fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sędziowie i sądy

Sąd Najwyższy przedstawił projekt własnej ustawy o Sądzie Najwyższym

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Nową izbę – dyscyplinarną, Urząd Rzecznika Sprawiedliwości Społecznej i odpowiedzialność majątkową sędziów za błędy przewiduje projekt I prezesa SN.

Małgorzata Gersdorf, pierwszy prezes Sądu Najwyższego, przesłała w środę projekt reformy SN prezydentowi, marszałkom Sejmu i Senatu oraz szefom klubów parlamentarnych. Nie przewiduje obniżenia wieku przechodzenia sędziów SN w stan spoczynku, nie byłoby zatem żadnej wymiany sędziów, nie mówiąc o generalnej, co przewidywał zawetowany przez prezydenta projekt PiS.

Jak napisano w uzasadnieniu, projekt noweli do obowiązującej ustawy o Sądzie Najwyższym z 2002 r. uwzględnia jednak niektóre elementy zawetowanej ustawy oraz postulaty polityków i środowisk społecznych mających zastrzeżenia do pracy sądów, w tym SN.

– To dość zaskakujący projekt, zwłaszcza że nie słyszeliśmy wcześniej o propozycjach SN w tej sprawie – mówi sędzia Barbara Piwnik z Sądu Okręgowego Warszawa-Praga. – Nie wiadomo, jak ta inicjatywa przełoży się na dyskusję w parlamencie o projektach prezydenckich. Z pewnością będą się do niej odwoływać posłowie opozycji.

Jak powiedział „Rzeczpospolitej" Dariusz Zawistowski, prezes Izby Cywilnej SN, prace nad projektem podjęto wtedy, gdy prezydent zaapelował o szeroki udział w pracach nad reformą, a jednak przygotował projekt we własnym otoczeniu.

Wartkie dyscyplinarki

Projekt SN, tak jak wszystkie ostatnie, ma usprawnić postępowania dyscyplinarne. W tym celu powołuje Izbę Dyscyplinarną, która zajmowałaby się nie tylko sprawami sędziów, ale też adwokatów, radców, prokuratorów, notariuszy, lekarzy i aptekarzy. W jej skład miałoby wchodzić 11 sędziów SN powoływanych przez prezydenta oraz 11 ławników wybieranych na pięcioletnią kadencję przez Sejm spośród kandydatów wyróżniających się wiedzą prawniczą i zgłaszanych przez organizacje liczące co najmniej 10 tys. osób, w tym kościoły. Sąd dyscyplinarny orzekałby w pierwszej instancji w składzie jednego sędziego i dwóch ławników, a w drugiej z dwóch sędziów, dwóch ławników i prezesa izby lub wskazanego przez niego sędziego.

Sąd dyscyplinarny ma działać wartko: wniosek o zezwolenie na pociągnięcie sędziego do odpowiedzialności karnej rozpoznawałby w ciągu 14 dni, a w razie ujęcia sędziego na gorącym uczynku ciężkiego przestępstwa, prowadzenia pojazdu pod wpływem alkoholu – w ciągu 24 godzin.

Na straży praw uczestników spraw zakończonych prawomocnym orzeczeniem, które nie mogą być już wzruszone, ma stać rzecznik sprawiedliwości społecznej przy SN. Powoływałby go Sejm bezwzględną większością głosów spośród kandydatów prezydenta, ministra sprawiedliwości, marszałka Sejmu lub 35 posłów.

Ochrona podsądnych

Rzecznik mógłby m.in. wnieść kasację od prawomocnego orzeczenia, brać udział w toczącym się już postępowaniu – na prawach prokuratora, żądać od wszelkich sądów akt postępowań prawomocnie zakończonych, występować o wszczęcie postępowania dyscyplinarnego sędziemu.

W razie wyrządzenia szkody lub krzywdy wskutek oczywistego i rażącego naruszenia prawa przez sędziego, także w wyroku, poszkodowany mógłby żądać odszkodowania, jeśli sędzia został ukarany karą dyscyplinarną. Orzeczenie dyscyplinarne byłoby wiążące dla sądu w sprawie o odszkodowanie (zadośćuczynienie). Sędzia mógłby też osobiście odpowiadać materialnie tak jak zwykły pracownik, czyli generalne do trzech pensji.

– Nie widzę powodu do powoływania rzecznika sprawiedliwości społecznej z prawem wnoszenia do SN nadzwyczajnych środków zaskarżenia. To uprawnienie powinni uzyskać prezesi samorządów adwokackiego i radcowskiego, bo te środowiska najlepiej identyfikują sprawy niesprawiedliwie rozstrzygnięte. Poza tym jest rzecznik praw obywatelskich – wskazuje prof. Maciej Gutowski, dziekan poznańskich adwokatów.

Jego zdaniem wciąż natomiast nie wiadomo, jak sprawić, by w sądach orzekali ludzie o najwyższych kompetencjach prawniczych, jak usprawnić postępowania, znieść bariery ograniczające dostęp obywatela do sądu i spowodować, by orzekanie było przyjaźniejsze i proobywatelskie.

– Dobrze natomiast, że się myśli o odpowiedzialności odszkodowawczej dla obywateli, choć podstawy prawne są i dziś – mówi Gutowski. ©?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA