Reklama

Jarosław Kuisz: Dwa Zachody – zupełnie różne światy, które coraz więcej różni

Nie ma już jednego Zachodu. Są dwa modele polityki, dwie logiki działania, dwa języki wartości. To zupełnie inne standardy postępowania i dozwolonej retoryki.

Publikacja: 03.12.2025 04:33

Prezydent USA Donald Trump

Prezydent USA Donald Trump

Foto: uri Gripas/Abaca/Bloomberg

Koniec roku to czas podsumowań. I czasem, aby ujrzeć otaczający świat w punktowym świetle, trzeba pokusić się o myślowy eksperyment. Wyobraźmy sobie, że komunizm nie skończył się w 1989 r., ale właśnie teraz. My nadal chcemy wyjść z dekad biedy, uciec zza Żelaznej Kurtyny, wymknąć się ze strefy wpływów Wschodu. I co się okazuje? Geografia i mroczna historia nie pozostawiają nam wielkiego pola manewru. Znów zrobilibyśmy wszystko, aby trzymać Kreml jak najdalej od naszego terytorium. Aby rozpocząć, po latach zamordyzmu, przygodę z demokracją i modernizacją, znów zwrócilibyśmy twarze w odwrotną od Wschodu stronę.

Reklama
Reklama

Dwa Zachody. Wzorowanie się na Waszyngtonie Donalda Trumpa, a wzorowanie się na Unii Europejskiej to różne pary kaloszy

W 2025 r. nadal innej drogi nie ma. Wtedy jednak nagle zdalibyśmy sobie sprawę, że dziś mamy nie jeden Zachód, ale aż dwa Zachody. Wzorowanie się na Waszyngtonie Donalda Trumpa, a wzorowanie się na Brukseli z kryteriami kopenhaskimi, to różne pary kaloszy. Dwa modele polityki, dwie logiki działania, dwa języki wartości. W teorii to nadal Zachód z wyborami przy urnach. W praktyce jednak to zupełnie inne standardy postępowania, dozwolonej retoryki, wreszcie inny punkt dojścia.

Wybór Polski, która chce na Zachód, nie byłby tak łatwy, jak dawniej. Donald Trump to militarna potęga nr 1, jednak w 2020 r. próbował sfałszować wybory (niesławne zlecenie przez telefon „szukania” 11 780 głosów w Georgii). Bruksela zaś wciąż reprezentuje ideały liberalnej demokracji, jednak przed Moskwą nas nie obroni. Szlachetne normy, procedury, wartości – ale bez twardej siły. Gdybyśmy mieli wybierać jeden z dwóch Zachodów, mielibyśmy twardy orzech do zgryzienia.

Dawny świat jednego Zachodu pękł

Pod koniec 2025 r. owe dwa Zachody ustrojowe istnieją realnie. Ćwiczenie wyobraźni przydaje się nam, aby łatwiej zobaczyć bifurkacje. Być może to przesilenie transatlantyckie chwilowe, ale w praktyce fundamentalne. Gdy Waszyngton narzuca Ukrainie 28-punktowy plan pokojowy „made in Russia”, Kijów przecież biegnie do drugiego Zachodu. Część państw europejskich próbuje wtedy pomóc odkręcić ofertę pierwszego, coraz mniej demokratycznego Zachodu. Dla krajów mniejszych, egzystencjalnie zagrożonych rysuje się dramatyczny wybór między bezpieczeństwem a demokracją. Do niedawna było to jedno i to samo, gdyż i Zachód był jeden.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Jerzy Surdykowski: Dlaczego nie ma już tej Ameryki, którą pamiętamy?

Trzeba zatem zaktualizować nasze oprogramowanie. Przy okazji 11 listopada Karol Nawrocki piętnował retorycznie Zachód, ale po staremu. Nie wskazał, który z dwóch ma na myśli, co równie dobrze mogło oznaczać piętnowanie Trumpa czy Orbána. Rozumiem rytuał piętnowania wroga, aby ukonstytuować własną tożsamość „twardego człowieka”. Musimy jednak trzymać się realiów. Mamy dwa Zachody, o czym w marcu szerzej pisałem przed szczytem NATO dla „New York Timesa” – i nic się nie zmieniło. Dawny świat jednego Zachodu pękł. A my wciąż udajemy, że to tylko rysa.

Publicystyka
Port Haller, czyli czego Jarosław Kaczyński nie wie o Królewcu, portach i Polsce
Publicystyka
Janusz Lewandowski: Nowy rozdział dziejów polskiej głupoty
Publicystyka
Piotr Madajczyk: Wysiedlenia znów rozpalają emocje. Niemiecko-polski powrót do przeszłości
Publicystyka
Jan Zielonka: Z kim trzyma Donald Trump? Czy jest w cichym sojuszu z Rosją Putina?
Publicystyka
Marcin Ociepa: Co zrobić, by uczynić polską dyplomację silną? Osiem zadań dla MSZ
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama