Przepisy, na podstawie których służby specjalne sięgają po billingi obywateli, są dziurawe, przez co dochodzi do nadużyć – wynika z raportu NIK, która zbadała tę drażliwą kwestię.
– Obowiązujące w Polsce przepisy dotyczące pozyskiwania przez służby specjalne, policję, policję skarbową danych telekomunikacyjnych nie chronią dostatecznie praw i wolności obywatelskich przed ingerencją państwa – stwierdził wczoraj prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski, prezentując wyniki kontroli. I zaznaczył, że uprawnienia służb w tej materii trzeba pilnie doprecyzować.
Pokusa dla służb
Aż 10 służb specjalnych, a także sądy i prokuratury mogą występować do operatorów po wykazy naszych połączeń telefonicznych, informacje o lokalizacji telefonów czy treści esemesów. Sięganie po te dane od zawsze budziło emocje i podejrzenia o nadużywanie uprawnień. Raport NIK dowodzi, że te obawy nie są przesadzone.
– NIK wskazuje na konieczność radykalnej reformy systemu billingów. Kontrola potwierdziła kwestie, które jako organizacja pozarządowa wielokrotnie podnosiliśmy – komentuje dr Adam Bodnar z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka.
Izba wzięła pod lupę m.in. policję, CBA, ABW, SKW, Straż Graniczną, wybrane sądy i prokuratury, a także Ministerstwo Finansów i Urząd Komunikacji Elektronicznej. I dostrzegła niepokojące nieprawidłowości.
Najważniejsze: służby żądały danych starszych, niż na to pozwala prawo. – Do stycznia 2013 r. mogły domagać się billingów z dwóch lat, obecnie z 12 miesięcy – przypomniał prezes NIK.
Z kolei operatorzy udostępniali dane w szerszym zakresie, niż chciały służby. Co gorsza, mogli je zdobywać nieuprawnieni funkcjonariusze, a nawet osoby przypadkowe. Powód był prozaiczny: z jednej imiennej karty identyfikacyjnej, która dawała dostęp do danych, korzystało kilka osób.
Nawet przy rozwodzie
Posmak skandalu mają inne ustalenia NIK. Choć po dane telekomunikacyjne powinno się sięgać wyłącznie w celu ścigania najpoważniejszych przestępstw, w praktyce jest inaczej.
Sądy żądały billingów i udostępnienia treści esemesów w sprawach cywilnych, np. rozwodowych, bez koniecznej w tym przypadku zgody abonenta. – Na szczęście operatorzy w takich sytuacjach odmawiali realizacji wniosku – zaznaczył Kwiatkowski.
Dr Bodnar podkreśla: – Praktyka korzystania z danych, które są zebrane w sposób półlegalny w sprawach cywilnych czy rozwodowych, jest powszechna. Kiedy do sądu są przynoszone billingi, nikt nie pyta, z jakich źródeł pochodzą – zaznacza.
– Na ogół te billingi mąż lub żona uzyskują własnym sumptem, bo mają wspólną umowę z siecią komórkową – mówi prof. Zbigniew Ćwiąkalski, były minister sprawiedliwości. – U nas jest olbrzymia łatwość korzystania z informacji gromadzonych przez operatorów – przyznaje. I przypomina bulwersujące przypadki, gdy prokuratura zaglądała w billingi dziennikarzy. – Służby i uprawnione instytucje powinny sięgać po nie tylko w najpoważniejszych sprawach, np. dotyczących zabójstwa czy szpiegostwa. Tymczasem idą na łatwiznę – zaznacza prof. Ćwiąkalski.
Nie wiadomo, ile jest przypadków występowania po billingi. Rzetelnych danych brak, bo – jak twierdzi NIk – na podstawie liczby zapytań kierowanych do operatorów nie sposób wnioskować o skali zjawiska. Do opinii publicznej trafiają tylko informacje, ilu numerów telefonów dotyczą wnioski.
– Przy obecnej procedurze nie uzyskujemy informacji, ilu polskich obywateli dotyczą czynności operacyjne służb specjalnych – dodaje Krzysztof Kwiatkowski.
Nie niszczą danych
NIK podpowiada, co wymaga zmian. I tak wskazuje, że trzeba stworzyć katalog spraw, na potrzeby których służby czy instytucje mogą żądać billingów.
– Niezbędny jest przepis, który powie, jakie okoliczności stanowią podstawę występowania o tego typu dane – zaznacza prezes Kwiatkowski.
Kolejna rzecz: trzeba ustanowić zewnętrzną kontrolę nad zdobywaniem billingów. Potrzebny jest organ, który by weryfikował, czy służba zasadnie o nie występuje.
Izba postuluje też wprowadzenie dodatkowych gwarancji w przypadku osób wykonujących zawody publiczne, np. adwokatów czy dziennikarzy. Dziś – w przypadku tych ostatnich – sięganie po billingi może naruszać tajemnicę źródła informacji.
Zbędne im już dane o obywatelach instytucje i służby powinny usuwać, a to również szwankuje. Co więcej, niektóre służby twierdzą, że powinny zdobyte w taki sposób informacje przetrzymywać, nawet jeśli w danej sprawie już nie są potrzebne.
Dr Bodnar uważa, że raport NIK powinien być wskazówką dla Trybunału Konstytucyjnego, w którym są obecnie trzy sprawy dotyczące kontroli operacyjnej. Jak najszybciej powinien wydać w nich wyrok.
masz pytanie, wyślij e-mail do autorki, g.zawadka@rp.pl