Podczas ubiegłorocznych matur niemal 700 szkół otrzymało mailem informacje o możliwości podłożenia ładunku wybuchowego.

Przyczyniły się one do opóźnienia - większego lub mniejszego - rozpoczęcia egzaminów w 663 placówkach. W niektórych szkołach egzaminy przesunięto nawet na czerwiec.

Początkowo podejrzenia padały na uczniów, lub nawet na Związek Nauczycielstwa Polskiego, skonfliktowany wówczas z rządem sporem o podwyżkę płac.

Zajmujący się sprawą śledczy ustalili, że fałszywe alarmy były dziełem rosyjskich specsłużb - pisze RMF FM.

Analizując treść maili Polacy trafili na trop serwerów w Sankt Petersburgu, które, jak ustalono, już wcześniej wykorzystywane były do rozsyłania niepokojących treści do innych krajów. Określono nawet autorów całej akcji. Nadawcy maili byli zalogowani na kontach wykorzystywanych przez rosyjski wywiad - GRU.

Były szef Agencji Wywiadu Grzegorz Małecki mówi, że ubiegłoroczne ataki podczas matur wyglądają na element działań hybrydowych, które Rosja prowadzi m.in. przeciwko Polsce. Maja one za zadanie nie tylko wprowadzenie chaosu, ale też testowanie systemów cyberobrony.

Małecki dodaje, że tego typu działania mają często odwrócić uwagę od operacji w innych obszarach, a są prowadzone łącznie z oddziaływaniami politycznymi lub medialnymi.

- Ich istotą jest to, że one są realizowane poniżej progu wojny, progu konfliktu zbrojnego, w związku z tym nie możemy tego traktować w kategoriach agresji na państwo - mówi Małecki, cytowany przez RMF FM.