Reklama

Paweł Rożyński: Europejski balon Chin

Walka z chińskimi platformami e-handlu Temu czy Shein to tylko preludium do znacznie poważniejszego i nieuniknionego starcia. Unia Europejska jest dziś skazana na nierówną gospodarczą wojnę z państwowym kapitalizmem Chin.

Publikacja: 03.12.2025 04:23

Paweł Rożyński: Europejski balon Chin

Foto: Adobe Stock

Decyzja Brukseli o zaostrzeniu kontroli nad chińskimi platformami to spóźniona, ale konieczna reakcja obronna w sytuacji, gdy giganci z Azji korzystają z luki prawnej w postaci zwolnienia z cła przesyłek o wartości do 150 euro. To daje im na starcie przewagę cenową rzędu kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu proc. nad europejskimi sklepami, które płacą cła czy inne podatki i muszą spełniać surowe europejskie normy dotyczące np. bezpieczeństwa. Gra toczy się jednak nie tylko o podatki. Europejscy przedsiębiorcy od lat bezskutecznie biją na alarm, argumentując, że to w istocie nie cła, a wyrównywanie szans wobec konkurentów, którzy korzystają z taniej energii i państwowych subwencji.

Wysoka stawka w grze

Oczywiście, nie obejdzie się bez kosztów. To będzie uderzenie w portfele najuboższych, dla których chińskie platformy były sposobem na radzenie sobie z drożyzną, ale i w rzeszę małych pośredników, którzy np. kupowali taniej na AliExpress, by drożej sprzedać na Allegro czy Amazonie. Rykoszetem oberwą i polskie magazyny obsługujące wielki ruch z Chin. Inna sprawa, czy Unia jest gotowa na tak radykalne działanie. Bo jeśli każda paczka o wartości 3 dol. będzie musiała przejść pełną procedurę, europejskie służby celne mogą zostać sparaliżowane. Stawka w tej grze jest jednak zbyt wysoka, by cofnąć się przed tym ryzykiem.

Czytaj więcej

Koniec tanich zakupów z chińskich platform. Co z prywatnymi przesyłkami?

Unia Europejska, która przez lata przymykała oko na ekspansję Chin, nie chcąc narażać interesów swoich firm na tym ogromnym rynku, nie ma już innego wyjścia.

Era naiwności dobiegła końca. W momencie, gdy Chiny mają problemy ze swoim rynkiem wewnętrznym, a USA szczelnie zamykają granice przed chińską ekspansją, Europa staje się naturalnym celem dla wręcz gigantycznej nadprodukcji z Państwa Środka. Można mówić o efekcie balona: kiedy USA ściskają, w Europie pęcznieje. Widać to obecnie zwłaszcza w ekspansji chińskich aut, która szybko rujnuje europejski przemysł motoryzacyjny, a polskie fabryki komponentów są jego pokaźną częścią. Dla UE to już walka o być albo nie być dla rodzimego handlu i przemysłu.

Pekin tanio skóry nie sprzeda

Rywalizacja z chińskim smokiem nie będzie jednak łatwa. To mistrz adaptacji. Chińskie firmy już teraz budują gigantyczne magazyny wewnątrz UE (również w Polsce), by sprowadzać towar w kontenerach, płacąc niższe cło hurtowe i wysyłać go do klienta już jako przesyłkę wewnątrzunijną. Działania te mogą jeszcze przyspieszyć. Podobnie będzie zresztą w przypadku innych branż. Próbując zatrzymać tę ekspansję, Europa musi się liczyć z silnymi naciskami politycznymi, a Pekin ma wiele argumentów, jak choćby dostęp do kluczowych dla nowoczesnego przemysłu metali ziem rzadkich. I z broni tej, jak już pokazał, zamierza bez skrupułów korzystać. 

Reklama
Reklama
Opinie Ekonomiczne
Marcin Mazurek: Powell się stawia, a to wywraca stolik
Opinie Ekonomiczne
Od gospodarki nadmiaru do gospodarki umiaru
Opinie Ekonomiczne
Katarzyna Kucharczyk: Limes inferior po polsku. Niepokojące zjawisko na rynku pracy
Opinie Ekonomiczne
Prof. Sławiński: Papierowe zyski i straty banków centralnych
Opinie Ekonomiczne
Paweł Rożyński: Rosjanie znaleźli „miękkie podbrzusze” Polski
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama