Brała pani udział w ostatnim zgromadzeniu ogólnym sędziów SN?
Nie.
Dlaczego nie?
Przyczyny wyjaśniliśmy w oświadczeniu podpisanym przez trzydziestu „starych” sędziów SN, a w jego uzasadnieniu przedstawiliśmy swoje stanowisko. Między 2018 r. a 2026 r. doszło do: utworzenia w SN Izb Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych oraz Dyscyplinarnej, przekazania IKNiSP właściwości w najwrażliwszych politycznie sprawach, w szczególności – wyborczych, wprowadzenia do SN pierwszej grupy neosędziów, a potem do obsadzenia kolejno zwalnianych stanowisk sędziowskich sędziami powoływanymi w postępowaniach konkursowych z udziałem neo-KRS, do obsadzenia urzędu I prezesa Sądu Najwyższego w wadliwie przeprowadzonej procedurze wyborczej, do ignorowania przepisów o Zgromadzeniu Sędziów SN jako instytucji samorządu sędziowskiego, do takich zmian organizacyjnych, które miały pozbawić starych sędziów jakiegokolwiek wpływu na działanie SN. Ta lista działań podjętych w celu doprowadzenia SN do takiej kondycji, jaką dziś ma TK, jest długa. Wybory w 2026 r. mają te zmiany utrwalić, a nasz udział w nich byłby legitymizowaniem działań, o których od 2018 r. mówimy, że są nielegalne.
Czytaj więcej
Zgromadzenie ogólne sędziów Sądu Najwyższego wybrało w piątek pięciu kandydatów na pierwszego prezesa tego sądu. Kandydatury trafią teraz na biurko...
Za trzecim podejściem wyłoniono pięciu kandydatów, z których prezydent wybierze nowego I prezesa SN. Ma pani swojego faworyta?
Nie. Niektórzy spośród kandydatów rozpoczęli pracę w wymiarze sprawiedliwości od Sądu Najwyższego. Nie muszę objaśniać, jak ma się to do oczekiwania doświadczenia zawodowego, i to nie w jakimkolwiek zawodzie związanym ze stosowaniem prawa, lecz w zawodzie sędziego. Czas, przez który osoby te orzekają w SN, też nie imponuje, a i osiągnięcia na innych polach i postawy także nie. Trzy spośród tych osób orzekają w strukturze organizacyjnej, o której organy międzynarodowej ochrony prawnej powiedziały – nie jest to sąd. Dwie inne orzekają w SN około trzech lat i uznały, że to wystarczy, żeby zarządzać instytucją.
To dobrze, że dotychczasowa I prezes nie startuje w walce o fotel prezesa?
Nie mam na ten temat zdania. Do osób, które kandydowały na ten urząd w 2026 r., mam ogromny dystans, lecz do osoby dotychczasowej I prezes mój stosunek jest jednak trochę inny. Nasze drogi zawodowe były bardzo podobne: w wymiarze sprawiedliwości od asesury, przez długie lata na stanowiskach sędziowskich i równocześnie na uczelniach. Dorobek pani Manowskiej był mi znany, funkcjonowałyśmy w tym samym środowisku zawodowym. Jej postawa w 2020 r., i niestety też później, była dla mnie rozczarowaniem. Może to zbyt osobiste wyznanie, ale mnie nie wpadłoby do głowy, żeby wejść do poważnej instytucji publicznej z hasłem: teraz ja tu będę prezesem, wbrew woli większości, bo mi się to po prostu należy.