Zjazd potrwa dwa dni, lista kandydatów liczy siedem nazwisk, lecz jeszcze przed głosowaniem powinna się skurczyć. Niewykluczone, że usłyszymy jedynie dwie lub trzy przemowy. Wiele zależy od tego, czy w szanse na reelekcję faktycznie wierzy obecny szef PZPS Jacek Kasprzyk. Podobno nadziei jeszcze nie stracił.

Faworytami są Czarnecki i Świderski. Jeden obiecuje pieniądze, drugi fachowość. To starcie jak z westernu, gdzie nadziany wiarus staje naprzeciwko młodego, zdolnego.

Świderski najpierw był wybitnym zawodnikiem, reprezentantem Polski, później został na krótko trenerem, wreszcie prezesem klubu. Menedżerem jest obiecującym, skoro jego ZAKSA Kędzierzyn-Koźle wygrała w ubiegłym sezonie Ligę Mistrzów, pokonując krezusów z Rosji i Włoch.

Czarnecki to europarlamentarzysta i polityk partii rządzącej. Trudno o bardziej modelowy przykład człowieka, który na pytanie o zawód mógłby z czystym sumieniem odpowiedzieć: „Jestem działaczem".

Czytaj więcej

Czarnecki: Jeśli zostanę prezesem PZPS, rzucam politykę

Kleił się do żużla i futbolu, był przed laty we władzach Atlasu oraz Śląska Wrocław. Dwa razy planował start w wyborach na prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej (PZPN) i dwukrotnie rezygnował. Podobnie było ze stanowiskiem przewodniczącego Polskiego Komitetu Olimpijskiego (PKOl) podczas wyborów w 2017 roku. Wreszcie wcisnął się pod siatkę.

Został wiceprezesem do spraw międzynarodowych. Trafił do władz związku, kiedy ze sponsorowania siatkówki zaczęły wycofywać się spółki Skarbu Państwa – ledwie rok wcześniej Orlen porzucił przecież kobiecą ekstraklasę, a Lotos zrezygnował ze wspierania Trefla Sopot.

Rezygnując przed laty z wyborczej walki o fotel prezesa PZPN-u, Czarnecki wyjaśniał, że takiej funkcji nie może sprawować polityk partyjny. Teraz zmienił zdanie. Obiecuje w przypadku zwycięstwa porzucenie medialnych wystąpień w sprawach politycznych, ale nie zamierza rezygnować z członkostwa we władzach Prawa i Sprawiedliwości.

Jako członek prezydium PKOl-u poleciał do Tokio. Uśmiechał się i machał biało-czerwonym szalikiem. Kiedy pytano go, jakie ma w Japonii obowiązki służbowe, nie umiał odpowiedzieć.

Zwycięstwo Czarneckiego byłoby dla siatkówki olbrzymim problemem wizerunkowym. Polityk ten, kiedy pojawia się na trybunach podczas meczów, regularnie zbiera od kibiców burzę gwizdów. Wciąż ciągnie się za nim śledztwo ws. podejrzenia wyłudzenia 100 tysięcy euro z Parlamentu Europejskiego na kilometrówki.

Czytaj więcej

PE. Czarnecki zwrócił część pieniędzy za kilometrówki. "Wziąłem to na klatę"

Bywał przy okazji meczów kadry częstym gościem studia w Polsacie Sport, ale dziś stacja ta – kluczowa dla polskiej siatkówki – promuje raczej Świderskiego.

Podobno Czarneckiego do startu w wyborach namówiło „środowisko". Słyszał z wielu stron, że powinien wystartować. Jako swój główny atut przedstawia skuteczność w pozyskiwaniu środków finansowych. Pieniądze to główny – jeśli nie jedyny – punkt jego programu wyborczego. Polityk miałby przynieść do siatkówki przede wszystkim środki ze spółek Skarbu Państwa.

Nowy prezes od razu stanie przed poważnym zadaniem

Prezesa wybierze 90 delegatów wyznaczonych przez związki wojewódzkie. Wśród kandydatów są także Andrzej Lemek, Tomasz Paluch, Konrad Piechocki oraz Witold Roman. Mówi się, że dwaj ostatni mogą wycofać się z wyborczej batalii i przekazać swoje poparcie Czarneckiemu.

Kluczowe znaczenie może mieć też to, na kogo przeniosą swe głosy zwolennicy Kasprzyka, gdy okaże się, że on już nie ma szans. Deklaracje składane przez Czarneckiego obecny prezes nazywa „obietnicami z innego świata".

Świderski podkreśla, że w starciu z takimi lwami salonowymi jak Kasprzyk czy Czarnecki, jest Kopciuszkiem, ale to raczej kokieteria, gdyż cieszy się sympatią siatkarskiego środowiska.

Nowy prezes od razu stanie przed poważnym zadaniem, bo na trenerów czekają obie reprezentacje: męska oraz kobieca. Podobno na wynik wyborów ze zgłoszeniem do konkursu na selekcjonera reprezentacji kobiet czeka Belg Vital Heynen. Wśród kandydatów na pracę z kadrą mężczyzn wymienia się Włochów Lorenzo Bernardiego i Andreę Anastasiego, a w razie zwycięstwa Świderskiego, także Serba Nikolę Grbicia, który poprowadził ZAKS-ę do zwycięstwa w Lidze Mistrzów.