fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Publicystyka

Aleksander Hall: Krajobraz po francuskiej bitwie

AFP
Zwycięstwo Emmanuela Macrona w wyborach prezydenckich może okazać się ważnym krokiem ku ściślejszej integracji wspólnoty europejskiej - twierdzi publicysta.

Wybory prezydenckie dostarczyły wielu informacji o aktualnym stanie francuskiego społeczeństwa. Jest ono wyraźnie podzielone politycznie, najsilniejsze dotychczas partie znajdują się w kryzysie, a wielu Francuzów lęka się o przyszłość kraju, wiedząc, że wymaga on głębokich reform ekonomicznych i społecznych, a zarazem obawiając się ich skutków.

Niektórzy komentatorzy polityczni wśród przyczyn zjawisk kryzysowych wymieniali także gaullistowską konstytucję, dającą wielką władzę prezydentowi Republiki. Jean-Luc Mélenchon, kandydat radykalnej lewicy i Benoît Hamon, oficjalny kandydat Partii Socjalistycznej zapowiadali nawet likwidację „republikańskiej monarchii” i zastąpienie jej ustrojem z zasadniczo wzmocnioną pozycją parlamentu.

Konstytucja V Republiki trzyma się mocno

Obie tury wyborów prezydenckich odbyły się przy wysokiej frekwencji i potwierdziły, że zdecydowana większość Francuzów pragnie wybierać w nich prawdziwego szefa państwa, jednocześnie wiele od niego oczekując. Widać także wyraźnie, że Emmanuel Macron dobrze czuje się w roli „republikańskiego monarchy” i chce w pełni korzystać ze swych prerogatyw. Wiele także wskazuje na to, że pospiesznie budowane jego ugrupowanie– w założeniu mające skupiać ludzi wokół prezydenckiego programu, ponad dotychczasowymi podziałami politycznymi na lewicę i prawicę - może uzyskać bezwzględną większość w Zgromadzeniu Narodowym i utworzyć nową większość prezydencką. Byłoby to zgodne z logiką ustrojową i polityczną V Republiki. Oczywiście potwierdzenie w wyborach parlamentarnych werdyktu wydanego przez Francuzów w wyborach prezydenckich nie przesądza jeszcze o trwałości i spójności prezydenckiego ugrupowania, zwłaszcza, że już niebawem prezydent i jego rząd zderzą się ze sprzeciwem central związkowych i radykalnej lewicy wobec planowanych reform.

Mniej prawdopodobnym scenariuszem jest zwycięstwo tradycyjnej prawicy i centrum wyborach do Zgromadzenia Narodowego, co wymusiłoby współrządzenie prezydenta Macrona wraz z prawicowym rządem. Raczej do tego nie dojdzie, gdyż zwycięstwo w wyborach prezydenckich tchnęło wiatr w żagle ugrupowania Macrona, a prezydenckie nominacje na ważne stanowiska państwowe już pozwoliły pozyskać mu niektórych prawicowych polityków, w tym nowego premiera Édouarda Philippe’a. Część zwolenników prawicy i centrum jest tymi posunięciami zdezorientowana i może zawieść oczekiwania Republikanów i UDI ( centrum) przy urnach wyborczych.

W stronę europejskiej federacji

Zdążono już wiele napisać o proeuropejskiej orientacji Macrona i jego dążeniach do uczynienia ze strefy euro silnie zintegrowanego rdzenia Unii Europejskiej. Macron chce zwiększyć rolę instytucji wspólnotowych i tworzyć nowe – dla strefy euro. Od Fillona – kandydata prawicy – również reprezentującego proeuropejską orientację, wyraźnie odróżniała go otwartość na wizję Europy wyposażonej w instytucje federalne. Politycy o poglądach federalistycznych (Bayrou, Goulard czy Sarnez) zajęli również ważne pozycje w rządzie Philipppe’a.

Czy jednak Francuzi dokonali tego wyboru w pełni świadomie? We Francji od długiego czasu silny był nurt niechętny, a wręcz wrogi dalszym krokom na drodze integracji europejskiej. Świadczyły o tym wyniki referendów: ratyfikującego traktat z Maastaricht w 1992 r. (51% za, 49% – przeciw) i odrzucającego ratyfikację Konstytucji dla Europy w 2005 r. ( prawie 55% przeciw, niewiele ponad 45% – za). Jednak także proeuropejscy przywódcy Francji, tacy jak Jacques Chirac i Nicolas Sarkozy, strzegli prerogatyw państwa narodowego w Unii Europejskiej i starali się wzmocnić pozycję Francji w instytucjach europejskich. Szczególnie było to widoczne w okresie kryzysu 2008 roku.

Czy Francuzi wybierając Emmanuela Macrona dali mu jednocześnie „zielone światło” dla realizowania jego europejskiego programu, czy też uczynili to przede wszystkim, aby zablokować wybór Marine Le Pen?

Drugą niewiadomą jest, czy nowy prezydent Francji, posiadający silne ego i poczucie misji przywrócenia Francji dawnej świetności, naprawdę zaangażuje się w realizację polityki europejskiej, która zmniejszy znaczenie i pole manewru przywódców państw, nawet tak ważnych jak Francja?

