fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sądownictwo

Uwaga, bo wybuchnie. Sądy i prokuratury celem bomberów

Za wszczęcie fałszywego alarmu o zagrożeniu grozi surowa kara – do ośmiu lat więzienia
Reporter
Sądy i prokuratury były w ubiegłym roku głównym celem bomberów.

„Uwaga – jest podłożona bomba i zaraz wybuchnie" – ostrzeżenia takiej mniej więcej treści w tym roku były przekazywane co najmniej kilkadziesiąt razy, stawiając na nogi policyjne służby. Dotknęły nie tylko urzędy czy uczelnie, ale i siedziby partii politycznych – rządzącej i opozycyjnej.

Jednak generalnie w ostatnich latach liczba fałszywych alarmów spada, a więcej sprawców jest wykrywanych.

W całym ubiegłym roku w kraju doszło do 218 takich fałszywych zgłoszeń, czyli o 42 mniej niż rok wcześniej – wynika z danych Centralnego Biura Śledczego Policji, które poznała „Rzeczpospolita".

„Bomba cyka"

Pod koniec stycznia do biura Platformy Obywatelskiej w Lublinie przyszedł alarmujący e-mail, że jego pracownicy „spłoną w ogniu piekielnym i że bomba już cyka".

Kilka dni później nastąpiła „powtórka" – tyle że w biurze Prawa i Sprawiedliwości w Krakowie. Tu ostrzeżenie przyszło na skrzynkę e-mailową pracowników i brzmiało groźnie: „biuro wyleci w powietrze" – podał tajemniczy autor.

Zgłoszenia potraktowano poważnie, pomieszczenia sprawdzili pirotechnicy, ewakuowano pracowników i mieszkańców sąsiednich kamienic. Sygnały były fałszywe.

– Sprawę badamy, nie mogę ujawniać, czy i jakie mamy tropy – ucina Sebastian Gleń, rzecznik małopolskiej policji.

Także w styczniu seria fałszywych alarmów bombowych sparaliżowała m.in. urzędy wojewódzkie i sądy. Praktycznie w każdym regionie było jakieś zgłoszenie. Trzeba było np. ewakuować setki pracowników urzędów skarbowych w woj. łódzkim. Tylko w tym regionie alarm bombowy objął m.in. Radomsko, Kutno, Sieradz, Zgierz i Bełchatów.

– Przypuszczamy, że za tymi alarmami stała jedna osoba albo osoby ze sobą powiązane. Nie wykluczamy wersji, że w taki sposób służby obcych krajów testują naszą sprawność – mówi nam jeden z wysokich rangą oficerów policji.

286 instytucji

Czy nasilona na początku roku aktywność bomberów może się przełożyć na kolejne miesiące? Trudno o wnioski dotyczące ich „kalendarzowej" aktywności. – Tu nie ma reguły. O ile np. w 2014 roku najbardziej „bombowy" był grudzień, o tyle rok później marzec.

W ostatnich latach liczba fałszywych alarmów systematycznie spadała. Z danych CBŚP wynika, że w ubiegłym roku było ich 218 (spadek o 42 przypadki) i dotyczyły 286 instytucji i urzędów. Podczas kiedy w 2017 roku – dotknęły aż 650 instytucji. Najczęściej – jak wskazuje CBŚP – były to zgłoszenia o rzekomych ładunkach w sądach i prokuraturach (ich dotyczyło blisko 80 proc. wszystkich), i kolejno – w szkołach i uczelniach, rzadziej w domach i sklepach. Najwięcej „fałszywek" odnotowano w woj. mazowieckim (jedną trzecią ogółu), co da się wytłumaczyć nagromadzeniem urzędów. Tylko kilka – w woj. łódzkim.

Wpada co drugi bomber

Skąd spadek? – Pomocne okazało się wprowadzenie obowiązku rejestracji telefonów na kartę. Sprawcom trudniej się ukryć – mówi Iwona Jurkiewicz, rzeczniczka CBŚP, ale uważa, że to też efekt większej skuteczności policji.

Sądząc po danych, może tak być. O ile w 2017 roku policja namierzyła 39 proc. sprawców to w ubiegłym – ponad połowę (zatrzymano 104 osoby).

Jednak – jak twierdzą funkcjonariusze – coraz więcej zaangażowania trzeba, by ustalić autorów zgłoszeń, którzy wysyłają fałszywe ostrzeżenia o bombach e-mailem. – Angażują się w to policjanci zwalczający cyberprzestępczość, z Biura w Komendzie Głównej oraz z wydziałów w komendach wojewódzkich – mówi Mariusz Ciarka, rzecznik KGP.

Jednak nawet rozsyłając fałszywe ostrzeżenia przez internet bomberzy nie są do końca anonimowi, jak im się wydaje. Tak jak osławiony Marcin L., który w czerwcu 2013 r. przesyłał e-maile o podłożeniu ładunków wybuchowych do 22 instytucji w kraju, w tym szpitali, sądów,i centrów handlowych i prokuratur. Choć zostały wysłane z serwerów m.in. z Wielkiej Brytanii (gdzie dorywczo pracował) za pośrednictwem dwóch skrzynek e-mailowych, i z telefonu komórkowego. Biegli orzekli, że był niepoczytalny.

Policja niechętnie informuje o fałszywych alarmach, bo – jak twierdzi – to „nakręca" sprawców. Warto pamiętać, że za wszczęcie fałszywego alarmu o zagrożeniu grozi surowa kara – do ośmiu lat więzienia.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA