Djoković tuż po uwolnieniu wziął się do pracy na korcie podglądany nawet przez drony, ale ci wszyscy, którzy chcą mu udowodnić krętactwo przy staraniach o australijską wizę i później, już przy wjeździe do Melbourne, też nie próżnują.

Okazało się, że w formularzu wjazdowym na pytanie, czy w ciągu ostatnich 14 dni wyjeżdżał za granicę, Serb odpowiedział, że nie, choć przecież w mediach społecznościowych można było zobaczyć wiele zdjęć z jego treningów w hiszpańskiej Marbelli. Jak podkreślano na kortach Soto Tennis Academy, grał piłkami, jakie będą w użyciu podczas Australian Open.

W formularzu wyraźnie napisano, co grozi za podanie nieprawdy – nawet rok więzienia

Djoković tłumaczy się, że formularz wypełnili za niego przedstawiciele Tennis Australia (federacja tenisowa organizująca wielkoszlemowy turniej w Melbourne). Władze imigracyjne mogą być mało wrażliwe na tę argumentację, ponieważ w formularzu wyraźnie napisano, co grozi za podanie nieprawdy – nawet rok więzienia.

Oprócz australijskich władz Djokoviciowi poważnie zaszkodzić może to, co ujawniają dziennikarze, przede wszystkim przebywający w Australii od kilku dni wysłannik „New York Timesa” Ben Rothenberg, ale nie tylko on.

Powodem pozwolenia Serbowi na wjazd do Melbourne, pomimo braku szczepienia, było to, że zaraził się on covidem, pozytywny wynik testu dostał w Belgradzie 16 grudnia, a potem wyzdrowiał.

Tymczasem Rothenberg i dziennikarze niemieckiego tygodnika „Der Spiegel” zeskanowali kod QR z badania Djokovicia i rezultat był zaskakujący (dla nas z kraju Jacka Kurskiego może trochę mniej): najpierw pojawił się negatywny wynik, a dopiero po jakimś czasie, przy drugim skanowaniu – pozytywny. „Der Spiegel” pisze, że przy skanowaniu w poniedziałek o godz. 13.19 czasu niemieckiego wynik był negatywny, a godzinę później już pozytywny.

Czytaj więcej

Kurski wyjaśnia, jak 14 grudnia uzyskał pozytywny wynik testu a dzień później był ozdrowieńcem. I pozywa Onet

Dla australijskich władz, które wciąż mogą deportować Serba, są to poważne argumenty świadczące o tym, że wyłudził on wizę, podając nieprawdę. Minister do spraw imigracji Alex Hawke może mu ją odebrać w dowolnym momencie, ale trudno sobie wyobrazić, by nie zadecydował szybko, gdyż turniej Australian Open zaczyna się 17 stycznia, a Djoković jest obrońcą tytułu i dziewięciokrotnym triumfatorem.

W sprawie Serba dopiero po kilku dniach głos zabrała organizacja rządząca męskim tenisem – ATP. W oświadczeniu napisano, że Djoković w dobrej wierze przedstawił władzom Australii dokumenty uprawniające go do wjazdu pomimo braku szczepienia, a wszystko, co się wydarzyło później, czyni szkodę tenisowi i uniemożliwia liderowi rankingu przygotowania do turnieju.

Najciekawsze w tym oświadczeniu jest to, że ATP gorąco zachęca tenisistów do szczepień i potwierdza, że 97 proc. graczy z czołowej setki światowego rankingu jest zaszczepionych.

Czytaj więcej

Iwona Pruszyńska: Novak Djoković – lord covidowego chaosu

Czeska niezaszczepiona deblistka Renata Voracova, najpierw wpuszczona do Australii, a potem zamknięta w tym samym hotelu dla imigrantów co Djoković, po powrocie do domu powiedziała, że zaszczepi się natychmiast, gdy tylko spełni ku temu medyczne warunki.

W cieniu sprawy Djokovicia trwają przygotowania do turnieju. Dokonano już rozstawienia. Ósma w rankingu Iga Świątek to nr 7, gdyż w Australii nie ma Czeszki Karoliny Pliskovej (nr 5). Oprócz Świątek w Melbourne w singlu zagrają jeszcze dwie Polki: Magda Linette (55 WTA) i Magdalena Fręch (105).

Hubert Hurkacz w rankingu ATP jest dziesiąty i z takim numerem zagra w Australii, o ile do startu dopuszczony zostanie nr 1, czyli Djoković. W turnieju wystąpi też wracający do zdrowia po covidzie Kamil Majchrzak (107 ATP).

Losowanie drabinki w czwartek o godz. 9.00 czasu polskiego.