Dwie tury, dwa oblicza

W pierwszej turze bardzo silnie ujawniły się pokłady frustracji, a nawet gniewu francuskiego społeczeństwa. Blisko 50% głosów padło na kandydatów składających obietnice, których realizacja zrujnowałaby francuską gospodarkę i podważyła jej międzynarodową pozycję. Największym zaskoczeniem wcale nie był zresztą wynik Marine Le Pen. Na wiele miesięcy przed wyborami sondaże dawały jej pewny udział w drugiej turze wyborów i największe szanse na wygranie pierwszej. Rzeczywistość brutalnie jednak zweryfikowała nadzieje zwolenników Frontu Narodowego. Prawdziwą sensacją był wynik kandydata radykalnej lewicy Jean - Luc Mélenchona. Polityk, który przed laty należał do ulubieńców prezydenta Mitterranda i był ważną postacią Partii Socjalistycznej, w tych wyborach reprezentował program neokomunistyczny, nacechowany wrogością do „klas posiadających” z pozytywnymi odniesieniami do Kuby Fidela Castro i Wenezueli Hugo Chaveza. Słuchając Mélenchona – doskonałego z resztą mówcy, miałem wrażenie, że tęskni on za Rewolucją, a ściślej fazą Wielkiego Terroru, gdy gilotyna ścinała głowy „wrogów ludu”. A jednak Mélenchon uzyskał niemal 20%, tylko nieco mniej od F. Fillona, kandydata umiarkowanej prawicy. Uzyskał pierwsze miejsce w Marsylii, Tuluzie i Montpellier. Jego wynik obrazuje skalę frustracji skumulowanej wśród bezrobotnych, młodzieży a w szczególności na przedmieściach dużych miast, w dużej mierze zamieszkałych przez imigrantów z Afryki.

Osobiście jestem rozczarowany wynikiem uzyskanym przez F. Fillona, kandydata Republikanów i Centrum, pod względem programowym reprezentującego konserwatywno-liberalną syntezę. Jego pozycję osłabiały rewelacje z rzekomo fikcyjnym zatrudnieniem żony jako asystentki parlamentarnej i postawione w związku z tym zarzuty prokuratorskie. Mimo wszystko wydawało się jednak, że w świetle nieszczęść, które niedawno dotknęły Francję i wyzwań stojących przed jej gospodarką, odważny, liberalny program Fillona i jego przesłanie ideowe, odwołujące się do cywilizacyjnych i kulturowych podstaw francuskiej tożsamości, spotka się z wyraźnie szerszym poparciem.

W drugiej turze zdecydowana większość Francuzów dokonała racjonalnego wyboru. Poparła kandydata dającego nadzieję i odrzuciła kandydatkę gwarantującą wielkie kłopoty. Bez wątpienia jedni z entuzjazmem, inni z rezerwą, jeszcze inni opowiadając się za mniejszym złem, dali szansę Macronowi. Już niedługo przekonamy się, jak ją wykorzysta. 

Macron a sprawa polska

Nikt z czwórki Macron, Le Pen, Fillon, Mélenchon, która miała największe szanse na objęcie urzędu prezydenta Francji  nie był z punktu widzenia Polski optymalnym kandydatem na to stanowisko. Marine Le Pen w razie wygranej na pewno przeciwstawiałaby się interweniowaniu przez organy UE w sprawy praworządności w Polsce, czy przestrzegania przez nasze państwo zobowiązań podjętych wobec UE. Jednak jej celem było i nadal jest rozmontowanie UE i opowiada się zdecydowanie za współpracą Francji z Rosją, kosztem Ukrainy. Jarosław Kaczyński nie chce, aby UE zwracała uwagę na autorytarny zwrot dokonujący się pod rządami PiS-u w Polsce, ale nie chce także, aby nasz kraj opuścił Unię. Bez wątpienia obawia się Rosji i traktuje ją jako zagrożenie. Mówi wiec prawdę, twierdząc, że nie uważa Marine Le Pen za partnera. Nie było jednak przypadkiem, że szefowa Frontu Narodowego wypowiadała się o nim z sympatią, jako potencjalnym partnerze. Postrzega go w ten sposób, ze względu na politykę PiS-u wobec wspólnoty europejskiej.

Macron zdążył już wystarczająco dobitnie stwierdzić, co sądzi o biegu spraw w Polsce, stawiając „reżim Kaczyńskiego” w tym samym rzędzie, co autorytarną Rosję Putina. Pomiędzy nowym prezydentem Francji i jego współpracownikami, a ekipą rządową PiS-u nie ma i nie będzie chemii, zwłaszcza, że ministrem spraw zagranicznych Francji został Jean-Yves Le Drian, który jako minister obrony narodowej miał okazję zapoznać się ze stylem działania obecnego szefa polskiego resortu obrony. Europejskim priorytetem Macrona będzie organizacja i konsolidacja strefy euro, którą rząd PiS-u nie jest zainteresowany. Sprawą, która mogłaby zbliżać nasze państwa jest budowa europejskiego potencjału obronnego, do której jednak przy obecnym stanie w francusko-polskich relacji w tej sferze raczej nie dojdzie. Jest oczywiste, że w sprawach międzynarodowego bezpieczeństwa Polski, rząd PiS-u postawił zdecydowanie na współpracę z USA. Uważne i bez stosowania taryfy ulgowej obserwowanie poczynań Rosji na arenie międzynarodowej przez oba państwa, to zbyt mało, aby spodziewać się resetu w stosunkach polsko-francuskich.

Autor jest historykiem i politykiem. W czasach PRL lider opozycyjnego konserwatywnego Ruchu Młodej Polski, w III RP m.in. Unii Demokratycznej, Partii Konserwatywnej i Stronnictwa Konserwatywno-Ludowego

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA