fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Rosja

Otrucie Nawalnego. Wszystko już wiadomo

Aleksiej Nawalny podczas swego pierwszego spaceru w berlińskim parku 23 września
Handout/Instagram account @navalny/AFP
Rosyjskie MSZ nie ma wątpliwości, że próbkach pobranych od Aleksieja Nawalnego zostanie wykryty „tak zwany nowiczok".

Kładzie to jednak na karb „politycznego zaangażowania" i „stronniczości" sekretariatu Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej (OPCW), która bada próbki przesłane jej z Niemiec.

Rosyjska dyplomacja wydała już odpowiedni komunikat, mimo że nie wiadomo jeszcze, kiedy zostanie opublikowany raport z badań ani co będzie zawierał.

Analizy i wersje

Próbki do analizy w wyspecjalizowanych laboratoriach organizacji wysłał niemiecki rząd. Placówki OPCW prowadziły wcześniej badania próbek z brytyjskiego Salisbury (gdzie agenci rosyjskiego wywiadu wojskowego otruli Siergieja Skripala oraz jego córkę), a także z tych miejsc w Syrii, gdzie podejrzewano użycie broni chemicznej. Szwajcarskie laboratorium organizacji było z tego powodu inwigilowane przez rosyjskich agentów, których zatrzymano w końcu w Holandii i deportowano.

W samych Niemczech ślady nowiczoka we krwi, w moczu i na skórze rosyjskiego opozycjonisty wykryło monachijskie laboratorium Bundeswehry. Nim poproszono OPCW o werdykt, zwrócono się do dwóch kolejnych laboratoriów: we Francji i w Szwecji. Jak się okazało, to pierwsze również było placówką wojskową, ale nie wiadomo, jakie były wyniki.

W samej Rosji lekarze w szpitalu w Omsku (gdzie pierwsze dwa dni po otruciu znajdował się Nawalny) nie wykryli żadnej trucizny. Ale zarówno oficjalnie, jak i nieoficjalnie rozpowszechnianych jest kilka wersji wypadku. „Trochę się już pogubiłem. Otrucia nie było. To był atak cukrzycy. W Rosji nigdy nie robiono nowiczoka. Otrucie było, ale zrobili to Niemcy. Otrucie było, ale to ja sam się otrułem. Mam wrażenie, że na Kremlu powstał cały departament do wymyślania kolejnych wersji" – podsumował sam Nawalny na Twitterze. Tydzień temu przedstawicielka rosyjskiego ministerstwa rzeczywiście twierdziła na briefingu, że nowiczoka nigdy w Rosji nie produkowano. Jednocześnie prezydent Władimir Putin w telefonicznej rozmowie z przywódcą Francji Emmanuelem Macronem sugerował, by zwrócono uwagę na Łotwę, gdzie podobno mieszka jeden z twórców tej broni chemicznej. Rosyjscy dziennikarze próbowali znaleźć tam tajemniczego rosyjskiego wynalazcę, ale okazało się, że nikt taki nie istnieje.

Z pomocą Schrödera

Powołując się na orzeczenie omskich lekarzy, rosyjskie organy ścigania odmówiły wszczęcia śledztwa w sprawie wypadku Nawalnego. Mimo to prokuratura generalna skierowała do Berlina już trzy prośby o pomoc prawną, w których domaga się przedstawienia wyników badań opozycjonisty. Prokuratorzy nie potrafili jednak wyjaśnić, na jakiej podstawie żądają pomocy, skoro nie prowadzą śledztwa. „Obywatel Rosji odleciał i wpadł w śpiączkę, przelatując na Syberią. Żadnego śledztwa, w zamian za to codzienne oświadczenia MSZ" – ironizował Nawalny.

„Nam wciąż i wciąż proponują, by zwrócić się w tej sprawie do Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej, której szefostwo odsyła nas do rządu Niemiec" – poskarżył się rosyjski MSZ. – To, co się obecnie dzieje, to w większości domysły, (...) brak wiarygodnych faktów – przyszedł z pomocą Kremlowi jego długoletni przyjaciel i były kanclerz Niemiec Gerhard Schröder.

Kontrwywiad odrzucił formalne żądanie opozycjonisty Ilii Jaszina, który chciał wyjaśnień w sprawie śledzenia Nawalnego w czasie jego syberyjskiej podróży, tuż przed otruciem. – Mówią, że nie ma tu czego sprawdzać – powiedział Jaszin.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA