fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Wywiady i rozmowy

Robert Biedroń: Unia Europejska czeka na sygnał od Łukaszenki

shutterstock
To ostatni moment, by Białoruś zbliżyła się z Zachodem - mówi Robert Biedroń, przewodniczący delegacji ds. relacji z Białorusią w Parlamencie Europejskim.

Czy temat białoruski jest obecny w Parlamencie Europejskim?

Dobra wiadomość jest taka, że grupa zajmująca się relacjami PE z Białorusią funkcjonuje i nadal jest prowadzona przez Polaka, co stało się już pewną tradycją. Mam zaszczyt kontynuować tę tradycję. To trudna grupa, ponieważ PE nie utrzymuje oficjalnych relacji z parlamentem białoruskim, słusznie uważając, że wybory parlamentarne na Białorusi naruszają standardy demokratyczne. Mimo to staramy się współpracować.

To czym się zajmował pana zespół przez ostatnie miesiące?

Przyglądaliśmy się wyborom do parlamentu (odbyły się 17 listopada – przyp. red.). Mogliśmy jedynie się przyglądać, ponieważ PE zdecydował, że nie wyśle tam obserwatorów. Obserwowaliśmy je z Brukseli, zorganizowaliśmy spotkanie z szefową misji OBWE, która obserwowała wybory na miejscu. Niestety, nadal nie mamy po białoruskiej stronie koleżanek i kolegów, z którymi mogliśmy prowadzić normalny dialog polityczny.

Dowiedz się więcej: Tylko 1,4 proc. Białorusinów chce wstąpienia ich państwa w skład Federacji Rosyjskiej

Jaki jest więc sens tworzenia w PE grupy ds. relacji z Białorusią, jeżeli nie ma ona relacji z parlamentem Białorusi?

Sens jest, bo trzeba się angażować. UE przyjęła stanowisko tzw. krytycznego zaangażowania. Jesteśmy krytyczni co do rządów prawa, stanu demokracji, praw człowieka, wolności mediów czy kary śmierci na Białorusi. Szukamy jednak każdej możliwości zaangażowania w dialog i zmiany tej sytuacji na lepszą. Każdą próbę dialogu i każdą odwilż ze strony Mińska przyjmujemy.

Był pan kiedyś w stronach rodzinnych Adama Mickiewicza?

Nie tylko Mickiewicza, ale również Kościuszki. W najbliższym czasie PE organizuje misję na Białoruś, to będzie moja pierwsza wizyta w tym kraju. Będziemy rozmawiali przede wszystkim z przedstawicielami społeczeństwa, opozycją czy wolnymi mediami. Spotkamy się również z parlamentarzystami białoruskimi, ale poza budynkiem parlamentu, by podkreślić wyraźnie, że negujemy ich mandat.

Od ponad roku trwa presja Kremla na Mińsk w sprawie tak zwanej głębszej integracji. Myśli pan, że Rosja połknie Białoruś?

Kreml naciska, by jak najbardziej podporządkować Białoruś. Aleksander Łukaszenko zaś robi wszystko, by do tego nie dopuścić. Gra i próba sił pomiędzy Putinem a Łukaszenką wciąż trwa. To ostatni moment, by białoruski przywódca podjął próbę zbliżenia swojego kraju z państwami Zachodu.

A czy Zachód jest gotów przymknąć oko na białoruski reżim, jego prześladowania opozycji, aby odciągnąć Mińsk od Moskwy?

Nie. W pewnym sprawach jesteśmy zasadniczy. Łukaszenko musiałby wysłać jasny sygnał, że chce dialogu, i wykonać jakiś ważny gest, np. wprowadzając moratorium na wykonywanie kary śmierci. Dzisiaj takich sygnałów nie ma.

Załóżmy, że Łukaszenko tego nie zrobi, latem tego roku po raz szósty sfałszuje wybory i zgodzi się na warunki Rosji co do „integracji”. UE ma jakąś strategię na taki rozwój sytuacji?

To nie jest pytanie do mnie. To jest w gestii Komisji Europejskiej i Rady Europejskiej. Najpierw jednak PE musiałby określić swoje stanowisko w tej sprawie. Prawda jest taka, że Unia w jakikolwiek sposób mogłaby interweniować, gdyby Łukaszenko sam wystąpił z odpowiednią prośbą i wyraźnie zadeklarował, że rozpocznie demokratyczne przemiany.

W 2014 roku pomocy potrzebowała Ukraina. Świat, w tym również UE, „stanowczo potępił” działania Rosji na Krymie. I co z tego? Półwysep został oderwany od Ukrainy.

To prawda. Reakcja UE nie była wtedy tak stanowcza, jaka powinna być. Mamy więc ukraińską lekcję i nie chcielibyśmy, by do tego samego doszło na Białorusi. Jeszcze raz jednak podkreślam, że Łukaszenko musi wiedzieć, że bez ustępstw nie będzie miał wsparcia UE. W przeciwnym wypadku mieszkańcy zjednoczonej Europy zapytają: dlaczego mielibyśmy się angażować, kiedy Łukaszenko przez lata flirtował z Putinem?

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA