fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Komentarze

Niemcy i Francja podpisały traktat: Duża chmura nad Akwizgranem

AFP
Dziwnie brzmią interpretacje, że w Akwizgranie narodziła się Europa ?dwóch prędkości. Niemcy i Francja nie chcą sobie wzajemnie dużo ofiarować, czym zatem miałyby przyciągnąć innych?

Zadziwiające, jak mało konkretów zawiera nowy traktat między dwoma krajami, które chcą przewodzić Unii Europejskiej. Niemcy i Francja podpisały go we wtorek, w nieokrągłą 56. rocznicę traktatu elizejskiego.

Inne czasy, inna Europa, inny świat. I inne możliwości. Schodząca ze sceny Angela Merkel i poturbowany przez „żółte kamizelki" Emmanuel Macron to nie Konrad Adenauer i Charles de Gaulle w szczytowej formie. Szczytowej przynajmniej w sprawach zachodnioeuropejskich, bo na niemieckim podwórku pozycja Adenauera słabła po podniesieniu rządowej ręki na wolność prasy i dziesięć miesięcy po podpisaniu traktatu elizejskiego nie był już kanclerzem.

W nowym traktacie o niemiecko-francuskiej współpracy i integracji, który od miejsca podpisania, Akwizgranu, zwany jest akwizgrańskim, tuzin razy wspomina się o umacnianiu, kilka razy o pogłębianiu i zbliżaniu, ale nie w kontekście strefy euro. ?O niej nie ma nic – tylko mgliste słowa o, oczywiście umocnionej i pogłębionej, unii walutowej.

Plan Macrona – transfery pieniędzy ze zdyscyplinowanych i dysponujących oszczędnościami ?krajów Północy, z Niemcami na czele, na zadłużone Południe, z przodującą Francją – przechodzi ?na dobre do zamrażarki. A wraz z nimi marzenie ?o przywróceniu Francji takiej pozycji w UE, jaką mają Niemcy.

Pogłębienie i umocnienie dotyczy współpracy transgranicznej, wymiany młodzieży i nauki języków: niemieckiego we Francji i francuskiego w Niemczech. Nie jest to oczywiście bez znaczenia, ale nie takiej nagrody spodziewał się Macron, gdy po pokonaniu Marine Le Pen wprowadzał się do Pałacu Elizejskiego. Zapowiadało się, że w zamian za gospodarcze prezenty z Berlina Paryż obdarzy go większą rolą polityczną w świecie. Z dużej chmury nad Akwizgranem spadł jednak mały deszcz.

Niemcy – co wyraził dwa miesiące temu wicekanclerz ze współrządzącej SPD Olaf Scholz – chciałyby, aby Francja podzieliła się z nimi (formalnie z całą UE) stałym miejscem w Radzie Bezpieczeństwa ONZ, jednym z ostatnich symboli francuskiej wielkości. Zamiast tego uzyskują poparcie dla swojego liczącego kilkanaście lat projektu poszerzenia Rady o nowych członków (wtedy była mowa jeszcze o Indiach, Japonii i Brazylii), którzy o to, co najistotniejsze, czyli przysługujące obecnym pięciu członkom prawo weta, mieliby walczyć w przyszłości. Możliwość realizacji tego projektu w dzisiejszym podzielonym świecie jest bliska zera, obietnica niewiele więc Francuzów kosztuje.

Zadziwiająco brzmią interpretacje, że w Akwizgranie narodziła się Europa dwóch prędkości. Te dwa kraje nie chcą sobie wzajemnie dużo ofiarować, czym zatem miałyby przyciągnąć innych?

Zaniepokoić się można zapowiedzią umocnienia i pogłębienia współpracy militarnej Niemiec i Francji. Choć traktat wspomina o zobowiązaniach wynikających z członkostwa w NATO, to czuć w nim wyrażaną już wcześniej w obu krajach – delikatnie to ujmując – nieufność do najważniejszego państwa sojuszu – Ameryki, nie tylko tej Trumpa. Te krople akwizgrańskiego deszczu padają na flankę wschodnią. Nie orzeźwiają. Zmuszają do przemyśleń i działań.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA