fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Prawo i Sprawiedliwość

Bartłomiej Misiewicz z wilczym biletem

PAP/Radek Pietruszka
PiS przeprasza za byłego rzecznika MON. Premier Szydło deklaruje, że nie będzie dla niego pracy w żadnej instytucji podległej rządowi.

"Definitywny koniec sprawy Misiewicza" – ogłosiło Prawo i Sprawiedliwość, ale nikt w partii nie chce odpowiedzieć na pytanie, czy odejście asystenta i bliskiego współpracownika Antoniego Macierewicza oznacza także polityczny koniec jego pryncypała. Sam Misiewicz daje do zrozumienia, że został niesłusznie oskarżony, a fakty pojawiające się na jego temat w mediach nie są prawdziwe.

Partyjna komisja, którą w środę powołał prezes Jarosław Kaczyński oceniła sprawę zatrudnienia byłego rzecznika MON w Polskiej Grupie Zbrojeniowej – całkowicie negatywnie. Zajęło jej to zaledwie pięć godzin, w tym ponad dwie rozmowy z szefem MON.

Bartłomiej Misiewicz, bohater całego zamieszania, po wyjściu z przesłuchania w siedzibie partii ogłosił, że zrezygnował z członkostwa w PiS. Wyjaśniał, że powodem jego decyzji była „niesamowita nagonka na PiS przy użyciu jego nazwiska". Nie wyglądał na przybitego. Wręcz przeciwnie.

– Chciałbym przeprosić wszystkich Polaków za to, że muszą oglądać ten żenujący spektakl – powiedział do dziennikarzy zgromadzonych pod siedzibą partii na Nowogrodzkiej. Zadeklarował, że odchodzi w trosce o dobre imię PiS i by „uchronić Zjednoczoną Prawicę przed tym atakiem".

– Wszelkie sukcesy rządu pani premier Beaty Szydło, zwłaszcza te socjalne, które poprawiają byt Polaków, były przykrywane, wykorzystując moje nazwisko do tej brudnej kampanii – tłumaczył.

Inną ocenę miała partyjna komisja złożona z posłów: Marka Suskiego, Joachima Brudzińskiego i Mariusza Kamińskiego.

– Komisja po wnikliwej analizie negatywnie oceniła postawę Bartłomieja Misiewicza, nie ma on kwalifikacji do pełnienia funkcji w sferze publicznej, w spółkach Skarbu Państwa – przyznał Joachim Brudziński na krótkiej konferencji, zastrzegając jednak, że ‚„żadnego przestępstwa" Misiewicz nie popełnił.

Komisja nie przedstawiła jednak żadnych faktów związanych z jego kontrowersyjnym zatrudnieniem – kto go polecił i dlaczego, ile miał zarabiać i jaki był zakres jego obowiązków. Tych informacji nie chce też podać Polska Grupa Zbrojeniowa.

Na konferencji posłowie PiS nie chcieli odpowiadać na żadne pytania mediów. Starali się za to przekuć kryzysową sytuację w polityczny sukces.

– Potrafiliśmy zareagować natychmiast i z pełnym przekonaniem chcemy też powiedzieć opinii publicznej „przepraszam" – podkreślił Brudziński. Jak dodał PiS, różni się od Platformy Obywatelskiej tym, że w takich sytuacjach potrafi „wyciągać wnioski". I prawie całe wystąpienie w sprawie współpracownika Antoniego Macierewicza poświęcił grzechom PO.

Wcześniej, w środę wieczorem, państwa spółka PGZ, w której Misiewicz miał pracować na stanowisku pełnomocnika zarządu ds. komunikacji, rozwiązała z nim kontrakt za porozumieniem stron. Rezygnację miał złożyć sam zainteresowany.

Jednak w czwartek rzecznik rządu Rafał Bochenek stwierdził, że odejścia Misiewicza z PGZ zażądała premier Beata Szydło.

– W PiS i rządzie Beaty Szydło nie będzie zgody na zachowania, które naruszają zasady i wartości, którym hołdujemy; w ocenie szefowej rządu Bartłomiej Misiewicz nie może być zatrudniony w MON ani żadnej instytucji podlegającej rządowi – mówił Bochenek.

Zdaniem posłów PiS, którzy w tej sprawie wypowiadają się nieoficjalnie i niechętnie, werdykt komisji, to dopiero koniec pierwszej rundy tego starcia. – Teraz w ringu pozostał już tylko Antoni Macierewicz – mówi „Rzeczpospolitej" jeden z nich.

Do dalszych działań zachęca prezesa PiS opozycja. – Co dalej z Macierewiczem? Czy takie obyczaje wprowadzone do polskiego życia publicznego będą normą dla rządu PiS? – pytał lider PO, Grzegorz Schetyna.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA