fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Muzyka

Piosenka o nieokazywaniu uczuć

Hey (od lewej): Marcin Macuk, Robert Ligiewicz, Paweł Krawczyk, Katarzyna Nosowska, Jacek Chrzanowski, Marcin Żabiełowicz
materiały prasowe
„Błysk", ultranowoczesny, electro-rockowy album Hey sugeruje, by lgnąć do siebie, a nie okładać się sztandarami.

Fraza „Pachnie Saska Kępa, choć przecież minął maj" nawiązująca do słynnej „Małgośki" Agnieszki Osieckiej sprawia, że nie da się myśleć o wspaniałej płycie Hey jak tylko o rockowych kompozycjach.

Wciśnięta niepozornie w kieszeń płyty ulotka z tekstami Katarzyny Nosowskiej – świadcząc oczywiście o jej skromności – nie ukryje faktu, że oto dostaliśmy jej nowy tomik wierszy, wspaniale oprawiony równoprawną muzyką i grą całego zespołu. To niesamowita mieszanka brzmień i aranżów w stylu lat 60., nowocześnie zagranych w stylu electro. A przecież rock i gitary nie zostały zepchnięte na dalszy plan. Są partie akustyczne i soczyste solówki.

Katarzyna Nosowska, jak niegdyś poetka Agnieszka Osiecka, poprzez piosenki opisuje świat. Z bardzo kobiecej perspektywy. Kobiety, która nie znosi polityki i wojny, skoncentrowanej na przeżywaniu siebie, również w relacji z drugim człowiekiem, poprzez miłość, samotność, naturę i Boga.

Pisanie o nowej płycie Hey i nowych wierszach Katarzyny Nosowskiej trzeba zacząć od końca, czyli ostatniej kompozycji „Historie". Jakże lepszy byłby świat i nasze życie, gdyby wszyscy skupili się na najbliższych osobach – takich, o których słowami wokalistki Hey możemy powiedzieć: „Z Tobą wszędzie mi po drodze/ Syjamsko się czuję i lgnę/ czuję i lgnę, czuję i lgnę".

Ale aż tak życie nas nie rozpieszcza i słusznie ma Nosowska żal do tych wszystkich, często nawet bliskich, którym można powiedzieć: „Czemu na podeszwach butów wnosisz mi do domu brud/ Mam na myśli wiadomości, plotki nie uliczny kurz/ Czemu w klapach płaszcza, na nogawkach, i we wszystkich szwach/ Znosisz mi do domu strachy, cudzy lament, zamiast róż/ Kto się kłania Moskwie, kto podnóżkiem Ameryki jest/ Kto ma berło, kto koronę, wiele nie obchodzi mnie".

Dowodzi tego już rozpoczynający album „Błysk". To apokaliptyczna melodeklamacja przypominająca The Doors. Opis nadchodzącej katastrofy. Ale odczucie Nosowskiej jest inne.

– Katastrofy? – dziwi się Katarzyna Nosowska w rozmowie z „Rzeczpospolitą". – To jedynie wizja przebiegu końca świata. W zdaniu: „Znasz mnie/ Spałam, gdy kończył się świat" zawiera się cała wiedza na mój temat. Często przegapiam ważne dla większości momenty. Często przyczyną jest sen. Mam silną tendencję do ucieczek w ciche schronienie umysłu jako jedynej względnie bezpiecznej przestrzeni.

Katarzyna Nosowska próbuje trzymać się z dala od katastrofy, jaka odbywa się w Polsce każdego dnia, zachować dystans do społeczno-politycznej rozróby.

– Od dawna chętnie przebywam na marginesie głównego nurtu zdarzeń – mówi mi. – Chyba nawet z wiekiem się to pogłębia. Nie jest to popularna postawa, ale myślę, że takich osób jest wiele.

Jednak nie zawsze udaje się zachować spokój. Nigdy wcześniej nie było w tekstach Nosowskiej tak wiele społeczno-politycznych obserwacji. Electro-rockowy przebój „Prędko, prędzej", ale również „Szum" i „Cud" dowodzą, że obserwuje „Jak się sztandarami, w szale okłada tłum". Warto zapamiętać opis tej sytuacji: to „derby kraju, derby co dzień, gdzie czerń w tęczę, a tęcza w czerń". Idealnie wyraża charakter kibolskiej „ustawki" polityków.

– Nie sposób nie obserwować – komentuje Nosowska. – Dzieje się to bez wysiłku. Informacje bezpardonowo przenikają do świadomości, a budowanie dystansu wobec nich pochłania sporo energii. W tekstach służą mi jedynie za kontekst, w którym umieszczam człowieka. On zawsze interesował mnie najbardziej. Ale nie sprowadzam go do roli istoty zdolnej jedynie do zmysłowego oglądu rzeczywistości. Wierzę w jego znacznie większe możliwości.

Dlatego w piosenkach często pojawia się Bóg. Patrzy na „derby kraju" ze wstydem. „Umęczył go szum/ Zmęczył wszechwiedzący tłum/ Chce jechać do wód/ Zażyć ciszy, ziół, spokojnego snu".

– Bóg bywa świetnym sprzymierzeńcem w nadawaniu słowom wyższej rangi – dodaje Nosowska.

W metafizycznej przestrzeni piosenek Hey jest też „2015", zachwyt pierwszą „upalną zimą", jaką mieliśmy. „To Pierwszy taki rok/ Gdy samotność znużyła mnie/ Pierwszy taki rok/ Gdy przez fosę rzuciłam most".

Ale w „Dalej" pojawia się kosmiczna samotność. Bóg staje się przerażającą tajemnicą: „Z pewnego oddalenia/ Kosmosu, świetlnych lat/ Właściwie nie ma i/ i nie było mnie / Punktualnie/ Ze mnie kpisz/ Jestem pył/ Dmuchany ryż / Nie ważę, nie znaczę tutaj nic".

Niezwykle gęsta jest piosenka o okazywaniu lub nieokazywaniu sobie uczuć „Hej Hej Hej". Nosowska, jak przystało na autorkę wiersza o braku wylewności, stwierdza krótko:

– O nieokazywaniu!

Są też fantastyczne utwory o przemijaniu, w tym ironiczne „I tak w kółko", gdzie wokalistka wpisuje się w cykl przychodzenia i odchodzenia, obserwuje siebie i przyszłość z perspektywy, gdy już jej nie będzie.

– Cieszy mnie jedno z nielicznych dobrodziejstw dojrzewania, a mianowicie dystans i pogłębiona refleksja – powiedziała. – Starość jest naprawdę świetnie zaprojektowana, co pomaga w miarę łagodnie i bez żalu rozstać się z ciałem, gdy już przyjdzie pora. Dlatego powinniśmy sobie życzyć starości, a nie psioczyć na nią, bo skoczyć w śmierć, bez przygotowania, nagle, będąc silnie przywiązanym do życia, musi być bardzo trudno.

A życie trwa tyle co pstryknięcie palcami, dlatego warto wziąć sobie do serca słowa: „Jesteś jak sen/ Drzemka, z której świat/ Obudzi się/ I będzie trwał".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA