Reklama

Sędzia Marta Romańska: wybór prezesa SN odbywa się w cieniu sporu o praworządność

– Strach o własną przyszłość w obliczu powstałych projektów ustaw praworządnościowych wywołuje nerwowe reakcje. Stąd projekt ustawy kagańcowej-bis, a w SN wnioski dyscyplinarne, które mają nas złamać – mówi sędzia Marta Romańska z Izby Cywilnej SN, prof. UJ.
Sędzia Marta Romańska

Sędzia Marta Romańska

Foto: PAP/Wojciech Olkuśnik

Brała pani udział w ostatnim zgromadzeniu ogólnym sędziów SN?

Nie.

Dlaczego nie?

Przyczyny wyjaśniliśmy w oświadczeniu podpisanym przez trzydziestu „starych” sędziów SN, a w jego uzasadnieniu przedstawiliśmy swoje stanowisko. Między 2018 r. a 2026 r. doszło do: utworzenia w SN Izb Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych oraz Dyscyplinarnej, przekazania IKNiSP właściwości w najwrażliwszych politycznie sprawach, w szczególności – wyborczych, wprowadzenia do SN pierwszej grupy neosędziów, a potem do obsadzenia kolejno zwalnianych stanowisk sędziowskich sędziami powoływanymi w postępowaniach konkursowych z udziałem neo-KRS, do obsadzenia urzędu I prezesa Sądu Najwyższego w wadliwie przeprowadzonej procedurze wyborczej, do ignorowania przepisów o Zgromadzeniu Sędziów SN jako instytucji samorządu sędziowskiego, do takich zmian organizacyjnych, które miały pozbawić starych sędziów jakiegokolwiek wpływu na działanie SN. Ta lista działań podjętych w celu doprowadzenia SN do takiej kondycji, jaką dziś ma TK, jest długa. Wybory w 2026 r. mają te zmiany utrwalić, a nasz udział w nich byłby legitymizowaniem działań, o których od 2018 r. mówimy, że są nielegalne.

Czytaj więcej

Wybory kandydatów na pierwszego prezesa Sądu Najwyższego. Znamy wyniki

Za trzecim podejściem wyłoniono pięciu kandydatów, z których prezydent wybierze nowego I prezesa SN. Ma pani swojego faworyta?

Nie. Niektórzy spośród kandydatów rozpoczęli pracę w wymiarze sprawiedliwości od Sądu Najwyższego. Nie muszę objaśniać, jak ma się to do oczekiwania doświadczenia zawodowego, i to nie w jakimkolwiek zawodzie związanym ze stosowaniem prawa, lecz w zawodzie sędziego. Czas, przez który osoby te orzekają w SN, też nie imponuje, a i osiągnięcia na innych polach i postawy także nie. Trzy spośród tych osób orzekają w strukturze organizacyjnej, o której organy międzynarodowej ochrony prawnej powiedziały – nie jest to sąd. Dwie inne orzekają w SN około trzech lat i uznały, że to wystarczy, żeby zarządzać instytucją.

To dobrze, że dotychczasowa I prezes nie startuje w walce o fotel prezesa?

Nie mam na ten temat zdania. Do osób, które kandydowały na ten urząd w 2026 r., mam ogromny dystans, lecz do osoby dotychczasowej I prezes mój stosunek jest jednak trochę inny. Nasze drogi zawodowe były bardzo podobne: w wymiarze sprawiedliwości od asesury, przez długie lata na stanowiskach sędziowskich i równocześnie na uczelniach. Dorobek pani Manowskiej był mi znany, funkcjonowałyśmy w tym samym środowisku zawodowym. Jej postawa w 2020 r., i niestety też później, była dla mnie rozczarowaniem. Może to zbyt osobiste wyznanie, ale mnie nie wpadłoby do głowy, żeby wejść do poważnej instytucji publicznej z hasłem: teraz ja tu będę prezesem, wbrew woli większości, bo mi się to po prostu należy.

Reklama
Reklama

Co wybór nowego I prezesa oznacza dla funkcjonowania SN?

Zobaczymy, kogo prezydent obsadzi w tej roli. Relacje w SN były takie, że po pierwszych próbach złamania postaw starych sędziów i skłonienia nas do działań, które będą legitymizować neosędziów, dano nam nieco spokoju, na zasadzie, że czas i biologia zrobią swoje. Teraz sytuacja się zmieniła. Strach o własną przyszłość w obliczu powstałych projektów ustaw praworządnościowych wywołuje nerwowe reakcje. Stąd ten projekt ustawy kagańcowej-bis, a w SN wnioski dyscyplinarne, które mają nas złamać, stąd – zrealizowana zresztą – zapowiedź, że przewodniczący wydziału w IK traci funkcję, jeśli nie przyjdzie wybierać neoprezesa SN. Atmosfera jest zatem taka, że spodziewam się raczej zaostrzenia kursu.

Czy jest szansa na zażegnanie chaosu w funkcjonowaniu SN?

Tylko pod warunkiem, że wejdą w życie projekty ustaw mających doprowadzić do przywrócenia praworządności. Jeśli to nie nastąpi, będziemy w nim trwać do kolejnych wyborów parlamentarnych, a może i dłużej.

Czytaj więcej

Są kandydatury na pierwszego prezesa Sądu Najwyższego. Na stole sześć nazwisk

Jaką widzi pani przyszłość dla SN?

Po politycznej akcji, która w 2018 r. rozpoczęła demontaż TK, od znajomego nieprawnika usłyszałam: „wy będziecie następni”. Mówił to z całą powagą, a ja wtedy uśmiechałam się pobłażliwie, bo jakoś nie mogłam w to uwierzyć. Zapewniałam, że to się nie uda, bo są przecież bezpieczniki konstytucyjne, systemowe, że SN nie jest obsadzany z politycznego klucza itd. Pewnie by się nie udało, gdyby nie znaleźli się prawnicy – dla mnie – frustraci piszący projekty ustaw łamiących konstytucję, pozytywnie opiniujący te projekty i wreszcie – traktujący wprowadzane rozwiązania jak „szansę na sukces” osobisty i finansowy. Działania neo-KRS i postawa dwóch osób kolejno pełniących urząd prezydenta wobec problemów praworządności nie napawają optymizmem. Społeczeństwo oswaja się z sytuacją, ci, którzy wychodzili na ulice w obronie sądów, mogą być rozczarowani opieszałym przywracaniem praworządności, rozkładaniem rąk, bo się nie da, bo stosujący łamiące konstytucję przepisy mają wsparcie w wydawanych na ich zamówienie decyzjach TK, który bez oporów podejmuje najdziwniejsze decyzje, byle ochronić status quo. Zdarzają się i zaskakujące zmiany postaw. Dla mnie zdumiewającym przykładem jest choćby pewien znany konstytucjonalista. W 2018 r. bił na alarm w obliczu projektów rewolucji w SN i wymiarze sprawiedliwości szykowanej przez ówczesne władze (mam notatki z jego wówczas wygłaszanych referatów, mogę przypomnieć), a dziś twierdzi, że wzruszenie tych rozwiązań, które wówczas nazywał niekonstytucyjnymi, ma być naruszeniem konstytucji. Skąd ta zmiana optyki? Przyzwyczaił się?

Jak pani sądzi, dlaczego wybór kandydatów odbywał się niejawnie? Na posiedzenie zgromadzenia ogólnego nie wpuszczono mediów...

Trudno mi powiedzieć, dlaczego przewodnicząca temu zebraniu zdecydowała o wyłączeniu udziału w nim mediów. Skoro spotkali się na nim „sami swoi”, to trudno mi uwierzyć, że miałyby tam miejsce sytuacje zagrażające sprawnemu przeprowadzeniu zebrania, zebrania, że znalazłby się ktoś, kto zadaje trudne pytania i oczekuje na nie odpowiedzi. Wyobrażam sobie raczej, że padały tam pytania o postawę, jaką będzie prezentował kandydat wobec nas, starych sędziów, o stosunek do projektów mających przywracać praworządność, w tym przez zlikwidowanie IKNiSP i IOZ, ale i deklaracje obrony status quo, a może nawet „zaostrzenia kursu”, co od pewnego momentu odczuwamy. Pewnie lepiej, żeby media tego nie słyszały. Szczere wyznania pani Małgorzaty Manowskiej co do jej preferencji wyborczych są przecież do dziś komentowane.

Czy jest szansa, by wybór kandydatów do nowej KRS odbył się po myśli rządu?

To określenie „po myśli rządu” traktuję jak uproszczenie. Powiedziałabym – zgodnie z deklaracjami, że politycy podejmą próbę samoograniczenia i wykażą się postawą, która sprawi, że spróbujemy osiągnąć stan możliwie zbliżony do konstytucyjnego wzorca, gdy chodzi o obsadzenie KRS. Im dłużej trwamy w tym chaosie, tym gorzej, tym bardziej nieodwracalne są pewne procesy, także mentalne. W ciągu ostatnich ośmiu lat pracę w wymiarze sprawiedliwości zaczęli młodzi sędziowie, po szkole. Dla nich te osiem lat to epoka. Z tym, co nazwałabym normalnym funkcjonowaniem, przez ten czas się nie zetknęli. Odbudowanie struktur i sposobu myślenia o tym zawodzie zajmie lata. Długo by mówić o tym, że zawłaszczenie wymiaru sprawiedliwości przez polityków może służyć budowaniu takich wspólnot, jak za naszą wschodnią granicą, ale nie demokratycznego państwa prawa.


Prawo drogowe
Sąd: za brak biletu parkingowego za szybą nie można karać dodatkową opłatą
Materiał Promocyjny
Nowy luksus zaczyna się od rozmowy. Byliśmy w showroomie EXLANTIX
Konsumenci
Sąd: staruszka nie musi spłacać kredytu po zmarłym synu. Co zaważyło?
Praca, Emerytury i renty
Przez wojnę nie możesz wrócić z urlopu? Co na to prawo pracy
Prawo w Polsce
Pies z pseudohodowli, czyli „kot w worku”. Prawo ma chronić kupujących
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama