Dla 543 sędziów z najmniejszych sądów rejonowych w kraju zmiany, które wejdą w życie 1 stycznia 2013 r., oznaczają przeniesienie do innego sądu. Co się stanie ze sprawami, które dziś prowadzą, a których nie uda im się zakończyć w 2012 r.?
Część prawników jest zdania, że procesy trzeba będzie powtórzyć.
A to oznacza, że reforma, która miała usprawnić działanie Temidy, może wpędzić ją w większe kłopoty. Zamiast skrócić czas orzekania, wręcz go wydłuży.
Niekorzystne skutki uboczne
Jak szacunkowo ustaliliśmy, w grę wchodzić może ponad 35 tys. procesów (karnych i cywilnych).
Z danych Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że do małych (likwidowanych) sądów wpływa rocznie ok. 4 tys. spraw, a do średnich ponad 8 tys. Najwięcej jest spraw wieczystoksięgowych, potem karnych, cywilnych, a najmniej rodzinnych oraz nieletnich. 60 proc. zatrudnionych we wszystkich 79 sądach rejonowych przewidzianych do likwidacji to sędziowie cywilni i rodzinni, 40 proc. – karniści.
79 najmniejszych sądów rejonowych zniknie z mapy sądownictwa 1 stycznia 2013 r.
– Przeciętny sędzia karny ma na bieżąco około 25 spraw zaczętych i niezakończonych, a przeciętny sędzia cywilny – około 100 takich spraw – szacuje sędzia Maciej Strączyński. W rezultacie, jak uważa, trzeba będzie powtórzyć ok. 5 tys. spraw karnych i 30 tys. cywilnych. W jego opinii prowadzenie procesu od początku dotyczy także spraw cywilnych.
– W jednym sądzie trzeba sprawę zakreślić, w innym wpisać. Te czynności trzeba będzie wykonać w stosunku do o wiele większej liczby spraw, bo również do tych nierozpoczętych. Sekretariaty będą kreślić, wpisywać, kreślić, wpisywać – przewiduje sędzia Strączyński.
Ostrożniejszy w tej kwestii jest Krystian Markiewicz z Uniwersytetu Śląskiego.
– Kwestia właściwości miejscowej nie jest podstawą do podnoszenia nieważności postępowania – twierdzi. Zastrzega jednak, że obostrzenia karne są dużo większe i tu taka konieczność może zaistnieć.
Konstytucjonalista Ryszard Piotrowski uważa, że sprawa nie jest jednoznaczna.
– Jeśli skład sądu się nie zmienia, to chyba nie ma powodu, by zaczynać proces od nowa – uważa. – Najważniejsze jest zapewnienie prawa do sądu i to, by był on niezależny, a sędziowie niezawiśli. Jeśli taki zabieg związany z likwidacją miałby negatywnie odbić się na długości postępowania, to uważam, że z zachowaniem składu orzekającego w danej sprawie można by je kontynuować – tłumaczy.
Minister sprawiedliwości 5 października podpisał rozporządzenie sprawie likwidacji 79 sądów, tj. 24 proc. wszystkich jednostek rejonowych.
Od nowego roku zmiana obejmie 1878 urzędników, w tym 401 pracujących poza pionem orzeczniczym. Z 558 sędziów aż 327 mieszka poza siedzibami sądów znoszonych.
Likwidacja dzieli
Celem wprowadzanych zmian jest – zdaniem Jarosława Gowina – zwiększenie skuteczności wymiaru sprawiedliwości w sprawnym orzecznictwie. Chodzi o to, by przeciwdziałać sytuacji, w której w większych sądach sędziowie mają miesięcznie do załatwienia więcej spraw niż w małych sądach ich koledzy rocznie.
W dzisiejszej organizacji sądownictwa zachwiana jest proporcja pomiędzy apelacjami, okręgami, sądami okręgowymi i sądami rejonowymi. Tym samym w kraju funkcjonują okręgi większe niż apelacje, sądy rejonowe większe niż całe okręgi i wydziały w niektórych sądach rejonowych większe niż całe sądy rejonowe. Rozpiętość między największym a najmniejszym sądem rejonowym pod względem limitu etatów sędziow skich wynosi 34.
W końcu maja – w reakcji na zapowiedzi tych zmian – ze wsparciem m.in. PSL powstał obywatelski projekt ustawy o okręgach sądowych, który ma zablokować reorganizację przygotowaną przez ministra Gowina. W zeszłym tygodniu Sejm zdecydował o skierowaniu tego projektu do dalszych prac w Komisji Sprawiedliwości.
W miniony piątek z kolei Sejm odrzucił informację rządu o likwidacji sądów. Za jej przyjęciem głosowali jedynie posłowie PO i poseł niezrzeszony. Dziesięciu posłów PO nie było na głosowaniu.
Masz pytanie, wyślij e-mail do autorki a.lukaszewicz@rp.pl