To pierwsze orzeczenie Sądu Najwyższego (w składzie: Dariusz Dończyk, Monika Koba i Dariusz Zawistowski) pokazujące zakres działania wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 18 grudnia, zgodnie z którym Trybunał Konstytucyjny nie stanowi niezawisłego i bezstronnego sądu ze względu na poważne nieprawidłowości w powołaniu trzech sędziów nazywanych dublerami oraz prezesa TK (sprawa C-448/23).
Pozew za likwidację gimnazjów
SN zajmował się sprawą z powództwa rodziców dwóch chłopców (teraz już dorosłych) przeciwko Ministerstwu Edukacji Narodowej (Skarbowi Państwa) o zadośćuczynienie (ewentualnie odszkodowanie) dla każdego po 1 mln zł za szkody, jakie wyrządzić im miała likwidacja gimnazjów i przywrócenie ośmioklasowej szkoły podstawowej w 2017 r. W konsekwencji w 2019 r. doszło do połączenia dwóch roczników – kończących podstawówkę oraz likwidowane gimnazja. Z powodu natłoku chętnych do szkół średnich uczniowie mieli być narażeni na stres, ale też dodatkową naukę, co miało się odbywać kosztem ich czasu wolnego.
Czytaj więcej
Żeby uniknąć wielomilionowych kar trzeba niezwłocznie zreformować Trybunał Konstytucyjny, obsadzić wakaty sędziowskie i usunąć z trybunału sędziów...
Jako podstawę roszczenia powodowie wskazali przepisy o tzw. delikcie legislacyjnym, a konkretnie art. 4171 kodeksu cywilnego, zgodnie z którym, jeżeli szkoda została wyrządzona przez wydanie aktu normatywnego, to jej naprawienia można żądać po stwierdzeniu niezgodności tego aktu z konstytucją, czyli po uzyskaniu tzw. prejudykatu.
Sąd może przeprowadzić kontrolę rozproszoną
Problem w tym, że w tej sprawie nie było orzeczenia TK, które stwierdzałoby niekonstytucyjność przepisów likwidujących gimnazja. Z tego względu sądy obydwu instancji uznały, że choć uczniowie rzeczywiście mogli w związku z reformą odczuwać stres, to ich żądanie nie zostało wsparte niezbędnym prejudykatem TK. Sami powodowie przyznawali zresztą, że nie wystąpili do TK, bo – jak twierdził przed SN ich pełnomocnik adwokat Jacek Wikaliński – spodziewali się, że trybunał uzna reformę za zgodną z konstytucją. A gdyby nawet zgodził się z ich argumentami, to taki wyrok i tak budziłby zastrzeżenia, co potwierdzać ma wyrok TSUE z 18 grudnia.
Czytaj więcej
Praktycy sądowi uważają, że przed Sądem Najwyższym nie ma prostych spraw i pomoc pełnomocnika jest niezbędna.
Marta Kęcka-Iwan, radca Prokuratorii Generalnej RP wskazywała z kolei, że powodowie mogliby powoływać się na orzeczenie w sprawie C-448/23, tylko gdyby wystąpili do TK i uzyskali negatywny wyrok. Poza tym nie wykazali też konkretnie, na czym ich szkody miały polegać, np. tego, że musieli uczęszczać na jakąś terapię.
SN postanowił zwrócić sprawę Sądowi Apelacyjnemu w Warszawie do ponownego rozpoznania, aby w pierwszej kolejności przesłuchał powodów, by ustalił ew. zakres ich szkód, dodając, że jeśli szkoda jest skutkiem wadliwej legislacji (deliktu legislacyjnego), to brak prejudykatu nie może być przeszkodą do jej zbadania i ewentualnego zasądzenia zadośćuczynienia.
– Po pierwsze SA winien zbadać, czy ta sprawa – to roszczenie – wchodzi w zakres prawa unijnego, a jeżeli tak, to czy TK w danym czasie spełnia wymogi niezależności, bo przecież zmienia się jego skład. A gdyby sąd doszedł do wniosku, że nie spełnia tego wymogu, to może skorzystać z tzw. rozproszonej kontroli konstytucyjnej, ale na użytek tylko tej konkretnej sprawy i orzec o dochodzonym roszczeniu – wskazała w konkluzji uzasadnienia wyroku sędzia Monika Koba.