że potrzebuje wyposażyć swoich ludzi w broń nowszego rodzaju. Zachód problem lekceważył, Rosjanie dostrzegli w tym szansę dla siebie. W 2012 roku szef rosyjskiego MSZ Siergiej Ławrow udał się z historyczną wizytą na wyspy, następnego roku pierwszy raz w historii przedstawiciel dalekiego narodu, premier Voreqe Bainimarama pojechał do Moskwy. Od tamtej pory żołnierze, którzy następnie jada na Wzgórza Golan, do Iraku, Syrii i Libanu uczą się w rosyjskich akademiach wojskowych. Zacieśnianie współpracy z pewnością po niedługim czasie doprowadzi do tego, że Rosja poprosi Fidżi o możliwość utworzenia własnej bazy wojskowej na ich terenie.

Zachód odwrócił się od egzotycznego kraju także z powodu zamachu stanu przeprowadzonego w 2006 roku. Od tamtej pory polityka w Fidżi to mieszanka junty wojskowych z nie do końca jasnymi interesami przedstawicieli rzekomej demokracji. Suva twierdzi, że zaprezentuje nowa broń już w lutym, ale nie wszyscy dają wiarę, że publicznie zostanie otwarte wszystkich 20 kontenerów. Cześć może pozostać na wyłączność rządzących i zostać sprzedana lub trzymana w odwodzie na okoliczność przyszłych demonstracji.

Pewne jest, że wraz z Rosjanami mogą na Fidżi pojawić się i Chińczycy. Tylko patrzeć, gdy Pekin dołączy do swojej strategii poszerzania wpływów na morzu Południowochińskim także i terytorium Oceanii. Wystarczy szybki rzut oka na mapę - obecność wojskowa na Fidżi daje doskonałą możliwość kontrolowania szlaków morskich prowadzących do Australii, Nowej Zelandii, Japonii i na Hawaje. Z Suvy potrzeba mniej więcej 10 godzin, by dostać się samolotem na zachodnie wybrzeże USA i tyle samo do Singapuru czy Seulu. Maleńkie państwo znajduje się dosłownie pośrodku drogi między Zachodem a biedną Oceanią i tym bardziej skazane jest na wypracowanie kompromisu nowej ery. Z Rosją na początek.

Pojawienie się negatywnych komentarzy odnośnie poczynań Rosji na arenie międzynarodowej ze strony brytyjskich mediów jest już drugim dowodem na to, że Londyn chce wyrównać rozkład sił w Europie. Wczorajsze doniesienia o raporcie dotyczącym sprawy zabójstwa Litwinienki zleconym na polecenie Putina oraz sensacyjne informacje o rzekomych skłonnościach pedofilskich prezydenta Rosji, a dziś kolejne podkopywanie pozycji Moskwy mówieniem o tworzeniu nowej strefy wpływów na dalekim Fidżi to znak o zbliżającym się trzęsieniu ziemi. Wielka Brytania dąży w ten sposób do wyrównania słabnącej pozycji Niemiec w UE podkopując jedyne państwo, które mogłoby w tej sytuacji zbyt wiele zyskać. Nierównowaga w Europie może przecież zawsze prowadzić do chęci kolonizacji Wysp Brytyjskich. Podobnie jak w czasach hiszpańskiej armady, Napoleona czy Hitlera. Maleńkie Fidżi to zaledwie pionek na tej mapie świata kreowanej przez mocarstwa.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA