fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Konfederacja

Braun o politykach obozu władzy: Zawsze będą małymi oszustami

Fotorzepa, Jerzy Dudek
- Obóz władzy, który ma pełnię władzy, najwyraźniej organicznie nie jest w stanie się przymusić do tego, żeby przestrzegać nawet własnych zasad - powiedział w Radiu Plus poseł Konfederacji i lider partii Korona Grzegorz Braun, odnosząc się do nocnego powtórzonego głosowania w sprawie wyboru członków KRS.

- Uczucie zażenowania ogarnąć musi każdego dorosłego, aspirującego do powagi należnej wysokiej izbie, człowieka - komentował Braun.

- To było żenujące. Obóz władzy, który ma pełnię władzy - owszem, z pewnym dość wąskim w tej chwili marginesem, ale jednak robi, co chce - najwyraźniej organicznie nie jest w stanie się przymusić do tego, żeby przestrzegać nawet własnych zasad. Nie są w stanie tego zrobić. Mają siłę, ale jednocześnie zawsze będą małymi oszustami, będą małymi krętaczami. I to jest smutne - powiedział poseł Konfederacji.

Czytaj także:
Korwin-Mikke: Marszałek Witek zrobiła potworny błąd

Dodał, że zatrzymanie procedury parlamentarnej z powodu, że "prezes naczelnik Kaczyński nie radzi sobie ze swoim terminalem" obserwował z rosnącym wzruszeniem, "które ogarnia człowieka na widok kogoś, kto sobie nie radzi z rzeczywistością".

Pytany, czy jego zdaniem popełniono przestępstwo, odparł: - Bez wątpienia. - Regulamin jest naruszany, a procedury są co najmniej naciągane, kiedy tylko można i kiedy trzeba, i kiedy nie trzeba. To po prostu jest rutyna, to jest organiczne - mówił.

Grzegorz Braun oświadczył, że Konfederacja jest "od tego, żeby powagą traktowania spraw państwowych stwarzać stosowny punkt odniesienia". Według posła, PO i PiS, "z przystawkami rzecz jasna", uprawiają zapasy, ale "podstawowa, systemowa zasada ustrojowa III RP - my nie ruszamy waszych, wy nie ruszacie naszych - zostaje dochowana".

Poseł był też pytany o słowa, jakie wypowiedział we wtorek w Sejmie po exposé premiera Mateusza Morawieckiego. - Mówili (tu) o bezpieczeństwie narodowym ludzie, którzy jego gwarancji upatrują w sprowadzaniu wojsk obcych na terytorium Rzeczypospolitej. I to jest zdrada, ale wysoka izba oswoiła się z tą fałszywą doktryną bezpieczeństwa narodowego do tego stopnia, że nikt nie reaguje - mówił wtedy Braun.

- Nie powątpiewam o tym, że to się wszystko domaga Trybunału Stanu. Opieranie polskiej doktryny bezpieczeństwa narodowego na sprowadzaniu wojsk obcych na terytorium Rzeczypospolitej, z ewidentnym upośledzeniem w tym procesie Wojska Polskiego, jest działaniem świadczącym o rozmijaniu się z rzeczywistością lub też jakimś cynicznym wyrachowaniu - oświadczył.

- Z punktu widzenia mojego i moich kolegów z Konfederacji, Wojsko Polskie ma być filarem doktryny bezpieczeństwa państwa. Żołnierze obcych armii, obcych służb, sprowadzani na terytorium Rzeczypospolitej, nie składają przysięgi na wierność Polsce, narodowi polskiemu, i w związku z tym nie będzie można w razie czego mieć do nich pretensji o to, że nie stają na wysokości zadania, bo oni tego nie mają w kontrakcie - podkreślił lider partii Korona.

Ocenił, że zdrada stanu jest w sposób niejasny i "mało spektakularny" zagrożona penalizacją, wobec czego w Polsce jest na nią popyt. - Artykułowanie poglądów jawnie zdradzieckich ma u nas prawo obywatelstwa na rynku politycznym - powiedział Grzegorz Braun.

- Instalowanie baz obcych wojsk na terytorium Rzeczypospolitej, sprowadzanie tutaj kolejnych kontyngentów żołnierzy, którzy nie składali przysięgi na wierność Polsce, jest elementem podnoszącym ryzyko, a nie zwiększającym nasze bezpieczeństwo - podkreślił.

W nocy z czwartku na piątek Sejm wybrał Bartosza Kownackiego, Arkadiusza Mularczyka, Kazimierza Smolińskiego i Marka Asta do składu Krajowej Rady Sądownictwa. Dwie kandydatki zgłoszone przez Koalicję Obywatelską i Lewicę nie zdobyły wymaganej większości.

W sprawie wyboru członków KRS głosowano dwa razy. Pierwsze głosowanie zostało przerwane po tym, jak marszałek Sejmu Elżbieta Witek (PiS) otrzymała sygnały, że doszło do problemów z głosowaniem. Na nagraniu z obrad w pewnym momencie słychać słowa "Trzeba anulować, bo my przegramy...". Według przedstawicieli opozycji, słowa te wypowiada jedna z posłanek PiS. Po pojawieniu się sygnałów o problemach z głosowaniem marszałek Witek podjęła decyzję o anulowaniu głosowania. W drugim głosowaniu większość zdobyli kandydaci PiS.

Zdaniem klubu Lewicy, doszło do złamania zasad demokracji. Komentując sprawę, rzeczniczka klubu Anna-Maria Żukowska użyła słów "oszustwo i przestępstwo".

Koalicja Obywatelska zażądała ujawnienia wyników anulowanego głosowania. Według tego klubu, mogło dojść "do poważnego naruszenia Kodeksu karnego - do przestępstwa fałszerstwa". Jak poinformował szef klubu Borys Budka, KO przygotowała wniosek o odwołanie Elżbiety Witek, może też złożyć zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa.

- Jeśli były zgłaszane z sali liczne uwagi, że nie działa aparatura do głosowania, że posłowie nie są w stanie prawidłowo oddać głosu, to nie miała pani marszałek innego wyjścia, jak powtórzyć to głosowanie - ocenił z kolei minister aktywów państwowych Jacek Sasin (PiS).

Zdaniem wicemarszałka Sejmu i szefa klubu PiS Ryszarda Terleckiego, przewaga Zjednoczonej Prawicy "była na tyle bezpieczna", że "nie było takiego zagrożenia", by formacja rządząca głosowanie przegrała. Dopytywany, skąd w takim razie decyzja o anulowaniu głosowania, Terlecki odparł: - Bo posłowie się tego domagali.

Źródło: Radio Plus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA