Reklama

Kim byli terroryści, którzy dokonali dywersji na kolei. Znane są nazwiska rosyjskich agentów

Dwaj agencji, którzy na linii kolejowej Warszawa–Lublin dokonali aktu dywersji, a następnie uciekli na Białoruś, to Ukraińcy Jewhienij Iwanow i Ołeksandr Kononow - informuje Onet.pl

Aktualizacja: 20.11.2025 11:53 Publikacja: 20.11.2025 09:20

Działania służb przy zniszczonym fragmencie torowiska na trasie Dęblin-Warszawa przy stacji kolejowe

Działania służb przy zniszczonym fragmencie torowiska na trasie Dęblin-Warszawa przy stacji kolejowej w okolicy miejscowości Mika

Foto: PAP/Przemysław Piątkowski

Na trasie Warszawa–Lublin doszło w sobotę i niedzielę do dwóch aktów dywersji. W miejscowości Mika, eksplozja ładunku wybuchowego zniszczyła tor kolejowy. W innym miejscu, niedaleko stacji kolejowej Gołąb, 16 listopada pociąg z 475 pasażerami musiał nagle hamować z powodu uszkodzonej linii kolejowej. Jak poinformował w Sejmie premier Donald Tusk, osobami odpowiedzialnymi za dywersję na kolei byli obywatele Ukrainy współpracujący z Rosją.

– Władzom rosyjskim zależy nie tylko na bezpośrednim efekcie tego typu akcji, ale także na konsekwencjach społecznych i politycznych, to jest na dezorganizacji, chaosie, panice, spekulacjach, niepewności – mówił premier.We wtorek Donald Tusk poinformował w Sejmie, że dywersji na linii kolejowej Warszawa–Lublin dokonało dwóch obywateli Ukrainy, współpracujących z Rosjanami, którzy dotarli do Polski z terytorium Białorusi. Sabotaż miał doprowadzić do katastrofy w ruchu kolejowym – na torach w rejonie miejscowości Mika wysadzono ładunek wybuchowy w momencie, gdy przejeżdżał tamtędy pociąg towarowy. W innym miejscu na torach umieszczono metalową obejmę, która miała doprowadzić do wykolejenia pociągu. 

Czytaj więcej

Donald Tusk: Ustaliliśmy sprawców aktu dywersji na kolei

– Jeżeli chodzi o to, w jaki sposób zadziałał ten ładunek wybuchowy, mieliśmy bardzo dużo szczęścia – powiedział szef MSWiA Marcin Kierwiński

Znane są nazwiska dywersantów. To dwaj Ukraińcy

Portal Onet.pl poinformował, że znane są nazwiska osób, które przeprowadziły atak. To dwaj Ukraińcy - Jewhienij Iwanow i Ołeksandr Kononow. Mężczyźni w nocy z soboty na niedzielę uciekli na Białoruś.

Reklama
Reklama

Obaj mężczyźni mieli przebywać w Polsce tylko kilka godzin. Do Polski mieli wjechać z terenu Białorusi posługując się fałszywymi paszportami.

Jak informuje ukraińskie media, Iwanow został zwerbowany przez rosyjskie służby specjalne najpóźniej na początku 2024 roku. Jednym z jego zadań było przeprowadzenie sabotażu w zakładzie produkującym drony we Lwowie.

Zaangażowani w dywersję w Polsce Ukraińcy wyjechali z kraju przez przejście graniczne w Terespolu. 

Czytaj więcej

Dywersja na kolei. Prokuratura przekazała nowe informacje ze śledztwa

W środę prokuratura wydała postanowienie o przedstawieniu im zarzutów przeprowadzenia aktów dywersji o charakterze terrorystycznym na zlecenie Federacji Rosyjskiej. Podejrzanym grozi kara dożywotniego pozbawienia wolności.

Co zdradziło dywersantów?

Jak wynika z informacji, do których dotarła „Rzeczpospolita”, karta SIM od telefonu i odcisk palca postawiony na miejscu zdradziły sprawców sabotażu na linii kolejowej. Dzięki temu śledczy szybko namierzyli, kto odpowiada za atak.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Wiemy, co zdradziło dywersantów, którzy wysadzili tory. Nowe ustalenia „Rzeczpospolitej”

Sprawcy podłożyli dwa ładunki w odległości ok. jednego metra od siebie. Służby nie są pewne, czy był też trzeci, czy też były to szczątki jakichś urządzeń. Eksplodował tylko pierwszy ładunek, który zrobił jedynie pęknięcie w szynie – to dlatego mogło po niej przejechać kilka pociągów, co najmniej cztery składy pasażerskie. Tylko dlatego, że pędziły ponad 160 km/h, nie wypadły z szyn. Ale pod naciskiem ciężkich składów kilku pociągów uszkodzenie szyny się powiększało – aż nad ranem w niedzielę maszynista zauważył już wyrwę w torach i zatrzymał pociąg. Wiadomo też, że materiałem wybuchowym podłożonym przez dywersantów był ładunek wykorzystywany przez wojsko. Do inicjacji wybuchu służył kabel elektryczny o długości 300 metrów.  

Jak podkreślają służby, do tragedii nie doszło tylko dzięki szybkiej i prawidłowej reakcji maszynisty pociągu Kolei Mazowieckich jadącego z Warszawy do Dęblina. Kim jest człowiek, który nie dopuścił do katastrofy? 

Mateusz Maciak ma 31 lat, w Kolejach Mazowieckich pracuje od 10 lat. Zaczynał jako konduktor, potem został kierownikiem pociągu. Od niemal 3 lat jako maszynista pełni służbę za nastawnikiem. Praca na torach w jego rodzinie jest tradycją. Jego tata jest również kolejarzem – to on zainteresował syna koleją.

Policja
Nietykalna sierżant „Doris”. Drugie życie tajnej policjantki
Przestępczość
Lawinowy wzrost. Grupa z Ameryki Południowej coraz częściej dokonuje przestępstw w Polsce. Ustalenia „Rzeczpospolitej”
Przestępczość
Gdzie w Warszawie kradną najwięcej samochodów? Giną zwłaszcza pojazdy jednej marki
Przestępczość
Drugie dno czystek w prokuratorskich „pezetach”
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama