Decyzja Brukseli o zaostrzeniu kontroli nad chińskimi platformami to spóźniona, ale konieczna reakcja obronna w sytuacji, gdy giganci z Azji korzystają z luki prawnej w postaci zwolnienia z cła przesyłek o wartości do 150 euro. To daje im na starcie przewagę cenową rzędu kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu proc. nad europejskimi sklepami, które płacą cła czy inne podatki i muszą spełniać surowe europejskie normy dotyczące np. bezpieczeństwa. Gra toczy się jednak nie tylko o podatki. Europejscy przedsiębiorcy od lat bezskutecznie biją na alarm, argumentując, że to w istocie nie cła, a wyrównywanie szans wobec konkurentów, którzy korzystają z taniej energii i państwowych subwencji.
Wysoka stawka w grze
Oczywiście, nie obejdzie się bez kosztów. To będzie uderzenie w portfele najuboższych, dla których chińskie platformy były sposobem na radzenie sobie z drożyzną, ale i w rzeszę małych pośredników, którzy np. kupowali taniej na AliExpress, by drożej sprzedać na Allegro czy Amazonie. Rykoszetem oberwą i polskie magazyny obsługujące wielki ruch z Chin. Inna sprawa, czy Unia jest gotowa na tak radykalne działanie. Bo jeśli każda paczka o wartości 3 dol. będzie musiała przejść pełną procedurę, europejskie służby celne mogą zostać sparaliżowane. Stawka w tej grze jest jednak zbyt wysoka, by cofnąć się przed tym ryzykiem.
Czytaj więcej
W 2026 r. zniknie zwolnienie z cła dla małych przesyłek. Ma to powstrzymać import tanich towarów z Chin.
Unia Europejska, która przez lata przymykała oko na ekspansję Chin, nie chcąc narażać interesów swoich firm na tym ogromnym rynku, nie ma już innego wyjścia.
Era naiwności dobiegła końca. W momencie, gdy Chiny mają problemy ze swoim rynkiem wewnętrznym, a USA szczelnie zamykają granice przed chińską ekspansją, Europa staje się naturalnym celem dla wręcz gigantycznej nadprodukcji z Państwa Środka. Można mówić o efekcie balona: kiedy USA ściskają, w Europie pęcznieje. Widać to obecnie zwłaszcza w ekspansji chińskich aut, która szybko rujnuje europejski przemysł motoryzacyjny, a polskie fabryki komponentów są jego pokaźną częścią. Dla UE to już walka o być albo nie być dla rodzimego handlu i przemysłu.
Pekin tanio skóry nie sprzeda
Rywalizacja z chińskim smokiem nie będzie jednak łatwa. To mistrz adaptacji. Chińskie firmy już teraz budują gigantyczne magazyny wewnątrz UE (również w Polsce), by sprowadzać towar w kontenerach, płacąc niższe cło hurtowe i wysyłać go do klienta już jako przesyłkę wewnątrzunijną. Działania te mogą jeszcze przyspieszyć. Podobnie będzie zresztą w przypadku innych branż. Próbując zatrzymać tę ekspansję, Europa musi się liczyć z silnymi naciskami politycznymi, a Pekin ma wiele argumentów, jak choćby dostęp do kluczowych dla nowoczesnego przemysłu metali ziem rzadkich. I z broni tej, jak już pokazał, zamierza bez skrupułów korzystać.
Czytaj więcej
Komisja Europejska szykuje nowe regulacje, które mają ograniczyć sprzedaż azjatyckich produktów szkodliwych dla konsumentów i wyniszczających rynek.