fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Plus Minus

Czesław Bielecki: Urzędnicza pogarda

Forum, Krystian Maj
Bezkarność niezawisłych urzędników, sędziów, prokuratorów powoduje, że faktycznie są oni niezawiśli: od uczciwości, sprawiedliwości, bezstronności osądu. To nie jest jeden układ, mafia czy ośmiornica. Ten potwór nie jest choćby i wielogłowy. On – jak Potwór Pana Cogito – jest otchłanią, w którą wpadamy.

Pierwsza zasada strategii
trafna ocena wroga

Zbigniew Herbert

Potwór Pana Cogito

Ten tekst jest niezwykle serio. Piszę go w pierwszej osobie, ale myślę, że sprawa wprowadzenia standardów obowiązujących funkcjonariuszy publicznych warta jest petycji obywatelskiej. Szczególnie jeśli rząd, Sejm ani prezydent nie podejmą inicjatywy. Kodeks takich wysokich standardów (niskie już mamy i świetnie działają) można zanotować na wizytówce.

Brytyjczycy, wprowadzając niemal dwie dekady temu siedmiopunktowy kodeks Nolana, wiedzieli, co robią. Na nasze siedem grzechów głównych funkcjonariuszy państwa trzeba, jak sądzę, twardszego dekalogu służby publicznej. Zasady Nolana: bezinteresowność, prawość, obiektywizm, odpowiedzialność, otwartość, uczciwość, dobry przykład – przy naszych obyczajach i odruchach podlegają łatwej falsyfikacji i nadużywanego w stosunku do funkcjonariuszy publicznych domniemania niewinności i dobrych intencji.

Godność utracona w urzędach

KOD martwi się o stan wolności i demokracji w Polsce i próbuje wejść w buty KOR. Cóż, mamy wolność i demokrację, tylko źle z niej korzystamy. Zamiast szukać kompromisów i posuwać się do przodu, wchodzimy w konflikty, naiwnie wierząc, że tylko przeciwnik polityczny na nich straci. Tymczasem tracimy wszyscy. Przydałby nam się znów KOP – Komitet Obrony Praworządności. Tej praworządności, która zaczyna się nie za stołem prezesa Andrzeja Rzeplińskiego, lecz w postępowaniu przeciętnego sędziego, prokuratora, komornika, urzędnika skarbowego. Także urzędników samorządowych i rządowych.

Uprzedzając polemistów, zaznaczam, że mój obraz sytuacji obejmuje pełny przekrój funkcjonariuszy państwa, stolicę i regiony, od inspektora nadzoru budowlanego i wójtów po burmistrzów, pracowników aparatu ministerstw i kancelarii kolejnych premierów.

Z przyczyn społecznych i zawodowych każdego roku jestem uczestnikiem co najmniej 500 sytuacji, które są bezpośrednimi, telefonicznymi, listownymi lub sądowymi kontaktami z funkcjonariuszami państwa. Nie musiałem czekać na aferę hazardową, w której premier Donald Tusk wyrzucił z rządu wicepremiera Grzegorza Schetynę, żeby wiedzieć, jak potrafi działać – lub raczej nie działać – administracja państwa. Przypomnijmy, że premier z komentarzem: „Chłopaki nie płaczą" usunął z rządu wicepremiera za to, że pewien przedsiębiorca interweniował u tego ostatniego w sprawie wycinki jednego hektara lasu, aby urządzić stok narciarski.

Tymczasem to „oczywista oczywistość" w kraju wolności i demokracji, o którą tak zabiega KOD. Nie można u nas normalnie – czyli bez klientyzmu mniej lub bardziej kumoterskiego, korupcyjnego czy klikowego – załatwić niczego, co odbiega od zameldowania, otrzymania paszportu, rejestracji samochodu czy firmy. Funkcjonariusze tylko udają, że funkcjonują. A już z pewnością nie ułatwiają nam życia, działania, pracy, twórczości. Gdy przy bramkach chroniących dziś wejścia do każdej instytucji publicznej strażnik pyta mnie jeszcze przed wylegitymowaniem: „Pana godność?", odpowiadam rutynowo: „Mam tylko nazwisko. Godność utraciłem w urzędach Rzeczypospolitej".

Robak hufcowy

Zamieszczony powyżej kodeks funkcjonariusza publicznego na wzór brytyjskiego kodeksu lorda Nolana jest listą cech, bez których nie nastąpi w Polsce żadna zmiana. Chyba że na gorsze. Tylko wprowadzona ustawowo i mieszcząca się na ćwiartce kartki lista dziesięciu zasad służby obywatelom i państwu pozwoli – bez proceduralnych kruczków i procesowych ceregieli – usuwać ze służby państwowej skorumpowanych sędziów, niedowidzących prokuratorów, urzędników skarbowych i komorników, którym mylą się adresy, nie mówiąc o ministrach, którym wymykają się prywatne lub publiczne sformułowania naruszające godność urzędu lub obywateli.

Siedem grzechów głównych funkcjonariuszy naszego państwa (niezależnie od tego, w jakich proporcjach występują) tworzy – mówiąc słowami Herberta: „ogromną depresję rozciągającą się nad krajem". Czy jest to jeden grzech, czy więcej niż siedem (a listę można ciągnąć: kundlizm, kombatanctwo, k...stwo...) i czy są one jednostkową przywarą, sobiepaństwem, mentalnością carskiego czynownika czy homo sovieticusa, są obezwładniające. Niszczą aktywność obywateli, piękno kraju, radość pracy, wreszcie – sens życia wspólnotowego. Bez egzekwowania tych dziesięciu – zgoda, że wysokich – standardów wszelkie zmiany kadr, struktur czy procedur w aparacie państwowym na nic się zdadzą.

Nieprzypadkowo na pierwszych dwóch miejscach postawiłem służbę obywatelom i odpowiedzialność i nieprzypadkowo na dwóch ostatnich – transparentność i godność urzędu. Czymże bowiem jest urząd, którego pracownik nie jest decyzyjny ani nie współpracuje z innymi urzędami, tylko przegania obywatela od biurka do biurka? Czym jest niezawisłość sądów, gdy sędzia nie jest bezstronny ani rzetelny? A czy profesjonalizm i przewidywalność połączone z odpowiedzialnością nie są standardami, które pozwolą uniknąć katastrof na własne życzenie, w których polskie państwo uzyskało ostatnio osobliwą sławę?

Transparentność łączę na końcu kodeksu z godnością urzędu. Czyż sędzia, urzędnik albo nauczyciel akademicki może mieć autorytet, gdy swoją karierę zbudował na serwilizmie, donosicielstwie, służeniu prześladowcom współobywateli? I nie chodzi o nieposzlakowaną przeszłość (o co trudno w kraju, gdzie partia komunistyczna liczyła parę milionów członków), lecz zdolność przyznania się do błędu. Bez niej trudno o zrozumienie i wybaczenie.

Myślę, że istotą codziennego bezprawia w naszym kraju – tego bezprawia, którego nie widać z Brukseli – jest wymykający się prawnikom i legislatorom fakt: nasi urzędnicy grają rolę sędziów, a nasi sędziowie postępują jak urzędnicy. I ktokolwiek by Polską rządził, to, co naprawdę działa, to wielogłowy i pozbawiony mózgu zlep klientyzmu, konformizmu, korupcji, koniunkturalizmu, kretynizmu, kumoterstwa i klikowości. Czy zawsze i wszędzie? Nie, są wyjątki. Ale one potwierdzają regułę. System tworzy układy i układy nabrały cech systemu. Powtórzmy za poetą:

dowodem na nieistnienie państwa są jego ofiary
jest dowód nie wprost, ale wystarczający

Każdy, kto umie patrzeć i czytać, widzi to, co opisała Justyna Kopińska, dziennikarka śledcza „Gazety Wyborczej", w swojej wstrząsającej książce „Polska odwraca oczy". Oto jedna z tych prawdziwych historii.

W biały dzień burmistrz Zduńskiej Woli żądał od zatrudnionych przez siebie pracowników przynoszenia mu na początku każdego miesiąca w gotówce 10 procent pensji. Gdy jedna odważna kobieta złamała zmowę milczenia i doprowadziła do procesu, wyszedł on z niego cało. Prowadzi swobodnie w tym samym mieście własną kancelarię.

Czy nie jest to poza normą prawa i sprawiedliwości? Cóż z tego, że sądy, które wydawały wyrok, były niezawisłe? Drugą stroną niezawisłości muszą być: rzetelność, bezstronność i odpowiedzialność. Tylko wtedy niezawisły sędzia będzie strzegł swojej niezależności postępowania, gdy łamiąc ją, będzie zagrożony gilotyną odcinającą od przywilejów zawodu i żadna korporacyjna solidarność nie uratuje go przed wykluczeniem z zawodu. Raz i na zawsze. Bezkarność niezawisłych urzędników, sędziów, prokuratorów powoduje, że faktycznie są oni niezawiśli: od uczciwości, sprawiedliwości, bezstronności osądu. Na nic się tu zdały próby Leszka Balcerowicza odbiurokratyzowania gospodarki, walki Jarosława Gowina z korporacjami niedopuszczającymi innych do zawodu czy tropienie układów przez Zbigniewa Ziobrę.

To nie jest jeden układ, mafia czy ośmiornica. Ten potwór nie jest choćby i wielogłowy. On – jak herbertowski Potwór Pana Cogito – unosi się nad nami i jest otchłanią, w którą wpadamy, pokazuje nam co chwila ogromny „pysk nicości". Nie można wyzwać go na ubitą ziemię. To nie tylko „homo sovieticus" Zinowiewa i Tischnera, „czerep rubaszny" Słowackiego i „lawa plugawa" z mickiewiczowskich „Dziadów". To zjawisko określane jako pleń.

Politolog Rafał Matyja przypomniał ostatnio to porównanie, przywołując nazwisko nieżyjącego Michała Kuleszy (prawnik, specjalista ds. samorządu – przyp. red.). Z pleniem nie dało sobie rady PZPR, nie daje sobie rady III RP. Profesor Kulesza, przyrównując system do plenia, pisał: „Zjawisko, które nie ma mózgu, nie ma centrum, ale ma instynkt zbiorowego przemieszczania się i przetrwania".

Pleń, jak czytamy w sieci, robak hufcowy, jest pełznącą masą, złożoną z tysięcy maleńkich, kilkumilimetrowych larw muchówki z gatunku ziemiórki pleniówki. Tworzy ona nawet kilkumetrowy wąż, który może się podzielić lub połączyć. Składa się ze zlepionych z sobą warstw, które wymieniają się położeniem w trakcie ruchu. Pleń rozpada się, żerując w ściółce, by powtórnie stworzyć całość pełznącą na przód. Gdy tylna część plenia oddzieli się od przedniej – uważajcie reformatorzy! – przednia czeka na swój tył. Pleń jest niezwykle rzadkim zjawiskiem, a przyczyna wędrówki larw do dziś nie została poznana. Pojawienie się plenia było czasem uważane za przepowiednię nieszczęść.

Przysięga na kodeks

Kodeks standardów funkcjonariuszy publicznych, na który składać oni muszą przysięgę, wymaga oczywiście precyzyjnego zdefiniowania każdej z jej dziesięciu zasad. Ale nie o szczegółowość tutaj chodzi, lecz wykluczenie pokrętnych interpretacji, jednoznaczność dla funkcjonariuszy i obywateli. Wszyscy rozumiemy, że konflikt interesów to prywatne korzystanie z publicznej pozycji, której zawdzięczamy możliwość określonej korzyści. Podobnie rozumiemy, że nie jest bezstronny ten, kto rozsądza własną sprawę lub powiązanej z sobą grupy. Dzisiaj rząd, nie publikując – nawet błędnego – wyroku Trybunału Konstytucyjnego, idzie po prostu śladem urzędniczego plenia, który nie odpowiada na formalne skargi ani nie podejmuje decyzji, do których jest zobowiązany prawem, gdy jest to dla niego niewygodne. Dla aparatu jest istotne, aby tylko to istniało, działało, było legalne, na co urzędnik najniższej rangi wyraził pisemną zgodę. Prawdą w Polsce ma być tylko to, co ogłosi sędzia lub urzędnik.

Mamy taki kolejny rząd, jacy są jego urzędnicy. Tacy też są urzędnicy, jaki ich rząd. Prawdziwym dramatem polskiej wolności i demokracji nie jest kierunek polityczny, lecz paraliż dyscypliny, nieskuteczność, celebrowanie procedur, mnożenie problemów i konfliktów.

Urzędnicy i sędziowie przywołują na usprawiedliwienie swoją osobistą prawną odpowiedzialność, choć publicznie były i są znane dowody na jej przeciwieństwo. Nie słyszałem, żeby jakiś urzędnik skarbowy odpowiedział za przeoczenie afery Amber Gold czy zwrot wielomiliardowych sum VAT, które są bezkarnie wyłudzane i ktoś te decyzje podpisuje.

Tymczasem tysiące funkcjonariuszy tygodniami zalegają u drobnych przedsiębiorców w ramach kontroli skarbowych i pijąc herbatę, przetrzepują faktury w poszukiwaniu przestępstw podatkowych. Jakby nie wiedzieli, że zamożności czy bogactwu towarzyszyć muszą odpowiednie ciężary podatkowe.

Zatem jest rzeczą oczywistą, że to z ich wzajemnej proporcji i publicznie dostępnych danych o majątku osób i firm można wnieść o uczciwości lub nieuczciwości obywateli i przedsiębiorców. Żaden prokurator nie odpowiedział za ciągnięcie przygotowań do procesu Amber Gold przez cztery lata. Opinia publiczna dowiedziała się ostatnio, że sprawa zapowiada się na lata. W Stanach Zjednoczonych oszust Madoff po wykryciu jego piramidy finansowej w ciągu trzymiesięcznego procesu poszedł siedzieć z wyrokiem 150 lat.

Bezpieczeństwo działania polskiego urzędnika w roli sędziego wszechrzeczy polega na tym, że nie ma sądów z prawdziwego zdarzenia. Sprawnych, szybkich, sprawiedliwych. Jedyna niezawisłość, której tak starannie broni znacząca część korporacji prawników, to kompletna niezależność sędziów od elementarnego zdrowego rozsądku. Sprawy, w których dowody są publicznie znane, fakty oczywiste, trwają latami, gdyż z urzędniczą gorliwością docieka się spraw trzeciorzędnych dla istoty procesu. Jedyne, co łączy te dwie grupy – urzędników udających sędziów i sędziów udających urzędników – to gra na czas. Właśnie dlatego decyzyjność, rzetelność i skuteczność są tak istotnymi standardami pracy dla obywateli i państwa.

U zarania wolnej Polski wydawało się, że wystarczy nowych ludzi postawić na czele nowych lub odnowionych instytucji. Bardziej radykalni i mający praktyczne doświadczenie w borykaniu się z biurokracją i bezprawiem wymiaru sprawiedliwości w PRL twierdzili, że trzeba zmienić sposoby działania – ustanowić nowe procedury. Teraz – po ćwierćwieczu trwania III RP – już widać, że pleń wymyka się dotychczasowym wysiłkom kolejnych parlamentów i rządów.

Musimy określić na nowo zasady działania funkcjonariuszy państwa, zanim zreformuje się procedury, które usuną bezprawie władzy wykonawczej i sądowniczej. Trzeba po raz pierwszy w wolnej Polsce zdefiniować standardy obowiązujące funkcjonariuszy publicznych, którzy rządzą nami i nas sądzą. Niech przysięgają na dziesięciopunktowy kodeks. A gdy złamią przysięgę – niech tracą stanowisko, nie czekając na zakończenie procesu sądowego we własnej sprawie.

Polszczyzna – miękka i poetycka – musi ująć na nowo tę prozę życia, która umyka na co dzień oczom rządzących, choć tak bardzo kłuje w oczy obywateli. Wprowadzenie w życie kodeksu standardów służby publicznej mocą dekretu prezydenckiego lub ustawy powinno nastąpić możliwie szybko. Jak przestrzegał nas autor „Potwora Pana Cogito":

zanim nadejdzie powalenie bezwładem
zwyczajna śmierć bez glorii
uduszenie bezkształtem

Autor jest architektem, publicystą i politykiem. Działacz antypeerelowskiej opozycji, członek NSZZ „Solidarność". Pisał w podziemnej prasie pod pseudonimem Maciej Poleski.

Siedem grzechów głównych funkcjonariuszy publicznych:

1. Klientyzm

2. Konformizm

3. Korupcja

4. Koniunkturalizm

5. Kretynizm

6. Kumoterstwo

7. Klikowość

Kodeks funkcjonariusza publicznego

1. Służba obywatelom

2. Odpowiedzialność

3. Decyzyjność

4. Umiejętność współpracy

5. Profesjonalizm

6. Rzetelność

7. Bezstronność

8. Przewidywalność

9. Transparentność

10. Godność urzędu

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA