fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służby mundurowe

Armii wciąż ubywa generałów

Fotorzepa, Jerzy Dudek
W Siłach Zbrojnych służy teraz zaledwie 75 oficerów z wężykiem na ramieniu. I jest ich zdecydowanie za mało.

W grudniu poprzedniego roku Ministerstwo Obrony Narodowej na swojej stronie internetowej podawało, że w armii było 84 generałów i admirałów. Teraz ich liczba spadła o 11 proc., resort podaje, że generałów oraz ich odpowiedników z Marynarki Wojennej jest 75.

Na liście oficerów są także ci, którzy znajdują się w rezerwie kadrowej (czterech), a także oficerowie skierowani do służby w strukturach dowódczych NATO i na placówkach dyplomatycznych (11).

Tąpnięcie kadrowe w wojsku zawsze ma miejsce na początku roku. O odejściach decydują zwykle względy finansowe. Ale taka fluktuacja kadr nie jest niczym nadzwyczajnym, można ją przewidzieć. Dlaczego tak się zatem nie stało?

Gdy zapytaliśmy Biuro Bezpieczeństwa Narodowego, czy do prezydenta wpłynęły jakiekolwiek wnioski o awans, otrzymaliśmy odpowiedź odmowną. Ostatnie trzy awanse – niejako związane z przewidywaną skalą odejść z wojska – miały miejsce na początku grudnia. Stała się wtedy rzecz ciekawa i chyba warta kontynuacji. Prezydent Andrzej Duda złamał wówczas zasadę nominacji na wyższe stopnie oficerskie przy okazji znaczących rocznic – zwykle 15 sierpnia lub 11 listopada – i w grudniu awansował trzech oficerów w warunkach polowych zaraz po zakończeniu ćwiczeń wojskowych.

Wydaje się, że to jest dobra droga, aby w znaczącym stopniu zakopać dziurę kadrową na najwyższych stanowiskach. Oczywiście trzeba być świadomym, że wybór kandydatów do awansu musi być wyjątkowo przemyślany. Nie każdy pułkownik może być generałem. Kandydaci na te stanowiska, co wydaje się oczywiste, powinni nie tylko zakończyć odpowiedni kurs, ale też mieć doświadczenie ze struktur NATO, a także z misji zagranicznych.

Dzisiejszy stan można interpretować po części jako odłożony w czasie efekt kryzysu awansowego, z którym mieliśmy do czynienia w 2017 roku, gdy nasilił się spór między MON Antoniego Macierewicza a Pałacem Prezydenckim. Ale od tego czasu minął już rok, a luka kadrowa się powiększa.

Jaki jest tego skutek? Banalne jest twierdzenie, że wojsko to organizacja ze ściśle ustaloną hierarchią i dowódca powinien posiadać odpowiedni do pełnionej funkcji stopień. Nie chodzi tylko o to, aby miał autorytet wśród przełożonych, ale także by był identyfikowany przez oficerów sojuszniczych armii jako osoba kompetentna do realizacji swoich zadań. Inaczej rozmawia czterogwiazdkowy amerykański generał z polskim odpowiednikiem, który ma tylko jedną gwiazdkę, a inaczej z takim, który jest pełnym czterogwiazdkowym generałem. Tymczasem od kilku tygodni takiej osoby w polskiej armii nie ma. W styczniu ze służby odszedł gen. dr Leszek Surawski, były szef Sztabu Generalnego WP. Skutkiem tego stanu jest także to, że od kilku dni dowódcą 21. Brygady Strzelców Podhalańskich jest pułkownik, chociaż mógłby być to oficer w randze generała brygady.

Jeżeli MON zakłada rozwój Sił Zbrojnych i zwiększenie liczby żołnierzy, powinna temu towarzyszyć przemyślana polityka kadrowa. Zwłaszcza, że w poprzednim roku jeden z bliskich prezydentowi urzędników, stwierdził, że powinniśmy mieć w naszym wojsku ok. 120 oficerów z wężykami na ramieniu.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA