fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądy i prokuratura

Projekt reformy likwiduje izbę wojskową SN

Fotorzepa, Piotr Kowalczyk PKow Piotr Kowalczyk
Projekt ustawy o Sądzie Najwyższym przedstawiony przez prezydenta zakłada, że Izba Wojskowa zostanie zlikwidowana. Sprawy, które do niej wpływają, trafią do Izby Karnej, a sędziowie zostaną automatycznie przeniesieni w stan spoczynku, niezależnie od wieku. Są jedyną grupą sędziów SN, dla której wedle projektu będzie to przymus.
– To oczywiście niezgodne z art. 180 konstytucji, który określa, kiedy można przenieść sędziego w stan spoczynku (na skutek choroby lub utraty sił, uniemożliwiających pełnienie urzędu) przed osiągnięciem wieku określonego w ustawie – mówi Wiesław Błuś, prezes Izby Wojskowej SN.
Izba Wojskowa SN jest najwyższą instancją sądownictwa wojskowego w Polsce. Rozpatruje skargi kasacyjne oraz kasacje dotyczące prawomocnych wyroków WSO w Poznaniu i Warszawie, apelacje od ich orzeczeń wydawanych w pierwszej instancji, zażalenia na ich zarządzenia. Rozpatruje sprawy tajne, związane na ogół z przestępstwami ze sfery obronności kraju. I skargi na przewlekłość postępowań w Izbie Karnej SN.

Można odciążyć powszechne

Do Izby Wojskowej SN wpływa coraz mniej spraw. W 2016 r. było ich 65. W ubiegłym roku do wszystkich izb SN wpłynęły 11 102 sprawy. Liczebność naszej armii spadła, w 2009 r. został zniesiony pobór wojskowy. Rok wcześniej żołnierz zaczął odpowiadać przed sądem wojskowym tylko za przestępstwa związane ze służbą wojskową (a nie za wszystkie, które popełnił). „Za to" w Izbie Wojskowej SN czeka się najkrócej na rozstrzygnięcie merytoryczne – do dwóch miesięcy od daty wpływu sprawy, podczas gdy w Izbie Karnej sześć miesięcy, w Cywilnej dziewięć, a w Izbie Pracy, Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych aż 12 miesięcy.
– Właściwość sądów wojskowych powinna zostać rozszerzona na wszystkie przestępstwa żołnierzy, co odciążyłoby sądy powszechne – zwłaszcza że nasza armia ma rosnąć, powstają WOT, w Polsce stacjonują żołnierze obcych państw – uważa prezes Wiesław Błuś.
Na przyjęcie takiego rozwiązania się jednak nie zanosi. Dlatego sędziów Izby Wojskowej jest tylko sześciu. Orzekają oni regularnie w Izbie Karnej SN. Trzej sędziowie Izby Wojskowej (Marian Buliński, Jan Bogdan Rychlicki i Jerzy Steckiewicz) mogą wkrótce odejść w stan spoczynku, bo osiągnęli 65 lat. Sędzia Andrzej Tomczyk w tym roku skończył 60 lat, a sędziowie Wiesław Błuś i Marek Pietruszyński jeszcze nie przekroczyli 60. Wygląda na to, że właśnie dla tych trzech sędziów w prezydenckim projekcie przyjęto rozwiązanie zdaniem ekspertów łamiące konstytucję, tzn. przymusowe wysłanie ich w stan spoczynku.

Reorganizacja dla dekomunizacji?

Trudno znaleźć merytoryczne wytłumaczenie dla przedwczesnego przeniesienia sędziów Izby Wojskowej w stan spoczynku zamiast do Izby Karnej, w której i tak orzekają.
Rzeczpospolita
Uzasadnienie projektu prezydenckiego mówi jedynie, że „rozwiązania kadrowe powinny znaleźć obiektywną i pozbawioną niekonstytucyjnych postaci dyskryminacji przesłankę oceny sędziów, którzy mają przejść w stan spoczynku", oraz że „przyjęte rozwiązania nie powinny przewidywać rozwiązań wyłącznie automatycznych. Zawarte w projekcie ustawy rozwiązania w zakresie struktury kadr SN, związane z przesłanką wieku, w indywidualnych wypadkach możliwą do elastycznej modyfikacji, pozwalają na zachowanie zgodności z konstytucją proponowanych zmian, jak i na umożliwienie przejścia w stan spoczynku pewnej grupy sędziów".
Niezależnie od stylistyki uzasadnienia da się zrozumieć, że chodzi o zachowanie zgodności z konstytucją oraz o wprowadzanie rozwiązań elastycznych i pozbawionych automatyzmu. W następnym zdaniu jednak stwierdza: „rozwiązanie związane z likwidacją Izby Wojskowej i przekazaniem spraw z prawa karnego wojskowego do Izby Karnej powoduje przeniesienie w stan spoczynku sędziów SN orzekających w tej Izbie". To z pewnością czysty automatyzm.
Na powody przyjęcia takiego właśnie przepisu naprowadza inny fragment prezydenckiego uzasadnienia, wskazujący, że wprawdzie „doszło po 1989 r. do dekomunizacji SN, ale niestety, osoby, które były związane z PZPR, zostały powołane do pełnienia zaszczytnego urzędu sędziego SN już w wolnej Polsce".
Tę przesłankę – zamiar dalszego dekomunizowania SN – uznaje też za najważniejszą pierwsza prezes SN Małgorzata Gersdorf. W opinii o prezydenckim projekcie ustawy pisze: „Prawdziwy cel opiniowanego przedłożenia został zawarty na s. 2–3 uzasadnienia projektu, z którego jednoznacznie wynika, że chodzi o tzw. dekomunizację części składu SN".
Prezes Gersdorf też twierdzi, że automatyczne przeniesienie w stan spoczynku sędziów Izby Wojskowej jest sprzeczne z konstytucją – a także to marnotrawstwo doświadczenia i wiedzy osób pełniących najwyższy urząd sędziowski w Polsce.
Likwidacja Izby będzie mieć też wpływ na funkcjonowanie Izby Karnej. – W Izbie Wojskowej rozpoznawane są apelacje od orzeczeń wojskowych sądów okręgowych. Przeniesienie ich do Izby Karnej zaburzy model, w którym jest ona tylko izbą kasacyjną – wskazuje prezes Wiesław Błuś. Ponadto nie uważa, że on i jego dwaj koledzy są reliktem komunizmu w SN. – Uzyskaliśmy nominacje sędziowskie pod koniec lat 80., a do SN zostaliśmy powołani w 2002 r. – mówi.
Nie da się ukryć, że wszyscy ci sędziowie zaczęli służbę wcześniej niż pod koniec lat 80. Można zatem uznać, że podpadają pod zarzut z uzasadnienia projektu prezydenckiego, iż osoby, które były związane z PZPR, zostały powołane do pełnienia zaszczytnego urzędu sędziego SN w wolnej Polsce. Choć nie bardzo wiadomo, jak miało to wpłynąć na jakość ich pracy. ©?

Opinia

prof. Adam Strzembosz, pierwszy prezes Sądu Najwyższego w latach 1990–1998
Można rozważać, czy utrzymywanie całej Izby Wojskowej jest potrzebne. Pełni ona zarówno funkcje sądu apelacyjnego, jak i kasacyjnego, spraw ma niewiele. Uzasadnione byłoby przeniesienie sędziów z Izby Wojskowej do Izby Karnej i utworzenie w niej Wydziału Wojskowego. Likwidacja Izby Wojskowej z równoczesną „likwidacją" sędziów jest bezprawna. Oni są wybrani do ukończenia 70 lat, a ich przeniesienie w stan spoczynku nie zostało w żaden sposób uzasadnione.
Jarosław Kaczyński pomawia Sąd Najwyższy, że są w nim jacyś sędziowie zaplątani w brzydkie sprawy w czasie stanu wojennego. To trzeba jednak wykazać. Dlatego wezwałem go do wznowienia postępowania o odpowiedzialność za czyny nieetyczne popełnione przed 1989 r. przez sędziów, którzy funkcjonują albo są w stanie spoczynku.
Nie rozumiem, dlaczego sędziów z Izby Wojskowej uważa się zbiorowo za ludzi o splamionych rękach. Jeżeli się już wszystkich traktuje na równi, to pan prokurator Stanisław Piotrowicz jest splamiony tak jak i oni. Przypominam, że to Izba Wojskowa Sądu Najwyższego uniewinniła w 1990 r. rotmistrza Witolda Pileckiego, a jego wyrok z 1948 r. uznała za zbrodnię sądową – oraz wydawała wyroki uniewinniające w całej serii podobnych spraw.
Obecnie mamy do czynienia z typem ustawy faszystowskiej. Faszyzm tym się charakteryzował, że pociągał ludzi do odpowiedzialności zbiorowej. Potraktowanie wszystkich sędziów Izby Wojskowej jako naznaczonych negatywnie jest zatem postępowaniem faszystowskim.
 

Co robiła Izba Wojskowa

Do Izby Wojskowej SN trafiały sprawy, którymi żyła niemal cała Polska. Dwukrotnie Izba zajmowała się ostrzelaniem ludności cywilnej przez naszych żołnierzy w afgańskiej wsi Nangar Khel. W 2012 r. Sąd Najwyższy uniewinnił trzech żołnierzy, a sprawę czterech skierował do ponownego rozpoznania. W 2016 r. utrzymał zaś wyrok pierwszej instancji, umarzający warunkowo sprawę jednego żołnierza i skazujący trzech pozostałych na kary w zawieszeniu.
W latach 90. Izba Wojskowa SN wykonała ważną pracę, jaką było zbadanie spraw, w których sądy wojskowe skazywały za przestępstwa związane ze stanem wojennym. – Wniesiono rewizje nadzwyczajne i mogę z dużym prawdopodobieństwem powiedzieć, że wszystkie osoby, które były sądzone z powodów politycznych przez sądy wojskowe, zostały zrehabilitowane i otrzymały odszkodowanie – przypomina prezes Izby Wiesław Błuś.
Na szczebel Izby Wojskowej SN docierały też sprawy drobniejsze, ale ważne dla zainteresowanych – na przykład o ustalenie, czy o samowolnym oddaleniu się żołnierza z jednostki można mówić, gdy został zatrzymany przez żandarmerię, zanim jeszcze przekroczył bramę koszar (zdaniem Izby można). Albo czy na podstawie tego, że telefon oficera nie logował się w miejscach, w które miał on rzekomo pojechać służbowo swym autem, można uznać, że nigdzie nie był i wyłudził diety (według Izby nie można). ©?
Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA