Reklama

Urszula Łobodzińska: Nie łatajmy dziur w sądach studentami

Zawód asystenta sędziego wymaga rozwiązań systemowych, a nie łatania dziur studentami. Zatrudnianie ich w sądach to zły pomysł, który dołoży pracy doświadczonym asystentom sędziów – uważa Urszula Łobodzińska ze związku zawodowego asystentów sędziów „Ad Rem”.

Publikacja: 20.01.2026 17:10

Trudno mi sobie wyobrazić, jak studenci pogodzą pracę w sądzie na pełen etat z wymagającymi studiami

Trudno mi sobie wyobrazić, jak studenci pogodzą pracę w sądzie na pełen etat z wymagającymi studiami prawniczymi - mówi Urszula Łobodzińska.

Foto: PAP/Albert Zawada

Sejm kończy pracę nad projektem, który ma umożliwić zatrudnianie studentów po trzecim roku prawa na stanowisku młodszego asystenta sędziego. Związkowcy od początku krytykują ten pomysł. Dlaczego?

Ten pomysł w istocie ma być odpowiedzią na problemy z obsadą stanowisk asystenckich w sądach. Problemy te pojawiają się, ponieważ kandydaci, którzy posiadają odpowiednie kwalifikacje do pracy na stanowisku asystenta sędziego preferują zatrudnienie w sektorze prywatnym za większe pieniądze albo nawet w sektorze publicznym za porównywalne wynagrodzenie, ale przy mniej obciążającej pracy. Niestety Ministerstwo Sprawiedliwości zamiast szukać najlepszych kandydatów i uatrakcyjniać zawód asystenta proponuje zatrudnianie tańszych pracowników.

Czytaj więcej

Studenci mają pomagać sędziom. „To bardzo zły pomysł"

Tańszych, ale czy gorszych?

Na większości uczelni publicznych student po trzecim roku prawa nie odbył jeszcze zajęć z procedury cywilnej, a nieraz z procedury karnej. Tym samym osoby te mają zasadnicze braki w wiedzy niezbędnej na stanowisku asystenta sędziego. Nawet nowi asystenci po skończonych studiach magisterskich muszą się wiele uczyć w praktyce od bardziej doświadczonych kolegów, a bez odpowiedniego zaplecza teoretycznego ta nauka może być utrudniona. Chociażby dlatego zatrudnianie studentów w sądach to zły pomysł.

Są głosy, chociażby od niektórych sędziów, że wprowadzenie stanowiska młodszego asystenta to rozwiązanie win–win. Sąd mógłby załatać braki kadrowe, a nowi pracownicy mieliby możliwość rozwoju zawodowego. Co pani o tym sądzi?

Rozwój zawodowy asystentów sędziów został w dużej mierze zablokowany przez poprzednią ekipę rządzącą. Przypomnę, że przed laty asystenci mieli możliwość zdawania egzaminu sędziowskiego po pięciu latach pracy. Niestety to rozwiązanie zostało zlikwidowane za czasów PiS na rzecz aplikacji uzupełniającej, co znacznie utrudniło asystentom drogę do kariery sędziowskiej. Na niezgodność z konstytucją tego rozwiązania zwracał uwagę chociażby Rzecznik Praw Obywatelskich. Niestety obecna ekipa rządząca nie podjęła prac nad odwróceniem złej reformy poprzedników i ustaleniem dla asystentów sędziów pozaaplikacyjnej ścieżki dojścia do zawodu sędziego.

Jednak droga do służby sędziowskiej to nie jedyna ścieżka rozwoju zawodowego dla asystenta sędziego.

Rzeczywiście duża część asystentów po pewnym czasie podchodzi do egzaminów adwokackich czy radcowskich. Z ich perspektywy to bez wątpienia rozwój zawodowy, ale z punktu widzenia wymiaru sprawiedliwości jest to niezwykle nieefektywne. Z sądów odpływają bowiem doświadczeni, cenni pracownicy. Nie uważam zatem, że wprowadzenie stanowiska młodszego asystenta to sytuacja win–win. Przy łataniu braków kadrowych studentami, trzeba zadać pytanie, czy chcemy stawiać na liczbę czy na jakość pracowników. Ja jestem za jak najwyższą jakością. Najefektywniejszym sposobem na zachęcenie najlepszych kandydatów do pracy asystenckiej nie jest obniżanie wymagań, ale umożliwienie rozwoju zawodowego i odpowiednia podwyżka wynagrodzeń.

Reklama
Reklama

Posłowie są raczej innego zdania, bowiem komisja sejmowa pozostawiła w projekcie możliwość zatrudniania przez sądy studentów po trzecim roku. Jakie będą konsekwencje tej zmiany?

Przede wszystkim zmiana ta dołoży pracy doświadczonym asystentom, którzy będą musieli szkolić studentów posiadających niewystarczającą wiedzę teoretyczną. Zwiększą się nierówności i niezadowolenie asystentów z warunków pracy. Osoby przed 26 rokiem życia są bowiem zwolnione z płacenia podatku, co może spowodować, że będą zarabiać na rękę więcej lub tyle samo co doświadczeni asystenci, a z pewnością będą wykonywać dużo prostsze zadania. Trudno mi sobie też wyobrazić, jak studenci pogodzą pracę w sądzie na pełen etat z wymagającymi studiami prawniczymi.

Czytaj więcej

Student po IV roku prawa wie wszystko, co potrzebne, by być asystentem sędziego

Czy zagłosowałaby pani za tym projektem?

Z pewnością zagłosowałabym przeciwko zatrudnianiu studentów na stanowiskach asystenckich w sądzie. Jednak oprócz tego rozwiązania w projekcie wprowadzono kilka innych zmian korzystnych dla asystentów.

No właśnie, projekt zakłada nie tylko umożliwienie studentom pracy w sądzie, ale także zmiany w ścieżce kariery asystentów sędziów. Jest to chociażby możliwość zatrudnienia na stanowisku starszego asystenta dla osób, które zdały prawniczy egzamin korporacyjny m.in. adwokacki czy radcowski. Co pani na to?

Był to postulat związku zawodowego i cieszę się, że został częściowo uwzględniony. Dotychczas wynagrodzenia starszych asystentów nie były co do zasady wyższe niż pensje asystentów. Zmieniło się to – również po wielu naszych prośbach – w 2025 r. Awans na starszego asystenta oznacza obecnie podwyżkę. Dodane w ustawie rozwiązania mają zachęcić osoby po zdanym egzaminie do podjęcia pracy w sądzie, a tych, którzy już pracują w wymiarze sprawiedliwości – do pozostania.

Czy proponowane zmiany dotyczące rozwoju zawodowego asystentów sędziów rzeczywiście uatrakcyjnią ten zawód i rozwiążą problemy pracowników?

Są to na pewno kroki w dobrą stronę, ale nie rozwiążą one wszystkich problemów. Poza tym proponowane zmiany nadal mają mankamenty. Nie zawarto postulowanego przez nas wymogu czteroletniego doświadczenia asystenckiego dla kandydatów na starszego asystenta, którzy zdali egzamin korporacyjny. Może to prowadzić do nierównego traktowania, czy nawet nadużyć. Może też spowodować, że starszymi asystentami zostaną osoby, które nigdy nie pracowały w sądzie. Nie dodano również postulowanego przez nas obligatoryjnego przeszeregowania osoby spełniającej niezbędne kryteria na stanowisko starszego asystenta. Decyzja ta pozostanie uznaniowa i nadal w głównej mierze będzie zależała od możliwości finansowych sądu, a nie od faktycznych zasług kandydata.

Projekt nie dotyka zupełnie kwestii wynagrodzeń asystentów sędziów, a to chyba zasadnicze źródło problemów kadrowych. Czy spodziewa się pani w końcu znaczących podwyżek?

Niestety nie spodziewam się. W ustawie budżetowej na 2026 r. ustalono podwyżki dla budżetówki na poziomie śmiesznych 3 proc. Po ubiegłorocznym wzroście wynagrodzeń asystenci sędziów zarabiają od 6,5 tys. zł do 8 tys. zł, a starsi asystenci od 8 tys. zł do 9 tys. zł, brutto. Na rękę daje to kwoty, za które ciężko się utrzymać w szczególności w większych miastach. Sytuacja jest zatem trudna, a perspektywy zmian nie ma. Nasze podwyżki zależą bowiem od arbitralnej decyzji politycznej. Od lat postulujemy, żeby nasze pensje stanowiły odpowiedni procent wynagrodzenia sędziego. Zagwarantowałoby to nam podwyżki zależne od przeciętnego wynagrodzenia, a więc od obiektywnego wskaźnika. Przy tym rozwiązaniu w tym roku otrzymalibyśmy 9 proc., a nie 3 proc.

Reklama
Reklama

O poprawę warunków pracy asystenci sędziów apelują od lat. Czy po zmianie władzy w 2023 r. coś się zmieniło?

W ubiegłym roku dostaliśmy podwyżki i udało się ustalić wyższe wynagrodzenie dla starszych asystentów sędziów. Poza tym jednak nic się nie zmienia. Projekt, o którym rozmawiamy, to pierwsza propozycja ustawy obecnej ekipy rządzącej, która dotyczy pracowników sądów w ogóle. Pomijając to, że jest on dalece niedoskonały, to przez połowę kadencji rząd nie wyszedł nawet z propozycjami zmian, które zasadniczo zmieniałyby sytuację pracowników wymiaru sprawiedliwości.

Czytaj więcej

Podwyżka wynagrodzeń dla asystentów sędziów. I to całkiem spora

Jak wygląda wasz dialog z resortem sprawiedliwości?

Nie mieliśmy jeszcze okazji tak naprawdę porozmawiać z obecnym ministrem. Odkąd objął urząd spotkał się z organizacjami związkowymi pracowników sądów na dosłownie 10 minut. O spotkanie z szefem MS w sprawie asystentów sędziów zabiegamy od października, ale dotychczas nie znalazł on dla nas czasu.

Jeden asystent na dwóch sędziów to cel resortu sprawiedliwości. Czy wierzy pani, że uda się go osiągnąć?

Liczba etatów rośnie, jednak jeszcze szybciej zwiększa się obciążenie pracą każdego asystenta. W referatach sędziów jest bowiem dużo więcej spraw niż jeszcze kilka lat temu. Jest to spowodowane zalewem spraw w szczególności frankowych oraz brakiem konkursów na wolne stanowiska sędziowskie. Aktualnie projekt ten ma jeden cel – na szybko obsadzić sporą liczbę wakatów asystenckich, bo odpływ z zawodu jest spory. To próba ratowania sądów przed zapaścią, ale nie tędy droga, bo wymiar sprawiedliwości, w tym zawód asystenta sędziego, wymaga rozwiązań systemowych, a nie łatania dziur studentami.

Urszula Łobodzińska – asystentka sędziego, przewodnicząca MOZ KNSZZ „Ad Rem” Oddział Asystentów Sędziów

Zawody prawnicze
Waldemar Żurek: Notariusz zawodem zamkniętym? Nie można do tego dopuścić
Edukacja i wychowanie
Włamanie do Librusa. MEN zapowiada państwowy e-dziennik
W sądzie i w urzędzie
Nie ma rozwodu, bo orzekał neosędzia. Minister Żurek: coś bardzo niepokojącego
W sądzie i w urzędzie
Pierwszy i drugi małżonek zamiast kobiety i mężczyzny. Będą zmiany w USC
Nieruchomości
Ustalenie miedzy: ewidencja geodezyjna kontra płot. Co orzekł SN?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama